polskaiswiat polskaiswiat
566
BLOG

Stanisław Michalkiewicz: Tusku – musisz?

polskaiswiat polskaiswiat Rozmaitości Obserwuj notkę 1

NaszaPolska.pl


Kto by pomyślał, że taka pani minister Ewa Kopacz, która nie raz i nie dwa udowodniła, że nawet do trzech nie potrafi zliczyć, może tchnąć tyle energii w niemrawe organy naszego demokratycznego państwa prawnego? Z siebie samej tyle energii wykrzesać by nie mogła, co to, to nie; koń jaki jest – każdy widzi.

A jednak energia została wykrzesana, więc w tej sytuacji nie ma innej możliwości niż ta, że nie tyle panią minister Ewę Kopacz, co organy naszego demokratycznego państwa prawnego ktoś podkręcił. A kto? Ano pewnie te same Siły Wyższe, które podczas puczu Janajewa w Moskwie wprawiły w ruch silniki czołgów dywizji tamańskiej i kantemirowskiej, dzięki czemu wsparły one Borysa Jelcyna i w ten sposób demokracja w Rosji została uratowana. No dobrze – ale co właściwie uruchomiło te silniki? Jak pamiętamy, czołgi obydwu dywizji nie ruszyły na płomienne wezwania Borysa Jelcyna, tylko dopiero wtedy, gdy wezwania te zostały wsparte listem „grupy intelektualistów i biznesmenów”. Mniejsza już o „biznesmenów”, bo i u nas ich nie brakuje, chociaż oczywiście ruscy mają większy kaliber, co zauważył nawet Bolesław Prus, kreśląc w „Lalce” sylwetkę  Suzina na tle naszego skromnego pana Stacha Wokulskiego – ale ci „intelektualiści”. Któż to taki, że ich listy wprawiają w ruch motory czołgów sławnej dywizji tamańskiej? Wydaje się, że nie są to osoby kalibru pani Henryki Krzywonos, chociaż ostatnio i ona jednym susem znalazła się wśród intelektualistów – ani nawet pani filozofowej Środziny, żałośnie umizgującej się do „młodych, wykształconych” na kongresie wyznawców posła Palikota. Tout proportions gardees, znaczy – na terenie kraju tubylczego, przykładem takiego intelektualisty może być generał Sławomir Petelicki, a przede wszystkm - Marek Dukaczewski, co to mógłby wytrzepać z banana nawet prezydenta, więc cóż to dla niego za problem podkręcić trochę niemrawców tworzących organy naszego demokratyczego państwa prawnego? To dla niego mały pikuś, toteż nic dziwnego, że nawet premier Tusk na ten moment porzucił miłosne gruchania i nasrożył się aż do „brutalności”. W rezultacie policja i inspekcja sanitarna w mgnieniu oka pozamykały prawie 800 sklepów z dopalaczami. To znaczy niezupełnie sklepów, tylko przede wszystkim – straganów, w których debiutowali w tym biznesie „młodzi wykształceni”. Oczywiście najpierw swoje zadania wykonały niezależne media, każdego dnia wynajdując kolejną ofiarę, która po dopalaczach dostała rozwolnienia, więc opinia publiczna na tę brutalność została odpowiednio przygotowana.

Ale przecież „młodzi wykształceni” rozwolnienia miewali i wcześniej, a jednak ani policja, ani inspekcja sanitarna nie były z tego powodu stawiane w stan pogotowia. Co więcej – sklepy z dopalaczami istniały sobie od lat i jakoś nie można było ich w naszym demokratycznym państwie prawnym ruszyć, podobnie jak konstruktorów krzyża z puszek po piwie. Jak wiadomo, prokuratura umorzyła śledztwo z powodu niewykrycia sprawców, chociaż policja dysponowała filmem, na którym widoczne są ich twarze, więc dla demokratycznego państwa prawnego, które wszystkich podgląda i podsłuchuje, z identyfikacją nie powinno być najmniejszych problemów.

Jak zatem interpretować wojnę wydaną dopalaczom? Przecież prawo się nie zmieniło. Najwyraźniej pojawiła się ”wola polityczna”. No i pięknie, ale co ją właściwie wzbudziło? Wola polityczna i „brutalność” pojawiła się jako skutek konkurencyjnej walki między dwiema, a może nawet trzema bandami tajniaków, a kto wie – może nawet między starym pokoleniem ubeków,  którzy właśnie próbują przeprowadzić rekonstrukcję tubylczej sceny politycznej na następne dziesięciolecie i na razie nie doszli jeszcze do porozumienia z „młodymi wykształconymi”? Toteż właściciele stajni, która wystawiła Donalda Tuska, próbują na starcie okulawić szkapy ze stajni konkurencyjnej, odcinając im źródła finansowania poprzez likwidację ich sklepów z dopalaczami. Stąd ta srogość „na granicy prawa”. Ale zaatakowana w ten sposób szajka z pewnością będzie się broniła, więc tylko patrzeć, jak niezawisłe sądy zostaną zalane oburzonymi pozwami. Wnet się posypią piękne wyroki – oczywiście przeciwko skarbowi państwa – oczywiście finansowane przez biednych podatników.



Stanisław Michalkiewicz

Artykuł ukazał się w tygodniku "Nasza Polska" Nr 41 (780) z 12 października 2010 r.

 

 

 

 

Chcielibyśmy pokazać, jak bardzo kastowy charakter ma dzisiejsza Polska, jak wielu ludzi „trzymających władzę”, i to nie tylko w polityce, ale również i w mediach (a to media są dziś „pierwszą władzą, to ludzie wywodzący się ze starych skompromitowanych kręgów komunistycznych, często najgorszego stalinowskiego chowu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Rozmaitości