źródło: niezalezna.pl
Całość spraw związanych z ochroną prezydenta na lotnisku została pozostawiona w rękach służb rosyjskich - wynika z relacji Marcina Wierzchowskiego, pracownika kancelarii Lecha Kaczyńskiego. Wierzchowski spotkał się dziś z sejmowym zespołem ds. katastrofy smoleńskiej pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza.
Zespół Smoleński wysłuchał relacji Marcina Wierzchowskiego, pracownika kancelarii Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Wierzchowski uczestniczył w organizowaniu wizyty katyńskiej prezydenta i jako jeden z nielicznych był na lotnisku, oczekując przybycia samolotu wiozącego polską delegację 10 kwietnia br. Jak wynika z relacji przekazanej zespołowi:
1. uroczystości katyńskie 10 kwietnia organizowane były przez ministra Andrzeja Przewoźnika przy współudziale służb rządu RP, zwłaszcza Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Przydział samolotu
, uzgodnienia ze stroną rosyjską i wszystkie kroki organizacyjne były w gestii rządu. Kancelaria Prezydenta odgrywała rolę ograniczoną i nie była nawet informowana o wielu zasadniczych sprawach. Dotyczy to np. kwestii działań podejmowanych przez Biuro Ochrony Rządu, które nie były konsultowane z Kancelarią. Według wiedzy Wierzchowskiego, całość spraw związanych z ochroną prezydenta na lotnisku została pozostawiona w rękach służb rosyjskich;
2. na lotnisku w Smoleńsku na prezydenta i delegację oczekiwał ze strony polskiej ambasador Jerzy Bahr wraz z konsulami i attache wojskowym oraz pracownicy Kancelarii Prezydenta. Wśród oczekujących nie było funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu z ekipy przygotowującej ochronę prezydenta i delegacji katyńskiej;
3. Wierzchowski, czekając na przybycie delegacji, w pewnym momencie usłyszał „charakterystyczny świst silników tupolewa”, a następnie zobaczył, że w stronę, z której doszedł ten dźwięk, szybko ruszają samochody rosyjskiej ochrony. Wskoczył do samochodu ambasadora Bahra i pojechał za samochodami rosyjskimi. Przejechał pasem startowym do końca, a następnie wysiadł z samochodu i pieszo przedostał się koło muru oddzielającego lotnisko od miejsca katastrofy na skraj polany, gdzie upadł tupolew. Przed nim na to miejsce dobiegło trzech mężczyzn w białych fartuchach narzuconych na garnitury. Poza tym w pierwszych minutach nie widział żadnych ludzi. Wierzchowski był na miejscu katastrofy z pewnością na kilka minut przed tym, nim rozebrzmiał sygnał syreny karetek ratunkowych. Na miejscu widział podwozie samolotu odwrócone kołami do góry i dalej, po prawej, tylną część (rufę) samolotu. Widział rozrzucone, często zdeformowane ciała. Nigdzie nie było widać kadłuba samolotu czy też jego większych części.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)