Środa - Czwartek, 5-6 stycznia 2011, Nr 3 (3934)
Do tej pory zasłynął głównie jako gawędziarz, obrońca laickości państwa (niewidzący niestosowności nawet w upominaniu kapłanów), rzecznik Rosji i historyk nieskłonny do rozliczenia z przeszłością. Czym nas (nie) zaskoczy w tym roku - przekonamy się już niebawem
Bronisław Komorowski wraz z końcem starego roku i początkiem nowego postanowił wyjść z cienia i uaktywnić się publicznie. Noworoczny wywiad, w którym szczyci się własną popularnością i rozsądza o przyczynie katastrofy smoleńskiej, szeroko komentowany zarówno przez opozycję, jak i koalicjantów, ostatnie inicjatywy ustawodawcze, jak chociażby inicjatywa w sprawie pracy emerytów, częstsza niż przez ostatnie pół roku obecność w mediach - mogą być zwiastunami zdynamizowania prezydentury przez Komorowskiego i pokazania wyborcom, że nie jest on zależny od Donalda Tuska. Mało tego, może stanowić to sygnał rywalizacji pomiędzy prezydentem a premierem. W niedzielę Donald Tusk stwierdził, że nie użył by takich słów jak Bronisław Komorowski, odnosząc się do raportu MAK i przyczyn katastrofy. Abstrahując od prawdziwych interesów obydwu polityków w takim, a nie innym podejściu do tej niezwykle ważnej sprawy, Komorowski bardziej niż Tusk jawi się jako obrońca tezy o przyczynie katastrofy smoleńskiej już na początku śledztwa przyjętej przez stronę rosyjską - czyli błędu pilotów. Jak widać, bardzo przejął się słowami prezydenta Miedwiediewa, że nie wyobraża on sobie, aby wnioski raportów obu stron mogły się różnić. To, że pojawia się niewielki rozdźwięk pomiędzy wypowiedziami premiera i prezydenta nie powinno specjalnie dziwić. Komorowski od początku swojej prezydentury chciał wyrwać się z zależności od szefa rządu. - Już w kampanii wyborczej można było dostrzec, że Bronisław Komorowski będzie starał się budować samodzielną pozycję i widać to chociażby po doborze doradców i ministrów w Kancelarii Prezydenta, gdzie większość wywodzi się ze środowiska Unii Wolności, a nie Platformy. Polityk PO, czyli Sławomir Nowak, nie odgrywa wielkiej roli w Kancelarii - to nie on jest rzecznikiem prezydenta - uważa dr Bartłomiej Biskup, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Zaznacza, że było to od początku wpisane w prezydenturę Komorowskiego. Prawdopodobne jest to, że myśli on już o następnej kadencji i mimo głosów, że jest prezydentem "na przetrwanie", ma dużo poważniejsze ambicje. - Komorowski zdaje sobie sprawę, że jeśli chce cieszyć się poparciem społecznym i wygrać kolejne wybory, musi, przykładem Aleksandra Kwaśniewskiego, być prezydentem "wszystkich Polaków" - stwierdza politolog. Prezydent nie będzie mógł się utożsamiać ze wszystkimi decyzjami rządu, bo nie będzie chciał się narażać - rząd jest zawsze surowiej oceniany przez społeczeństwo. Uaktywnienie publiczne Bronisława Komorowskiego po półrocznym "przespaniu" prezydentury - jak ocenił Bartłomiej Biskup - może okazać się działaniem przychylnym dla rządu. W tym miejscu można wspomnieć inaugurację prac nad Strategicznym Przeglądem Bezpieczeństwa Narodowego. Trudno sobie wyobrazić, aby przyniósł on wymierne skutki i rzetelnie rozliczył rząd - jak prognozował Witold Waszczykowski, jednak zdaniem Bartłomieja Biskupa, jest to działanie, które niewątpliwie może przysłużyć się wizerunkowi Komorowskiego w następnych wyborach. Takimi inicjatywami pokazuje on, że angażuje się w sprawy związane z bezpieczeństwem naszego kraju. Zdynamizowanie działalności publicznej i medialnej, które nastąpiło pod koniec roku, może sygnalizować, według politologa, że aktywność prezydenta przybierze z nowym rokiem na sile, choć za wcześnie jeszcze określać, na jak długo. Czy Donaldowi Tuskowi przeszkadza popularność Bronisława Komorowskiego? - Platforma wpadła w pewną pułapkę polityczną wskutek swoich rządów. Komorowski natomiast poprzez funkcję reprezentacyjną, jaka spoczywa na urzędzie prezydenta, będzie budował pewną siłę osadzoną w ogromnej mierze na środowisku, które udzieliło mu poparcia, a które jest alternatywne dla Tuska - prognozuje prof. Mieczysław Ryba, historyk z Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II. Jego zdaniem, to środowisko może nawet wymuszać na Tusku pewne określone działania. - Chodzi tu głównie o ludzi z kręgu "Gazety Wyborczej", dawnej Unii Wolności i postkomunistów. Order Orła Białego dla Michnika i gen. Jaruzelski na salonach zaproszony do Rady Bezpieczeństwa Narodowego - to decyzje o tym świadczące - podkreśla prof. Ryba. W jego opinii, w interesie reżyserów sceny politycznej, głównych rozgrywających, nie leży silna, monopolistyczna władza Tuska. Czy wobec tego dojdzie do otwartego konfliktu interesów na linii prezydent - premier? Taki finał jest o tyle mało prawdopodobny, że dla obydwu najistotniejszy jest wizerunek i unikanie za wszelką cenę "wojny polsko-polskiej". Zakulisowe gry polityczne mogą jednak odbijać się na konkretnych decyzjach jednego i drugiego gracza. Tuska czekają wybory, więc spece PO od wizerunku będą stawali na głowie, aby "doczołgać się" do zwycięstwa. Natomiast przed Bronisławem Komorowskim bardzo wiele wyzwań - jest dopiero na początku prezydentury. Do tej pory zasłynął głównie jako gawędziarz, obrońca laickości państwa (niewidzący niestosowności nawet w upominaniu kapłanów), rzecznik Rosji i historyk nieskłonny do rozliczenia z przeszłością. Czym nas (nie) zaskoczy w tym roku - przekonamy się już niebawem.
Paulina Jarosińska


Komentarze
Pokaż komentarze (8)