polskaiswiat polskaiswiat
510
BLOG

Rosjanie wyznaczyli ścieżkę śmierci

polskaiswiat polskaiswiat Rozmaitości Obserwuj notkę 4

http://www.radiomaryja.pl/okladki/nd20110119.jpg    Środa, 19 stycznia 2011, Nr 14 (3945)

 

Kardynalny ciąg błędów kontrolerów utwierdzających załogę Tu-154M w przekonaniu, że jest na właściwej ścieżce i kursie, choć w rzeczywistości tak nie było, i przekazywanie zawyżonych danych o widzialności doprowadziły do katastrofy na Siewiernym

 

Rosyjscy kontrolerzy ani razu nie poinformowali załogi polskiego tupolewa, że schodzi ze ścieżki i kursu. Służby meteorologiczne obsługujące lotnisko Siewiernyj podały prawdziwe dane meteo rosyjskiemu Iłowi-76 i zafałszowane polskiej załodze. "Mechanizację skrzydła" czyta nie gen. Andrzej Błasik, a nawigator kpt. Artur Ziętek. Po prezentacji symulacji lotu Tu-154M przedstawionej wczoraj przez komisję Jerzego Millera jedno jest pewne: prysł mit o błędach polskiej załogi lądującej pod presją poniżej minimów.

Załoga rządowego tupolewa, który 10 kwietnia miał lądować na Siewiernym, nie zeszła poniżej przewidzianych minimów meteorologicznych. Zajęła prawidłowo 100 metrów, czekając na zgodę na lądowanie. Wszystko w sytuacji nieprzekazania przez "Korsarza" na pokład polskiej maszyny informacji o faktycznych warunkach pogodowych panujących na lotnisku.
To dowódca polskiego Tu-154M mjr Arkadiusz Protasiuk podjął decyzję o odejściu na drugi krąg, zanim zdążył go o tym poinformować kontroler strefy lądowania. Trzy sekundy przed komendą "horyzont" wydaną przez Wiktora Ryżenkę, już 70 metrów poniżej ścieżki zniżania, dowódca tupolewa mjr Arkadiusz Protasiuk podjął decyzję: "odchodzimy", nie czekając na tragicznie spóźnioną reakcję wieży. Sekundę później potwierdził ją drugi pilot ppłk Robert Grzywna. Załoga rozpoczęła realizację procedury odejścia na drugi krąg. Niestety, nieudanej. Dlaczego tak się stało? Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego nie wyjaśniła jeszcze tej kwestii. Sprawa jest w toku.
Z prezentacji komisji Jerzego Millera wynika, że już o godz. 7.09 na Siewiernym panowała pogoda uniemożliwiająca lądowanie. Mimo to o godz. 7.40 osoby przebywające na wieży konsultowały z moskiewskim operatem "Logika" sprowadzanie polskiego tupolewa. Kontrolerzy wiedzieli, że nie da się bezpiecznie lądować, zanim załoga weszła w kontakt radiowy z "Korsarzem". Już wówczas płk Nikołaj Krasnokutski ustalił ze swoimi współpracownikami: Wiktorem Ryżenką, Pawłem Plusninem i niezidentyfikowanym "towarzyszem generałem z Moskwy", że pozwolą zniżyć się polskiej maszynie do wysokości decyzji 100 metrów. O godz. 8.33 załodze przekazano komunikat o widzialności 800 metrów, podczas gdy w rzeczywistości była rzędu 200 metrów. Słysząc to, Plusnin komentuje: "Niepoczytalny czy co?". Z polskich ustaleń wynika, że już od 10. kilometra załoga nie była na kursie i ścieżce. O godz. 8.39 tupolew był o 130 metrów ponad ścieżką, zszedł z kursu o 80 metrów w lewo. Kontroler informował "na kursie i ścieżce". O godz. 8.40 jest 120 metrów za wysoko i 120 metrów od osi. Piloci słyszą: "Na kursie i ścieżce". Dwa kilometry przed progiem pasa tupolew jest już 20 metrów pod ścieżką i 8 metrów z boku. Brak reakcji kontrolera strefy lądowania. Załoga wiedziała, że przed lotniskiem znajduje się obniżenie terenu (jar), dlatego ustawiła ciśnienie na 760 mm Hg.
Kluczem do zrozumienia sytuacji, jaka panowała na wieży, kwintesencją sposobu podejścia kontrolerów do swoich obowiązków są szokujące słowa wypowiedziane przez jedną z obecnych na wieży osób. O godz. 8.37, kiedy załoga kontynuuje pełną konfigurację do lądowania ("wykonujemy czwarty polski") na 1. kanale magnetofonu zainstalowanego w punkcie dyspozytorskim nagrały się słowa: "Niech sami dalej lecą".
W ocenie doświadczonego pilota wojskowego, z informacjami przekazywanymi do Tu-154M przez kontrolę lotów oraz w panujących warunkach pogodowych 10 kwietnia 2010 r. nietrudno było się rozbić. Jak zauważył nasz rozmówca, z pewnością w kokpicie nie było nerwowej atmosfery, za to była ona widoczna na smoleńskiej wieży.
- Po incydencie z Iłem-76 kontroler wszedł na wysokie obroty, kolokwialnie ujmując - "zagotował się". Później w ruch poszły telefony, nerwowo czekano na decyzję zwierzchników, a w efekcie pozostawiono załogę samą z rosyjskimi niedopowiedzeniami: niech załoga sama się martwi, co robić dalej! - dodał.
Jak zauważył, w tym zamieszaniu kontrolerzy nie wykonali nawet założonego wcześniej zadania: sprowadzenia samolotu do wysokości 100 m i odesłania go na drugi krąg lub lotnisko zapasowe. Zabrakło też podstawowej informacji o rodzaju podejścia, a komenda "Horyzont" padła 11 sekund za późno, kiedy samolot miał nikłe szanse na uniknięcie kolizji i kiedy załoga sama już podjęła działania.
- Nie ma wątpliwości, że 10 kwietnia na lotnisku Siewiernyj to kierownik lotów był carem. Było to lotnisko wojskowe, co kontrolerzy sami sugerowali. Dlatego KL już na wysokości 150 m, nie widząc samolotu, powinien dać załodze polecenie odejścia na drugi krąg lub na lotnisko zapasowe - wskazał nasz rozmówca. Brak reakcji KL miał ogromne znaczenie, szczególnie że załoga działała ze świadomością, iż kontrolerzy podprowadzą ją do 100 metrów. Jak ocenił nasz rozmówca, także sposób informowania o pogodzie był niedopuszczalny. Przy widzialności 200 m przekazywane były informacje o 800 metrach. Na lotnisku nie ma stacji meteorologicznej, a dane pochodziły z Tweru i były przesyłane do Smoleńska. Jak ocenił - tu powstaje pytanie o to, jakimi umiejętnościami dysponowały osoby zajmujące stanowiska meteo. - Wiadomo było, że o godz. 7.09 warunki meteorologiczne na Siewiernym były poniżej minimum. O 7.29 nastąpił start samolotu z delegacją. Już wtedy powinien on zostać skierowany na inne lotnisko. Nie znalazł się nikt, kto zdołałby podjąć tu decyzję - dodał ekspert.


Anna Ambroziak
Współpraca Marcin Austyn

 

Tusk, Klich i Sikorski - przed Trybunał Stanu

 

O postawienie przed Trybunał Stanu premiera Donalda Tuska, ministra obrony narodowej Bogdana Klicha i szefa resortu spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego apelują członkowie Wrocławskiego Społecznego Komitetu Poparcia dla Jarosława Kaczyńskiego. Powód? Skandaliczne zaniedbania polskiego rządu związane zarówno z przygotowaniami do lotu do Smoleńska, jak i przebiegiem śledztwa w sprawie przyczyn katastrofy.

W oświadczeniu czytamy m.in., że obecna ekipa rządząca wraz z popierającym ją prezydentem musi w hańbie odejść. Polską nie mogą bowiem rządzić ludzie, którzy nie potrafią zapewnić swojemu Narodowi bezpieczeństwa i poczucia godności. Jego współautorem jest Jacek Świat, mąż poseł Aleksandry Natalli-Świat, która zginęła pod Smoleńskiem. - Jeśli nasz rząd nie potrafi zadbać o bezpieczeństwo i godność swojego prezydenta, to znaczy, że tym bardziej nie będzie potrafił tego czynić w stosunku do szarego obywatela naszego kraju - mówił Świat. - Czuję się głęboko moralnie zobowiązany do tego, aby bronić dobrego imienia ofiar, a przede wszystkim ich rodzin. Współczuję szczególnie rodzinom pilotów, którzy są oskarżani o spowodowanie tej katastrofy. Zarzuty stawiane dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzejowi Błasikowi są gołosłowne, niepoparte żadnymi dowodami, a jego małżonka Ewa musi teraz stawiać czoła wręcz już międzynarodowej nagonce - akcentował Jacek Świat. Dodał, że ze swojego doświadczenia doskonale wie, jakie to jest trudne, bo sam nieraz spotykał się z obelgami, a na forach internetowych wyczytywał o swojej żonie najpaskudniejsze rzeczy. Jego zdaniem, trzeba pomóc wdowom po pilotach, bo - jak widać - władze konstytucyjne naszego państwa nie potrafią, a mówiąc dosadniej, po prostu nie chcą nic w tym kierunku zrobić. Sygnatariusze apelu uważają, że sprawa smoleńska jest tylko wierzchołkiem góry lodowej, bo w ich opinii postępowanie rządu w wielu innych kwestiach jest symbolem degeneracji państwa.
Wrocławski Społeczny Komitet Poparcia dla Jarosława Kaczyńskiego jest najliczniejszy spośród ponad 200 działających w całym kraju tego typu gremiów.
Tu-154M o numerze taktycznym 101, który rozbił się pod Smoleńskiem, leciała w 2009 roku do Huty Pieniackiej delegacja rządowa na uroczystości upamiętniające zamordowanie tam przez Ukraińców w 1944 roku ponad 1000 Polaków. Krzysztof Grzelczyk pokazał w czasie spotkania książkę lotu przygotowaną przez Protokół Dyplomatyczny MSZ, w której jest wyraźnie zaznaczone, że jest to samolot specjalny. Trudno, żeby teraz przy przygotowywaniu lotu do Smoleńska rząd o tym nie wiedział, skoro jego organ jest autorem tego dokumentu - podkreślił Grzelczyk.
Apel nie ma wprawdzie mocy prawnej, ale jego sygnatariusze są przekonani, że uda im się uzyskać poparcie takiej liczby osób, która zachęci parlamentarzystów do podjęcia uchwały o postawieniu Donalda Tuska, Bogdana Klicha i Radosława Sikorskiego przed Trybunałem Stanu. A do tego wymagane jest poparcie minimum 115 posłów.


Warto zobaczyć .:   Polski Punkt Widzenia

Kliknij tu .:  www.radiomaryja.pl/artykuly.php

 

 

Antoni Macierewicz - podsumowanie posiedzenia komisji ws. katastrofy Tu-154 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Chcielibyśmy pokazać, jak bardzo kastowy charakter ma dzisiejsza Polska, jak wielu ludzi „trzymających władzę”, i to nie tylko w polityce, ale również i w mediach (a to media są dziś „pierwszą władzą, to ludzie wywodzący się ze starych skompromitowanych kręgów komunistycznych, często najgorszego stalinowskiego chowu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Rozmaitości