źródło: salon24.pl/Kataryna
Bogdan Klich: (do Błasika, na jego pogrzebie) Andrzeju, mieliśmy się spotkać w innych okolicznościach. Miałeś otrzymać kolejną gwiazdkę, która ci się należała.
Bogdan Klich: (o Błasiku, na antenie zaprzyjaźnionej telewizji) Tak, po katastrofie CASY, uważałem, że tak należy zrobić (zdymisjonować Błasika), ale ze strony Pałacu Prezydenckiego był jednoznaczny sprzeciw.
Bogdan Klich: (o plotkach, że chciał zdymisjonować Błasika) To jakaś kompletna bzdura. Nie przyszło mi to do głowy. To jest jeden z lepszych dowódców naszych Sił Powietrznych. Świetnie mi się z nim współpracuje. Dobrze wykonuje zadania, jest zdyscyplinowany, zawsze do usług. Jestem jak najlepszego zdania o generale Błasiku.
Minister Obrony Narodowej, który nie chciał lub nie potrafił bronić honoru swojego generała, opluwanego w raporcie Anodiny, dzisiaj gdy jego kariera wisi na włosku (a podobno już nawet nie wisi), w dość obrzydliwy sposób chwyta się trumny generała, żeby...no właśnie, żeby co właściwie? Przekonać, że Błasik był winien katastrofy CASY, Kaczyński był winien pozostawienia Błasika, a zatem obaj są winni katastrofy smoleńskiej? Ktoś rozumie o co Klichowi chodziło w tym wywiadzie? Jaki jest sens wyciągania dzisiaj tamtej sprawy, jeśli się między Mirosławcem a Smoleńskiem najwyraźniej zmieniło zdanie o generale tak diametralnie, że się mu chciało kolejną gwiazdę przypinać? A w każdym razie jeśli się dość przekonująco odegrało na pogrzebie swój szacunek do zmarłego.
Bogdan Klich odniósł dzisiaj wielkie zwycięstwo, w porę znalezione kwity na Pawlaka pozwoliły zdyscyplinować koalicjanta i kolejny raz po policzeniu głosów wszystko się zgadzało. Ale ta arytmetyczna wygrana nie czyni Klicha dobrym ministrem. Nie czyni go też honorowym człowiekiem. A odbijanie sobie dzisiaj na trupie Błasika własnych upokorzeń budzi zwyczajnie wstręt.


Komentarze
Pokaż komentarze