
Prezydent kraju ginie w katastrofie. Żadnej wątpliwości nie ulegają zaniedbania rządowejochrony. Tymczasem jej szef nie zostaje zdymisjonowany, a parę miesięcy później dostaje odznaczenie. Taka sytuacja w niepodległym, cywilizowanym kraju jest nie do wyobrażenia. – Honor oficerski to dziś puste słowo. Niestety, demonstruje to generał noszący polski mundur – mówi o pozostawaniu przez gen. Mariana Janickiego na stanowisku szefa BOR poseł PiS Stanisław Pięta.
Generał Janicki nie tylko nadal piastuje swoje stanowisko, ale został w ubiegłym tygodniu bohaterem prorządowych mediów. Według informacji Radia RMF i „GW” zeznał on w prokuraturze, że słyszał o „emocjonalnej rozmowie” między gen. Błasikiem i kpt. Protasiukiem przed wylotem do Smoleńska.
Informacja o zeznaniach Janickiego pozwoliła mediom powtórzyć wrzutkę o rzekomej kłótni, mimo że wydawała się ona już całkowicie skompromitowana. Prokuratura wojskowa drobiazgowo przeglądała bowiem taśmy z nagraniami z lotniska. Efektem było wystąpienie rzecznika prokuratury płk. Zbigniewa Rzepy z połowy marca. – Oględziny materiału wideo zostały już zakończone. Z jego analizy wynika, że kłótnia nie miała miejsca – stwierdził. Prokuratorzy przesłuchali też świadków i żaden nie potwierdził informacji o kłótni.
Wydawało się więc, że wrzutka ta spełniła już swoje zadania – wywołanie medialnego szumu, utrudniającego Polakom dowiedzenie się prawdy o przyczynach smoleńskiej tragedii – i zostanie zapomniana. Tymczasem w ubiegłym tygodniu powróciła. I to za sprawą osoby, która ponosi odpowiedzialność za skandaliczne zaniedbania związane z tamtą wizytą.
Macierewicz: Janicki powinien być oskarżony za Smoleńsk
– Jeśli informacje o tych zeznaniach są prawdziwe, to gen. Janicki zachowuje się zupełnie nieodpowiedzialnie – mówi „Gazecie Polskiej” Antoni Macierewicz, szef sejmowego zespołu badającego przyczyny katastrofy. – Nie był obecny przy tym zdarzeniu, nie zna żadnych jego szczegółów, słyszał tylko o sprawie z drugiej albo trzeciej ręki.
Według Macierewicza media powołują się na zeznania człowieka, który zamiast kierować BOR, powinien zasiąść na ławie oskarżonych. – Gen. Janicki ponosi bezpośrednią odpowiedzialność za skandaliczne zaniedbania, gdy chodzi o lot do Smoleńska, który zakończył się straszliwą tragedią. Powinien mieć postawione zarzuty co najmniej z art. 231 kodeksu karnego, czyli niedopełnienia obowiązków służbowych.
Macierewicz wylicza skandaliczne zaniedbania, za które odpowiada Janicki: powierzenie bezpieczeństwa prezydenta rosyjskim służbom, brak sprawdzenia stanu lotniska w Smoleńsku, brak zapewnienia odpowiedniej ochrony BOR na miejscu, wreszcie brak koordynacji współpracy BOR z rosyjskimi służbami, którym bezpieczeństwo prezydenta zostało powierzone.
Tymczasem szef BOR zamiast dymisji został... nagrodzony. 16 listopada 2010 r. szef MSZ Radosław Sikorski udekorował go Odznaką Honorową Bene Merito (Dobrej Zasługi) – zaszczytnym wyróżnieniem przyznawanym przez MSZ za działalność wzmacniającą pozycję Polski na areniemiędzynarodowej.
Postanowiliśmy zapytać, czy Janicki faktycznie złożył zeznania, o których informowały media. Rzecznik BOR mjr Dariusz Aleksandrowicz zareagował nietypowo: nie zgodził się telefonicznie odpowiedzieć na najprostsze pytanie, stwierdzając, że o godzinie 20-tej nie pracuje. Zgodził się rozmawiać z nami dopiero... po długim weekendzie. Wcześniej w mediach odmawiał odpowiedzi na pytanie o szczegóły zeznań swojego szefa.
Protegowany Wachowskiego
Marian Janicki urodził się 24 stycznia 1961 r. w Krakowie. Jest absolwentem tamtejszej Akademii Górniczo-Hutniczej, był kierowcą jednej z osób piastujących kierownicze stanowisko na tej uczelni.
Jak podaje oficjalna strona BOR, w 1987 r. rozpoczął służbę „w resorcie spraw wewnętrznych”. Resortem tym kierował wówczas Czesław Kiszczak. Do BOR trafił w 1988 r., gdy kierował nim znajomy Kiszczaka ze wspólnych polowań, gen. Olgierd Darżynkiewicz. – Dostał się do BOR dzięki ojcu, który też był kierowcą i jeździł w Krakowie z rektorem AGH Romanem Neyem, prof. Hieronimem Kubiakiem – członkiem Biura Politycznego PZPR, a w stanie wojennym sekretarzem KC– opowiadał na łamach „GP” w 2008 r. jeden z oficerów BOR.
W 1990 r. Janicki pojawił się w otoczeniu Lecha Wałęsy, jeszcze kandydata na prezydenta. Jako funkcjonariusz BOR był jego kierowcą. Pracował więc w tej samej roli co niegdyś Mieczysław Wachowski. Właśnie Wachowski uznawany był wówczas za promotora kariery Janickiego. „Sprawny facet” –chwalił go w mediach.
Według współpracowników Wałęsy, Janicki był na jakiś czas odsunięty od współpracy z Wałęsą, jednak to za sprawą Wachowskiego znalazł się z powrotem w jego otoczeniu. „Moikierowcymają szczęście, niech każdy następny szykuje się na generała”– tak po jednym z kolejnych awansów Janickiego komentował sprawę Wałęsa.
Całość artykułu w najnowszym wydaniu tygodnika "Gazeta Polska". W numerze superdodatek: płyta DVD z filmem Anny Ferens "Zobaczyłem zjednoczony naród" i "Listem z Polski" Mariusza Pilisa


Komentarze
Pokaż komentarze