polskaiswiat polskaiswiat
403
BLOG

Kto kogo naciska

polskaiswiat polskaiswiat Rozmaitości Obserwuj notkę 5

http://www.naszdziennik.pl/gfx/ndredakcja.gif      Czwartek, 2 czerwca 2011, Nr 127 (4058)

 

 

NASZ DZIENNIK

Czwartek, 2 czerwca 2011, Nr 127 (4058)

Jeden z przejawów solidarności dziennikarskiej z "Naszym Dziennikiem" po ogłoszeniu wyroku w procesie z powództwa TVN. Źródło: www.press.pl


Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich feruje surowe osądy, zanim rozpozna fakty. "Nasz Dziennik" nie domagał się od prokuratury "kajdan" dla Michała Krzymowskiego

Kto kogo naciska

 

O zaprzestanie nacisków na prokuraturę, mających na celu doprowadzenie do skazania autorów książki "Smoleńsk. Zapis śmierci" za ujawnienie informacji z postępowania przygotowawczego, zwrócił się do "Naszego Dziennika" Wiktor Świetlik, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Autor prośby nawet nie próbował zweryfikować swojej wiedzy ani w prokuraturze, ani w redakcji "Naszego Dziennika", a - jak sam przyznał - tezę o rzekomych naciskach wysnuł na podstawie informacji o "piśmie", jakie redakcja skierowała do prokuratury. Tyle że nie było to "doniesienie", a dziennikarskie zapytanie - pytaliśmy, czy kolportowanie książki reklamowanej przez autorów jako powstałej w wyniku czynu zagrożonego karą dwóch lat więzienia może nieść negatywne skutki dla księgarzy.

"Proszę Państwa o zaprzestanie nacisków na prokuraturę, mających na celu doprowadzenie do skazania dziennikarzy Michała Krzymowskiego i Marcina Dzierżanowskiego, autorów książki 'Smoleńsk. Zapis śmierci', z art. 241 Kodeksu Karnego, grożącego karą 2 lat więzienia za ujawnienie informacji z postępowania przygotowawczego. Za przyznanie się do takiego pośredniego nacisku traktuję następującą informację pochodzącą z 'Naszego Dziennika': 'Śledztwo ma swoją genezę w piśmie, jakie Nasz Dziennik' skierował do warszawskiej prokuratury okręgowej. Poprosiliśmy w nim o odpowiedź, czy kolportowanie książki reklamowanej przez samych autorów jako złamanie prawa może mieć negatywne skutki dla księgarzy'" - napisał Wiktor Świetlik, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. Jak dalej ocenił, "próba dyskredytowania ich [autorów książki - red.] przez naciski na prokuraturę jest łamaniem zasad elementarnej solidarności koleżeńskiej, która jest przecież częścią etyki zawodowej", a sam "Artykuł 241 k.k. i jego stosowanie w dzisiejszej Polsce są wysoce kontrowersyjne i postrzegane jako środek ograniczania wolności słowa".

Nie zweryfikował, tylko wysnuł

Wiktor Świetlik w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" potwierdził, że zarzucane redakcji naciski na prokuraturę wynikały wyłącznie z opublikowanego tekstu i nie były one weryfikowane ani w prokuraturze, ani w redakcji "Naszego Dziennika". Jak zaznaczył, w obliczu różnicy światopoglądów winniśmy toczyć spór publicystyczny, a nie "wysyłać listy po prokuraturach, żeby ścigać tę książkę". Pytany, skąd wnioskuje o rzekomej aktywności redakcji w tej sprawie, przyznał, że z naszej publikacji można było wysnuć, iż bardzo dokładnie interesowaliśmy się działaniami prokuratury.
- Nie chcę zarzucać panu Świetlikowi złej woli, ale generowanie sztucznej afery z rutynowej czynności dziennikarskiej, jaką jest wysyłanie pytań do różnych instytucji, w tym prokuratury, bicie piany z tego powodu jest niepoważne. Podkreślam, pytań, nie doniesień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, bo takowego nie było. Nikt o kajdany dla pana Krzymowskiego się nie dopominał - mówi Katarzyna Orłowska-Popławska, zastępca redaktora naczelnego "Naszego Dziennika". - Zarzutu jakoby "nacisku" na prokuraturę w tej sprawie nie warto w ogóle komentować. Odsyłam zresztą pana Świetlika i wszystkich zainteresowanych do prokuratorów. Warto może ich samych zapytać, czy czują się "naciskani" przez "Nasz Dziennik" - dodaje. - Co do rzekomego braku solidarności dziennikarskiej, to przykład braku reakcji po zatrzymaniu naszych reporterów w Moskwie w lutym br. świadczy, że ta zasada działa selektywnie, tylko w jedną stronę. Przypomnę, że Polska Agencja Prasowa odmówiła zamieszczenia komunikatu o konferencji prasowej na lotnisku, po ich powrocie z Moskwy. Na pytanie dlaczego, usłyszałam "merytoryczne": bo tak zdecydował redaktor. Dzień przed dysertacją Centrum portal Press cieszył się ze skazującego "Nasz Dziennik" wyroku sądu w procesie z powództwa TVN. Więc pytam pana Świetlika: gdzie ta solidarność? Może Centrum pochyli się nad tą sprawą. Mechanizm jest prosty: kiedy trzeba przyłożyć Radiu Maryja, to w medialnych komentarzach obowiązuje parytet legalizmu prawnego nad wolnością słowa i tzw. solidarnością dziennikarską, kiedy "Nasz Dziennik" wysyła pytania do prokuratury, to okazuje się, że obowiązuje parytet tzw. solidarności nad legalizmem. To przejaw wyjątkowej hipokryzji - kwituje Orłowska-Popławska.

Wydumane naciski

Oto jak wyglądały fakty: 18 kwietnia br. w rozmowie telefonicznej z prok. Lewandowską "Nasz Dziennik" zapytał o to, jak śledczy badający okoliczności wycieku akt śledztwa smoleńskiego (postępowanie w sprawie ujawnienia informacji z postępowania przygotowawczego w publikacji w tygodniku "Wprost" było wówczas w toku) interpretują działania autorów książki "Smoleńsk. Zapis śmierci", którzy reklamują swoje dzieło jako złamanie prawa, i czy księgarnie - mając taką rekomendację autorów - podejmując się sprzedaży książki, mogą złamać prawo. Prokuratura nie dysponowała ani książką, ani jej reklamą i nie była w stanie udzielić nam odpowiedzi. Licząc na komentarz prokuratury w interesującej nas sprawie, przesłaliśmy prok. Lewandowskiej link do strony internetowej, gdzie reklamowana była książka, oraz treść zamieszczoną przez wydawcę na obwolucie: "Za napisanie tej książki grozi nam do dwóch lat więzienia - prokuratorzy twierdzą, że ujawniamy w niej tajne informacje. To paradoks, bo śledztwo zostało wszczęte, jeszcze zanim 'Smoleńsk. Zapis śmierci' trafił do księgarń. Prokuratorzy mają rację. Rzeczywiście dotarliśmy do 57 tomów akt śledztwa smoleńskiego i dokładnie je przestudiowaliśmy. Rozmawialiśmy z kilkudziesięcioma naocznymi świadkami katastrofy, bliskimi ofiar i ludźmi znającymi kulisy tych wydarzeń. To wszystko złożyliśmy w pierwszą fabularyzowaną rekonstrukcję największej polskiej tragedii po II wojnie światowej".
Redakcja jednak nie otrzymała z prokuratury komentarza w sprawie księgarzy. Zamiast tego 21 kwietnia br. prokuratura z własnej inicjatywy przysłała nam informację, że nasze pismo zostało przekazane do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie "celem rozpoznania w zakresie ewentualnego popełnienia przestępstwa z art. 241 § 1 k.k.". Informację tę pozostawiliśmy bez rozgłosu. Nie interweniowaliśmy ani w prokuraturze wojskowej, ani w cywilnej. Podobnie zresztą stało się 4 maja 2011 roku w przypadku kolejnego pisma, jakie z urzędu dostarczyła nam Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie, w którym to prokuratura cywilna została poinformowana o odesłaniu omyłkowo przekazanej WPO korespondencji "Naszego Dziennika".
Drugi kontakt redakcji z prokuraturą związany z książką znalazł swoje odbicie dopiero w publikacji z 12 maja br., w której prok. Lewandowska wyjaśniała nam, z jakich powodów nasze pytanie dotyczące książki zostało przekazane prokuraturze wojskowej.
Następnie 23 maja br. prokuratura cywilna - ponownie z urzędu - przysłała nam pismo, informując o wszczęciu śledztwa w sprawie książki. To sprowokowało nasz trzeci kontakt z prokuraturą w tej sprawie. Zapytana wówczas o powód podjętych przez śledczych działań, które stały się odpowiedzią prokuratury na nasze zapytania dotyczące innego problemu, prok. Lewandowska wyjaśniła nam, iż prokuratura tak funkcjonuje i na tego rodzaju sygnały musiała zareagować z urzędu.

Upominają "jak" czy "kogo" trzeba?

Świetlik, tłumacząc powody swojego wystąpienia, zaznaczył, że autorzy książki już wcześniej sygnalizowali swoje problemy z prokuraturą i m.in. dlatego zwrócił uwagę na naszą publikację. Zapytaliśmy zatem, czy CMWP zajmie się obroną wolności słowa i zareaguje chociażby w sprawie procesów wytaczanych redakcji "Naszego Dziennika" przez TVN. - Zwróćcie nam uwagę na swoje sprawy i niewątpliwie się nad nimi pochylimy - zaznaczył Świetlik. Jak dodał, Centrum jest zasadniczo przeciwko stosowaniu w sporach dziennikarskich przepisów prawa karnego i w sytuacjach rażących możemy liczyć na apele CMWP. - Jako Centrum nie uchylamy się od interwencji w żadnych tego rodzaju sytuacjach - zapewnił Świetlik. Jak przypomniał, Centrum interweniowało w sprawie dziennikarzy "Naszego Dziennika" zatrzymanych na terenie Federacji Rosyjskiej oraz występowało np. do pełnomocnika red. Adama Michnika, by ten zaprzestał wytaczać kolejne procesy polemistom Michnika.
Poprosiliśmy również Wiktora Świetlika o odpowiedź, czy przejawem "solidarności dziennikarskiej" było zamieszczenie w książce fragmentów zaczerpniętych z "Naszego Dziennika" bez podania źródła informacji. Szef CMWP uznał wówczas, że jeżeli faktycznie doszło do takiej sytuacji, to byłoby to niestosowne. - Jeżeli dokonywany jest plagiat, to jest w oczywisty sposób naganne. Jednakże podkreślam tu słowo "jeżeli" - dodał.
Apel CMWP to nie pierwsze zbyt pochopne i niemające odzwierciedlenia w rzeczywistości działanie podejmowane wobec "Naszego Dziennika". Wcześniej Rada Etyki Mediów zarzuciła redakcji naruszenie zasad rzetelnego dziennikarstwa poprzez podanie informacji na temat funkcjonariusza BOR Jacka Surówki (zginął w katastrofie smoleńskiej), który miał dzwonić do żony zaraz po rozbiciu się samolotu pod Smoleńskiem... REM nie zauważyła jednak, że jej oskarżenia dotyczą sprawy, która nigdy nie miała swojego odzwierciedlenia na naszych łamach. Wówczas Magdalena Bajer, przewodniczącą REM, pytana, czy czytała w "Naszym Dzienniku" wytykany nam artykuł, zaprzeczyła i dodała, że słyszała o nim od kolegów. Próbując wytłumaczyć swoje działania, Bajer argumentowała, że przecież "Nasz Dziennik" pisze o katastrofie.
Warto wspomnieć tu również dziennikarską prowokację w sprawie rzekomo antysemickich treści na wykładach o. Tadeusza Rydzyka, dyrektora Radia Maryja, dla studentów Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Nagrania ujawnił i przekazał prokuraturze tygodnik "Wprost".



Marcin Austyn

Polecam również .:    ojczyznamoja.salon24.pl/312031,sprawa-walentynowicz-zagrozona


 

 

 

 

 

Chcielibyśmy pokazać, jak bardzo kastowy charakter ma dzisiejsza Polska, jak wielu ludzi „trzymających władzę”, i to nie tylko w polityce, ale również i w mediach (a to media są dziś „pierwszą władzą, to ludzie wywodzący się ze starych skompromitowanych kręgów komunistycznych, często najgorszego stalinowskiego chowu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Rozmaitości