polskaiswiat polskaiswiat
345
BLOG

Nisztor doczytał w ostatniej chwili

polskaiswiat polskaiswiat Rozmaitości Obserwuj notkę 0

http://www.naszdziennik.pl/gfx/ndredakcja.gif            Piątek, 17 czerwca 2011, Nr 140 (4071)


Wczorajsza "Rzeczpospolita" przynosi artykuł Piotra Nisztora pod tytułem "Tajemnica zasilania rządowego Tu-154M". W internetowym wydaniu gazety tekst zamieszczono pod nagłówkiem "Z ostatniej chwili". Można by pomyśleć, że rzecz dotyczy jedynego, obecnie czynnego tupolewa polskich Sił Powietrznych o numerze bocznym 102. Sama myśl, że ulega on poważnej awarii albo nawet katastrofie, musi wzbudzić przerażenie i wywołać rozmaite spekulacje.

Ale Nisztorowi chodzi o tupolewa, którego nieszczęście już spotkało ponad rok temu. I od tego czasu zajmują się nim tysiące znawców i miliony obserwatorów. Rosyjski MAK mógł zajmować się tym bezpośrednio, mając do dyspozycji lotnisko, wrak, czarne skrzynki itd. Znacznie mniej możliwości ma komisja ministra Jerzego Millera i polska prokuratura. Pozostali zainteresowani muszą sobie radzić pośrednio, bez oficjalnych materiałów i profesjonalnych środków technicznych. I wielu takie próby podejmuje.
Na przykład "Nasz Dziennik" pisał 14 lutego, czyli miesiąc po opublikowaniu raportu MAK, na temat stwierdzenia tegoż dokumentu na stronie 119 (wersja rosyjska) o zaniku zasilania układu sterowania lotem FMS, potocznie zwanego komputerem pokładowym. Przy pomocy ekspertów próbowaliśmy zinterpretować i przedstawić czytelnikom możliwe wyjaśnienie tego fenomenu. Rzeczywiście, to bardzo zagadkowe, dlaczego ten kluczowy układ elektroniczny przestał pracować, gdy samolot znajdował się jeszcze około 60 metrów nad ziemią (wynika tak z fragmentów wykresów FDR) i 15 względem poziomu pasa startowego. Uprawdopodobnia to hipotezę, że z samolotem działo się coś złego, zanim uległ zniszczeniu wskutek zderzenia z ziemią. Z drugiej strony to zbyt mało, aby dać wiarę spekulacjom na temat wybuchu lub rozpadu samolotu, gdy był jeszcze w powietrzu. Nie można wykluczyć także błędu MAK w odczytaniu zapisów rejestratorów.
Dlaczego przypominam tę sprawę, dotyczącą jednego z wielu aspektów katastrofy? A dlatego, że i pan Nisztor ma ambicję niezależnego badania przyczyn smoleńskiej tragedii. Jest nawet współautorem książki, reklamowanej jako "cała prawda o katastrofie smoleńskiej". Ja nie odważyłbym się tak napisać nawet o wydarzeniu, którego byłbym świadkiem. A już szczególnie o takim wydarzeniu.
Tak więc próżność pana Nisztora została ukarana, a przynajmniej obnażona. I to... przez niego samego. Bo okazuje się, że jednak w swojej książce razem z Krzysztofem Galimskim nie zdołali odkryć "całej prawdy" i trzeba na łamach "Rzeczpospolitej" jeszcze sporo dodać pod hasłem "Analizy". Okazuje się, że "odkrycie" Piotra Nisztora dotyczy właśnie kwestii zasilania komputera pokładowego rozbitego tupolewa, a dociekliwy redaktor wpadł na jej trop nie dzięki wnikliwej lekturze raportu MAK, ale wypowiedzi posła Antoniego Macierewicza, którego cytuje jeden z tygodników.
"Analityk" dziennika nie wnosi niczego nowego do tego, co można przeczytać od stycznia w rosyjskim źródle i co jest od dawna komentowane w zajmujących się poważnie katastrofą mediach. Wydaje się więc, że ta "analiza" jest bardziej polityczna niż lotnicza, bo w mniejszym stopniu dotyczy instalacji elektrycznej tupolewa, w większym - reakcji, wypowiedzi, poglądów itd.
Natomiast zgodzić się wypada z autorem "analizy", gdy mówi o małej wiarygodności raportu MAK i zwraca uwagę, że "nie istniała możliwość skonfrontowania zawartych w nim informacji z dokumentami źródłowymi". Nisztor pisze, iż czeka na raport komisji Jerzego Millera, i wzywa do ostrożności. Jakże to chwalebne nawrócenie kogoś, kto mętnymi i nieudokumentowanymi tezami swojej książki, a także szeregiem artykułów i wypowiedzi walnie przyczynił się do spotęgowania chaosu informacyjnego na temat katastrofy smoleńskiej. Czyżby odnoszący sukcesy w wykrywaniu afer gospodarczych dziennikarz śledczy "Rzeczpospolitej" nie wiedział, co to znaczy "wrzutka"?
Może więc lepiej zamilknąć, przynajmniej do czasu, gdy znajdzie się odpowiedź na jakieś poważne pytanie dotyczące Smoleńska, choćby nawet nie od razu, postawione w tytule książki Nisztora: "Kto naprawdę ich zabił?".

Piotr Falkowski




 

Chcielibyśmy pokazać, jak bardzo kastowy charakter ma dzisiejsza Polska, jak wielu ludzi „trzymających władzę”, i to nie tylko w polityce, ale również i w mediach (a to media są dziś „pierwszą władzą, to ludzie wywodzący się ze starych skompromitowanych kręgów komunistycznych, często najgorszego stalinowskiego chowu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości