Czwartek, 30 czerwca 2011, Nr 150 (4081)
Dogmatyczne zasady
To nie dotyczyło absolutnie procedur lotniczych. Relacje w ówczesnym czasie, mówię o 2008 roku, między BOR a 36. pułkiem były niedobre. Traktowanie zarówno personelu pokładowego, mam na myśli funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu, czyli stewardesy, jak i oficerów nie był właściwy, nie było relacji partnerskich. Próbowano usunąć w 2007 i 2006 jeszcze roku w ogóle personel pokładowy z BOR i tylko i wyłącznie dzięki śp. parze prezydenckiej, a przede wszystkim pani Marii Kaczyńskiej, nasze dziewczyny latały dalej, bo para prezydencka znała wartość naszych funkcjonariuszy i znała wartość - w początkowej fazie - pracy stewardes z pułku. To nie były stewardesy, ale pracownice cywilne 36. pułku, a nas na chybcika próbowano z pokładu samolotu wyrzucić. Moje stewardesy z Biura Ochrony Rządu są szkolone w Locie na wszystkie statki powietrzne. 737 boeing, 767 embraer i samoloty 36. pułku za niemałe pieniądze. A w ówczesnym czasie, nie mówię teraz, stewardesy (za dużo powiedziane), które obsługiwały pokład z 36. pułku, miały tylko i wyłącznie przeszkolenie zrobione w 36. pułku. Teraz pułkownik Jemielniak oczywiście wszystko naprawia.
Bo Pietrzak wstrzymał nam loty
Zwlekanie z obsługą prezydenta, jak to jest w meldunku podpułkownika Olszowca, niepodanie mu posiłku na pokładzie, pozostawiało wiele do życzenia. Mnie chodziło nie o procedury pilotów, tylko procedury personelu pokładowego. Prawdopodobnie pilot zapomniał wyłączyć tej lampki i pan podpułkownik Olszowiec podszedł i grzecznie poprosił o to, żeby podano posiłek prezydentowi na wyraźne życzenie prezydenta. Ppłk Olszowiec niejednokrotnie przedstawiał mi sytuację, że relacje między ochroną a pilotami nie są dobre. Rozmawiałem z generałem Błasikiem na ten temat kilka razy i powiem szczerze, że to naprawiliśmy. My nigdy w życiu nie wtrącaliśmy się i nigdy nie będziemy się wtrącać do procedur lotniczych. Ta sprawa skończyła się rozmową między mną a panem generałem Błasikiem. Uznaliśmy, że działanie pana pułkownika Pietrzaka - on był panem świata, w ogóle wstrzymał nam loty, to jest skandal, to jest prokurator. Gdybym był złośliwy, to wtedy pana Pietrzaka oddałbym prokuratorowi. Pojechałem jednak do Andrzeja, bo byłem z nim w bardzo dobrych relacjach, i pan Pietrzak stanął w szeregu tam, gdzie jest jego miejsce. Bo pan Pietrzak próbował się robić już dowódcą nawet i BOR-u. Zabierał, wyrzucał. Przecież to on wyrzucił stewardesy BOR z pokładu - w miejsce moich superwyszkolonych stewardes miały być pracownice cywilne 36. pułku. A przecież dziś nie każdy może obsługiwać prezydenta, trzeba mieć określone kwalifikacje, posiadać certyfikaty. I efektem mojej rozmowy z Andrzejem Błasikiem było porozumienie zawarte z Siłami Powietrznymi o podziale kompetencji na pokładzie statków powietrznych przewożących najważniejsze osoby w państwie.
Reakcja Błasika
Generał Błasik odebrał to prawdopodobnie w taki sposób, że chodzi mi o te procedury lotnicze, ale mi o nie absolutnie nie chodziło. Rzeczywiście to pismo było nie najlepiej sformułowane, więc Andrzej odniósł się do niego w taki sposób. Byłem u niego i wyjaśniliśmy sobie tę sprawę, że chodzi tu o personel pokładowy i o nic więcej. Ustaliliśmy, co ma być, i stworzyliśmy porozumienie między Biurem Ochrony Rządu a Siłami Powietrznymi, które było do wiadomości i realizacji 36. pułku.
Miska dla pilota
Pułkownik Olszowiec nie leciał przecież pierwszy czy dwudziesty raz, tylko setny. Jeżeli jest piękna pogoda, jeżeli samolot wyrównał, jeżeli jest wszystko ok... Wie pan, jak było? Pierwsze jedzenie dostawali panowie piloci, nie pan prezydent, a kto jest najważniejszy na pokładzie? Oczywiście, że decyduje o wszystkim pilot - jest to absolutnie poza dyskusją - natomiast, przepraszam bardzo, kto tu jest dla kogo? Po podziale kompetencji, porozumieniu między mną a Andrzejem wszystko się zmieniło na lepsze. Mieliśmy z Andrzejem znakomite relacje.
Mówił mi "chrzestny"...
Pan Andrzej Pawlikowski bardzo dużo mi zawdzięcza, dzięki mnie ma dzisiaj emeryturę, bo ja go trzymałem rok czasu w dyspozycji. To on mnie przepraszał w obecności ministra Rapackiego i ówczesnego dyrektora bezpieczeństwa i porządku publicznego z MSWiA przy przekazywaniu obowiązków, cytuję: "Panie ministrze, chciałbym przeprosić generała Janickiego za wszystkie złe rzeczy i szkalowania, które miały miejsce w ostatnim roku. Przepraszam cię, Marian, nie było to z mojej inicjatywy". Pytam się więc, z czyjej to było inicjatywy? Ja pana Pawlikowskiego wprowadzałem do BOR w 1994 roku, to ja prosiłem ówczesnego szefa Mirosława Gawora, żeby przyjął Andrzeja do pracy, i przyjął. To ja go pilotowałem cały czas, to ja byłem jego opiekunem, to on mnie nazywał "chrzestnym", bo ja byłem jego wprowadzającym. On jednak potrafił wytaczać armaty przeciwko mnie, jak się dowiedział, że chodzi gdzieś na giełdzie moje nazwisko do powrotu. Ja wcale z nim nie walczyłem o to stanowisko. To on mi powinien dziękować dlatego, że w momencie, kiedy on zakończył pracę jako szef BOR, miał 13,5 roku służby. To ja trzymałem go rok czasu w dyspozycji, płaciłem mu, żeby miał 14 i pół roku służby. To ja ze śp. ministrem Władysławem Stasiakiem prosiłem, żeby wziął Andrzeja do BBN, bo to będzie mu się liczyło do służby, żeby dosłużył do 15 lat. Udało się, nie został przyjęty z jakichś względów do BBN, ale poszedł do CBA. Rozmawiałem przecież później z panem ministrem Mariuszem Kamińskim i panem ministrem Pawłem Wojtunikiem. Zamiast mi dziękować, szkaluje. Mam grubą skórę, bo jestem szefem BOR i muszę się spodziewać takich rzeczy, natomiast obraził funkcjonariuszy BOR-u. Jego koledzy po przeczytaniu tego wywiadu stwierdzili, że jest kłamcą. My w sprawie Smoleńska - jeszcze raz powtarzam - nie mamy sobie nic do zarzucenia, wykonaliśmy wszystko, co powinniśmy, funkcjonariusze byli do końca z prezydentem i razem z nim zginęli. To ja wysłałem grupę wcześniej, wzmocniłem grupę na wizytę prezydenta. Proszę zadzwonić do Stowarzyszenia Inżynierów Bombowych w Polsce i zapytać, kto został pirotechnikiem roku poprzedniego. To mój funkcjonariusz i to on był w Smoleńsku parę dni wcześniej i to oni zabezpieczali Katyń. Że BOR nie było na płycie? To jest lotnisko wojskowe, wszystko jest wyjaśnione, koledzy zeznawali, nie mamy sobie nic do zarzucenia.
...a później naZwał
farbowanym lisem
Nigdy nie powiem złego słowa na moich poprzedników i chciałbym też, żeby moi poprzednicy nie szkalowali mnie tak, jak zrobił to jeden z byłych szefów BOR płk Andrzej Pawlikowski w państwa gazecie. Zapewniam pana, że okłamał was, chciał sobie zrobić publicity, prawdopodobnie PR, a zrobił sobie czarny PR. Naprawdę bardzo szanuję "Nasz Dziennik", szanuję pracę dziennikarzy, bo jest to ciężka praca. To, co jednak wypowiedział w tym wywiadzie pan Pawlikowski, jest bardzo źle odbierane wśród funkcjonariuszy BOR, których opluł. Pan Pawlikowski powołuje się na to, że jakby on był szefem BOR, to by znakomicie przygotował wizytę prezydenta w Smoleńsku, zupełnie inaczej. Cytuję: "Wystarczyło ruszyć tyłek zza biurka". Oświadczam panu, że tak, jak on przygotował wizytę prezydenta we wrześniu 2007 roku w Smoleńsku - to jest jeden wielki skandal. Czytałem teczkę operacji, wcześniej jej nie znałem, bo nie mam w zwyczaju kontrolować kolegów poprzedników i pluć na nich, żeby w razie czego mieć na nich haki. Koledzy powiedzieli mi jednak: "Szefie, pan spoglądnie w teczkę operacji wrzesień 2007, pan zobaczy, jak była wizyta przygotowana i w ogóle, czy funkcjonariusze BOR byli dopuszczeni do rozmów". Pan Pawlikowski wysłał tam chorążego i kapitana, oficera ochrony. Do Federalnej Służby Ochrony wysyła się chorążego i kapitana, oficera ochrony? Ja wysłałem funkcjonariuszy, którymi dowodził płk Florczak, znakomity specjalista, który przygotowywał wszystkie najważniejsze wizyty od 2008 roku, Westerplatte i inne wizyty prezydentów, premierów i królów. To on rozmawiał z FSO w Moskwie, on był przyjmowany w kancelarii premiera, w Federalnej Służbie Ochrony w głównym sztabie. A mój poprzednik wysłał kapitana oficera ochrony i chorążego i z nikim się nie spotkali. Mało tego, w ogóle wcześniej nie wysłał pirotechników, tylko pirotechnik przyleciał z prezydentem. Pytam po co, co on zrobi? I czy Rosjanie dali samochód opancerzony dla prezydenta? To nie jest wiatr w oczy, my mamy to udokumentowane w teczkach.
Koledzy mi mówią: Jak on mógł tak w "Naszym Dzienniku" oszkalować firmę? To nie chodzi o to, że mnie nazwał "farbowanym lisem", mnie, który mu rękę podałem.
"Nasz Dziennik" czyta setki tysięcy ludzi, jest w internecie. Pan Pawlikowski idzie do poczytnej gazety i pluje na firmę i na mnie, więc nie mogę siedzieć cicho. Koledzy są oburzeni, bo był u mnie dzień wcześniej na kawie w BOR, nie wiem, co nim kierowało, że przyłożył, ale przyłożył ślepakami. Wizyta w Smoleńsku w 2010 roku była najlepiej zabezpieczoną wizytą od dziesięciu lat - to panu gwarantuję i oświadczam. Najwięcej ludzi, najwięcej sprzętu, najdłuższy okres przygotowań. Moi ludzie nie mieli problemu z załatwieniem z FSO samochodu opancerzonego dla prezydenta, nie musieli prosić się o samochody ochronne, o nic. Dla nas nie ma wizyt oficjalnych i prywatnych. My jedziemy z VIP-em na imieniny i jest tak samo chroniony jak w urzędzie. Podczas prywatnych programów osób ochranianych są te same procedury. W kwietniu 2010 roku dla pana premiera była przygotowana logistyka, została również przygotowana dla pana prezydenta, oczywiście wysłałem więcej ludzi dlatego, że w Katyniu miało być 2-3 tysiące pielgrzymów.
Polecam:
Szef BOR do pilotów: Wyluzujcie z zasadami
ojczyznamoja.salon24.pl/320126,szef-bor-do-pilotow-wyluzujcie-z-zasadami


Komentarze
Pokaż komentarze