Piątek, 8 lipca 2011, Nr 157 (4088)
Sojusz Lewicy Demokratycznej zgłosił projekt nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji, którego celem jest uderzenie w niezależność Radia Maryja. Politycy SLD próbowali niezdarnie tłumaczyć, że ich projekt dotyczy wszystkich nadawców społecznych, ale już w zaproszeniu na konferencję prasową napisali, że odnosi się on do "działalności Radia Maryja". To będzie zapewne jeden z motywów kampanii wyborczej Sojuszu.
Poseł Marek Wikiński poinformował, że SLD proponuje zmiany w dwóch artykułach ustawy o radiofonii i telewizji. Kluczowy byłby zwłaszcza zapis, że "nadawca społeczny to nadawca, którego program służy umacnianiu spójności dialogu społecznego, cechujący się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością, upowszechnia działalność edukacyjną i charytatywną, respektuje chrześcijański system wartości, za podstawy przyjmując uniwersalne zasady etyki oraz zmierza do ugruntowania tożsamości narodowej". Wikiński przekonywał, że taki artykuł będzie zgodny z zaleceniami Rady Europy, która postulowała, aby media walczyły np. z przejawami "nietolerancji, mową nienawiści". Twierdził też, że SLD zależy tylko na tym, aby "wszystkie podmioty były równe wobec prawa".
Wikiński i towarzyszący mu Tomasz Kalita, rzecznik prasowy SLD, próbowali przekonywać, że ich ustawa będzie dotyczyć wszystkich nadawców społecznych, także np. rozgłośni studenckich, harcerskich, a oprócz obowiązków da ona również nadawcom społecznym korzyści, choćby takie, że nie będzie można ich pominąć w procesie cyfryzacji mediów. Nie byli jednak w stanie ukryć tego, że ustawa jest wymierzona właśnie w Radio Maryja. Zapis proponowany przez lewicę jest tak pojemny, że praktycznie Radio Maryja mogłoby być nieustannie karane finansowo za propagowanie i obronę nauki Kościoła katolickiego pod pretekstem łamania zasad "pluralizmu, bezstronności i wyważenia". Radio jest przecież cały czas bezpodstawnie oskarżane o "ksenofobię" i "mowę nienawiści" i przyjęcie takiej ustawy dałoby władzom pretekst do odebrania Radiu Maryja koncesji za "łamanie prawa", co skutkowałoby zamknięciem rozgłośni.
Zresztą politycy SLD, choć zapewniali, że za pomocą tej ustawy "nie będzie szykanowania", to otwarcie stwierdzili, że ich projekt jest testem dla Platformy Obywatelskiej "w sprawie Tadeusza Rydzyka". - To test dla premiera Tuska, na ile chce zrobić porządek z Tadeuszem Rydzykiem i jego działalnością - stwierdził Tomasz Kalita. Zresztą rzecznik miał problem, jak mówić o dyrektorze Radia Maryja. Używał kilka razy sformułowania "pan" (podobnie jak Wikiński), choć czuł chyba niestosowność takiego tytułowania osoby duchownej, bo w pewnym momencie wymsknęło mu się "pan ojciec dyrektor Rydzyk".
SLD zaapelował do Platformy Obywatelskiej o poparcie projektu i składanie pod nim podpisów przez posłów PO "w pokoju 147", gdzie został wyłożony. Jednak Sławomir Rybicki, wiceprzewodniczący klubu parlamentarnego Platformy, już zapowiedział, że żaden z posłów tej partii takiego podpisu nie złoży. Sojusz nie jest tym zrażony, bo ma wystarczającą liczbę posłów, aby projekt przekazać marszałkowi Sejmu (musi się pod nim podpisać 15 posłów). Wikiński wyraził przy tym nadzieję, że marszałkowi Grzegorzowi Schetynie nie zabraknie cywilnej odwagi, aby projekt tej ustawy poddać pod głosowanie na posiedzeniu plenarnym Sejmu.
Poseł SLD chwalił się też tym, że jego partia, w przeciwieństwie do PO, pokazuje, jak rozwiązać "problem Tadeusza Rydzyka". Odniósł się w ten sposób do zapowiedzi przedstawienia projektu nowelizacji ustawy medialnej przez byłego posła PJN Jana Filipa Libickiego (ma startować do Senatu z listy PO), który także miał dotyczyć Radia Maryja. - Libicki nie napisał projektu, my mamy projekt - powiedział Wikiński.
Krzysztof Losz


Komentarze
Pokaż komentarze