polskaiswiat polskaiswiat
904
BLOG

BOR znieważa w internecie

polskaiswiat polskaiswiat Rozmaitości Obserwuj notkę 0

 

http://www.naszdziennik.pl/gfx/ndredakcja.gif       Sobota-Niedziela, 20-21 sierpnia 2011, Nr 193 (4124)

 


Kompromitujące wpisy na blogu funkcjonariusza BOR, m.in. o "odznakach" wyciąganych z "bebechów" oficerów z Siewiernego


Dorożkarze ze specpułku zabili moich kolegów - w ten sposób o załodze rządowego tupolewa pisze na blogach osoba podająca się za czynnego funkcjonariusza Biura Ochrony Rządu. Mężczyzna chętnie dzieli się szczegółami na temat swojej pracy operacyjnej. Na zarzuty o brak rekonesansu i właściwego zabezpieczenia wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu ironizuje, że nawet gdyby stanęli w tysiąc tyralierą na Siewiernym, nie byliby w stanie złapać 80 ton spadającej maszyny.

Z informacji "Naszego Dziennika" wynika, że autorem wpisów jest ppłk Robert D. Po tym jak sprawą zaczęli się interesować dziennikarze i oficerowie BOR, którzy odeszli już z czynnej służby, wszystkie wpisy na blogu osoby o nicku "Chwilowo z daleka" zostały wycięte na pniu. Taki sam los spotkał komentarze podającego się za funkcjonariusza BOR - robione na blogach innych internautów. Ale nie wszystko w internecie ginie - część dyskutantów zarchiwizowała te wpisy. Być może kiedyś będzie chciał je przeczytać prokurator.
Jak zdekonspirował się Robert D.? W tym samym dniu, w którym "Nasz Dziennik" opublikował rozmowę na temat zaniedbań Biura Ochrony Rządu w kontekście katastrofy smoleńskiej z byłym oficerem BOR, pirotechnikiem mjr. Robertem Terelą, na niezależnym forum publicystów "Salon24" automatycznie pojawiły się wpisy próbujące podważyć wiarygodność jego osoby. Ich autor występował pod nickiem "Chwilowo z daleka", podając się za czynnego funkcjonariusza BOR.
Dopytywany przez internautów o skalę zaniechań swojego dowódcy gen. Mariana Janickiego w sprawie zabezpieczenia wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu, odpowiada, że nie chce oceniać pracy swoich przełożonych. "Brak komentarza dotyczy moich Szefów! Jestem w służbie" - tłumaczył. "Major "Teresa" (pseudonim Tereli w BOR) jest nam dobrze znany" - pisze "Chwilowo z daleka", uszczegółowiając, że pracował z nim w jednym budynku w pomieszczeniu sąsiadującym z jego pokojem. Wypowiadając się publicznie w imieniu szefa BOR, złamał w wielu punktach ustawę o BOR, m.in. ujawniając szczegóły zabezpieczeń ochronnych, jak również zajmując w sprawie konkretnych wydarzeń stanowisko nacechowane opiniami politycznymi. Jego wypowiedzi były traktowane przez społeczność blogerską jako stanowisko całej formacji, jaką jest Biuro Ochrony Rządu. "Pracowałem i ze śp. Prezydentem i Premierem Kaczyńskim. To co zobaczyłem na filmie [ze Smoleńska - przyp. red.] to ZGROZA! Nie tylko zgrozą ale i hańbą jest postawa waszego dowódcy gen. Janickiego, który nie wiedział kto był w obstawie Prezydenta, czy ktokolwiek z jego podwładnych znajdował się w Smoleńsku, czy wszyscy pojechali do Katynia. Hańbę widać na filmie ze Smoleńska gdzie zwłoki Prezydenta RP wkładają do trumny służby obcego państwa i nie widać nikogo z polskiej obstawy. To jest prawdziwa hańba, dla każdego Polaka, a dla Ciebie dodatkowo hańba zawodowa. Więc teraz się nie żal, jako służba państwowa o szczególnym znaczeniu skrewiliście i za to się płaci" - napisał do Roberta D. bloger o nicku "Kano". "Nie byłeś tam jak moi koledzy zbierali fragmenty ciał swoich kolegów (...) jak rozpoznawali swoich kolegów po odznakach wbitych w bebechy. A mieli dwie pary rękawiczek lateksowych" - odpowiedział "Chwilowo z daleka".
- Trudno się nie domyślić, kim jest osoba kryjąca się pod nickiem "Chwilowo z daleka". To podpułkownik Robert D. (znany też jako Wąglik, Dyduś). Kilku funkcjonariuszy z Biura Ochrony Rządu potwierdziło w rozmowie ze mną, że chwalił się tymi wpisami. To kompromitujące dla BOR, że wysoki rangą funkcjonariusz łamie ustawę o BOR i narusza zasady etyki funkcjonariusza BOR - mówi Robert Terela.
Bloger podawał w internecie nawet szczegóły zabezpieczeń ochronnych, które ściśle wiązały się z jego pracą i jako takie nie powinny być ujawniane. W wyjątkowo brutalny sposób atakował też m.in. załogę rządowego Tu-154M, który rozbił się w ubiegłym roku na Siewiernym, określając pilotów mianem "dorożkarzy", którzy jakoby "zabili" jego kolegów. W równie mało wybredny sposób wyrażał się o jednym z byłych dowódców 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, sugerując, że nie pozwalał wyrabiać wystarczających limitów godzin nalotu młodym pilotom, chcąc "dorobić" przed przejściem na LOT-owską emeryturę.

 


Szef BOR sam dawał przykład dezynwoltury w publicznych wypowiedziach, powielając plotki o domniemanej kłótni między gen. Andrzejem Błasikiem a mjr. Arkadiuszem Protasiukiem na wojskowym Okęciu

 

Partia jako suweren


"Chwilowo z daleka" zajmował również konkretne stanowisko polityczne na temat wydarzeń przed Pałacem Prezydenckim w rocznicę katastrofy smoleńskiej, co narusza artykuł 57 pkt 1 ustawy o Biurze Ochrony Rządu, który stanowi: "Funkcjonariusz nie może być członkiem partii politycznych ani też uczestniczyć w działaniu tych partii lub na ich rzecz". - Jego wpisy na temat wydarzeń przed Pałacem Prezydenckim i określanie swoich sympatii politycznych odbieram jako działanie na rzecz SLD, a pośrednio na korzyść wizerunku PO i reakcji stricte politycznych w kwestii bezpieczeństwa publicznego strony rządzącej na wydarzenia przed Pałacem Prezydenckim w związku z tragedią smoleńską i dalszymi okolicznościami z nią związanymi, co jest niedopuszczalne - zwraca uwagę Terela.
Opisując zajścia przed Pałacem, bloger nazywał osoby, które przyszły tam oddać hołd delegacji katyńskiej, dzikim, wyjącym tłumem - dodając, że jego suwerenem jest... partia, ugrupowanie, które wygrało wybory. W tym przypadku nie ma wątpliwości, że chodzi o Platformę Obywatelską.

Brak reakcji BOR


Na wpisy podającego się za funkcjonariusza BOR długo nie reagowało Biuro Ochrony Rządu, choć sami blogerzy zwracali mu często uwagę, że kompromituje Biuro. Dopiero niedawno wszystkie wpisy zostały skasowane.
Robert D. jest chemikiem, a jego służba przebiegła w dużej mierze w Nadwiślańskich Jednostkach Wojskowych MSWiA w Raduczu w wojskach chemicznych. Nie powinien więc wypowiadać się publicznie, jako funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu, na temat działań ochronnych BOR na lotnisku Siewiernyj 10 kwietnia 2010 roku, bo nie ma ani odpowiedniej wiedzy, ani doświadczenia. Podpułkownik Robert D. szeroko rozwodził się jednak na temat tragedii smoleńskiej, ironizując, a często wręcz kpiąc z tych, którzy zadając konkretne pytania na jego blogu, chcieli dociec prawdy. "Pewnie do Pana to nie dotrze, ale gdyby tam było tysiąc borowików to trudno jest złapać 80 ton lecących z prędkością 280 km/h" - pisał do blogowicza o nicku "Radek.K", który dopytywał się o brak zabezpieczenia przez BOR lotniska Siewiernyj. Mimo iż blogerzy nie dali za wygraną i przedstawiali własne stanowisko w sprawie niedopełnienia obowiązków przez BOR 10 kwietnia 2010 roku, funkcjonariusz-bloger był impregnowany na fakty. "Już pisałem - 1000 borowików chwyciłoby samolot o masie 80 ton lecącego z prędkością 280 km/h kilometr przed lotniskiem. Tylko jak by się tam znaleźli? Przypominam, że Państwo Polskie musiało pożyczyć samolot, aby przywieźć trumny swoich obywateli bo nie było czym" - wyłuszczał blogerowi o nicku "beratu".
Podpułkownik Robert D. krytykował na blogu wypowiedzi mjr. rez. Roberta Tereli na temat niedopełnienia przez BOR swoich obowiązków w Smoleńsku. - Kiedy służyłem w BOR, on zajmował się tzw. wąglikami i zadania pirotechniczne wykonywał głównie na odczepnego lub w związku z działaniami wyjazdowymi zlokalizowanymi blisko jego rodziny. Osobiście nie miałem wysokiego mniemania o jego wiedzy w zakresie działań pirotechnicznych, jego wiedza i doświadczenie są dosyć ograniczone - mówi Terela. - Jego "kuchnia" sprowadza się do niewłaściwych zakupów sprzętu, jest inicjatorem operacji zakupu m.in. bojowych hełmów strażackich do BOR. Jednym słowem, firma Auer, zajmująca się dystrybucją artykułów BHP, "wsadziła" mu dużo sprzętu całkowicie zbędnego BOR. Nie jest to osoba władna oceniać moje umiejętności w zakresie działań pirotechniczno-radiologicznych - ocenia.
Sprawą wpisów na blogu Roberta D. zainteresowali się również piloci związani ze specpułkiem. Do żywego dotknęły ich zwłaszcza wpisy hańbiące pamięć ich kolegów z załogi Tu-154M. - Po pierwsze, to nie jest honorowe. Z takimi ludźmi jak ppłk Robert D. nie ma co w ogóle polemizować, dając im pożywkę. Nie można poważnie traktować człowieka, który sam boi się użyć swojego nazwiska, a bezpodstawnie oczernia innych. Nie mam szacunku dla takich ludzi. Poza tym powinna być po takich wpisach, naruszających ustawę o BOR, natychmiastowa reakcja Biura Ochrony Rządu i wszczęte postępowanie dyscyplinarne wobec tego funkcjonariusza. Dałoby to przykład innym, jak nie należy czynić - mówi w rozmowie z nami jeden z pilotów specpułku.
"Nasz Dziennik" zwrócił się do Biura Ochrony Rządu z pytaniem o postępowanie wyjaśniające w sprawie wpisów na blogu ppłk. Roberta D. Rzecznik BOR mjr Dariusz Aleksandrowicz odparł, że jest na urlopie i nie będzie się na ten temat wypowiadać. - Nie mam zielonego pojęcia. Nie wiem nic o takich wpisach, jutro to sprawdzę, bo dzisiaj, niestety, nie mogę tego zrobić, bo jestem poza Warszawą - powiedział mjr Aleksandrowicz.
Co na to prokuratura? Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie prokurator Monika Lewandowska powiedziała nam, że zajmie stanowisko po otrzymaniu stosownych materiałów. - Czasem jeden drobny szczegół potrafi zmienić ocenę, czy jest przestępstwo, czy go nie ma. Jeżeli mają jednak państwo wątpliwości, to trzeba przesłać materiały do prokuratury z prośbą o wdrożenie postępowania sprawdzającego - zaznacza prokurator.
Jak wyjaśnia płk Andrzej Pawlikowski, szef Biura Ochrony Rządu w latach 2006-2007, funkcjonariusz BOR zgodnie z ustawą o BOR nie może udzielać się publicznie, a blog jest formą takiego promowania siebie. Nie może nawet - bez zezwolenia przełożonego, czyli szefa Biura Ochrony Rządu - rozmawiać z dziennikarzami czy udzielać im wywiadów. - Jeżeli chodzi o komentarze na blogu, jest to niezgodne z etyką funkcjonariusza BOR. Jest to też odpowiednio regulowane ustawą, która mówi, że na forum publicznym funkcjonariusz nie może poruszać spraw służbowych - tłumaczy Andrzej Pawlikowski.

Piotr Czartoryski-Sziler

 


Nie byłeś tam jak moi koledzy zbierali fragmenty ciał swoich kolegów (...) jak rozpoznawali swoich kolegów po odznakach wbitych w bebechy. A mieli dwie pary rękawiczek lateksowych - o oficerach BOR, którzy zginęli na Siewiernym. Forsują płoty, wykorzystując immunitety, może jutro zamówią śniadanie, wszak Naród ich wybrał - o posłach, którzy chcieli złożyć kwiaty przed Pałacem Prezydenckim 10 kwietnia br. Skakanie przez płot z legitymacją poselską w kieszeni jest naprawdę heroiczne. Suwerenem jest ten, co wygrywa wybory. Wygrasz pan wybory, będziemy się panem opiekować. Mój ojciec był spawaczem, a matka krawcową. (...) Dobrze mnie wychowali... Dziś okazuje się, że byli w UB.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Chcielibyśmy pokazać, jak bardzo kastowy charakter ma dzisiejsza Polska, jak wielu ludzi „trzymających władzę”, i to nie tylko w polityce, ale również i w mediach (a to media są dziś „pierwszą władzą, to ludzie wywodzący się ze starych skompromitowanych kręgów komunistycznych, często najgorszego stalinowskiego chowu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości