Patrząc wnikliwiej, to jubileusz Trybunału Konstytucyjnego stał się porażką obecnej władzy, a przynajmniej straconą szansą na polepszenie międzynarodowego wizerunku tej władzy w kontekście konfliktu z Trybunałem.
Rzepliński chciał milion złotych z budżetu na obchody jubileuszu. Na co by wydał te forsę?
Ano właśnie. Zaprosiłby przedstawicieli sądów konstytucyjnych państw Unii, może też delegację Komisji Weneckiej i paru innych zbliżonych organizacji – jakąś tam europejską „elitę” od praworządności i praw obywatelskich.
W części oficjalnej goście wysłuchaliby paru referatów i przemówień, ten i ów zabrałby głos z trybuny – a reporterzy Kurwizji nakręciliby parę przebitek do newsa „uroczyste obchody jubileuszu polskiego Trybunału Konstytucyjnego” (mieliby tam oczywisty dostęp, wszak impreza miałby charakter stricte państwowy).
W świat poszedłby przekaz o dobrej woli polskich władz w sięganiu po kompromis w sporze o TK i o wielkiej wadze, jaką polski rząd przywiązuje do zasad i przesłania Konstytucji i konstytucyjnych organów państwa.
W części nieoficjalnej goście by pojedli, popili, trochę może poutyskiwali – ale rozjechaliby się zadowoleni z godnej pogaduchy, wyżerki i popijawy. Idealny PijaR dla władzy, stępienie ostrych kłów.
Media opozycyjne coś by tam z obrad na swoje kopyto wyeksponowały – ale cóż nowego? Za to od strony władzy byłby to argument do miażdżącego novum propagandowego – za głupi milion złotych.
A tak? Cóż się stało?
Spójrzmy – Trybunał Konstytucyjny jest częścią władzy sądowniczej i bodaj merytorycznie najwyższym tej władzy organem. Jako taki jest ważnym organem Państwa Polskiego – bez względu na swój skład i jego prezesa. Co do tego nie ma wątpliwości.
Tymczasem władza wykonawcza Państwa Polskiego postanowiła odciąć się od tego organu – przez bojkot jego jubileuszu. To dość głupawa demonstracja zaperzenia w sporze politycznym - ponad racje ustrojowe państwa. Demonstracja postawy, że o wadze państwowej jakiegoś organu władzy decyduje jego spolegliwość wobec koniunktury politycznej.
Rząd, a szerzej ekipa władza zademonstrowała, że Trybunał Konstytucyjny skazano na banicję ze struktury państwa - tylko dlatego, że ma aktualnie taki a nie inny skład i przewodnictwo. Taka banicja jest formalnym rozbiciem struktury konstytucyjnej Rzeczypospolitej.
Może to cieszyć doktrynerów pełzającej rewolucji ustrojowej – ale obiektywnie jest to sygnał dominowania tendencji destrukcyjnych w państwie. Trudno się spodziewać, aby na świecie poważnie traktowano władze, które reformę swego państwa chcą prowadzić przez jego destrukcję – a odbudowę w ramach partyjnej, a nie konstytucyjnej, doktryny.
Skutki?
Próba udupienie Trybunału Konstytucyjnego dziadowskim jubileuszem była pomysłem nietrafnym i samobójczym dla władzy. Ratowanie zepsutego wizerunku szermowaniem nazwiskiem Adenauera jest już wejściem w obszar paranoi politycznej – wszak ten Adenauer był upostaciowaniem zła wszelkiego dla władz psedoPolski w czasach zależności od sowietów i posługiwanie się odwołaniami do wtedy wzbudzanego odium jest co najmniej irracjonalne.
Skazanie ważnego organu państwa polskiego na banicję i łaskę obcej fundacji jest winą obecnej władzy. Niech rząd nie myśli, że rzecz zakończy gadaniną o targowicy. Przymusowa emigracja jakiegoś organu władzy poza główną strukturę państwa wcale nie jest targowicą, tak samo jak przymuszanie wielkich grup obywateli do emigracji wewnętrznej wobec działań państwa prowadzi do oporu przeciw władzy, a nie zdrady narodu czy kraju.
To już było i wielu Polaków pamięta niejakiego Urbana, rzecznika jaruzelskiej wrony, plującego na Polaków oskarżeniami o zdradę Polski. Nie warto wchodzić w te śmierdzące buty.
Nie warto tym bardziej, że legitymacja dla tej polityki i tej propagandy - większość sejmowa – ma z definicji charakter przejściowy i nie ma najmniejszego uzasadnienia dla przekrawania Polski z tej pozycji. Tym bardziej, że większość sejmowa nijak się ma do większości Polaków – i w zasadzie to obecna władza eliminuje się z obywatelskiego organizmu Polski.
Po tej konstatacji pozostaje jedno – dość pogardliwe wobec obozu władzy „kij wam o w oko”. Durnie pozostaną durniami. Tyle przestróg i apeli na nic – więc nieuchronnie nadchodzi dla was czas żarcia żaby, którą żeście porodzili i odchowali, by jechać na jej grzbiecie w przyszłość.


Komentarze
Pokaż komentarze