Epigon mistrzów ciętej riposty, bloger Rosemann, w swojej rozprawce "Wspólnota interesów Putina i Tuska" sformułował ciekawą hipotezę dotyczącą katastrofy smoleńskiej. Zasugerował mianowicie , że Tusk od początku miał przeświadczenie, że doszło do zamachu, ale świadomie odrzucił twardą reakcję - podejmując miękkie kroki polityczne, maskujące prawdę.
Aczkolwiek przeświadczenie Rosemanna o przeświadczeniu Tuska niekoniecznie opiera się na prawdzie, to przyjmijmy je za dobrą monetę. Załóżmy, że Tusk wiedział od początku o rosyjskim zamachu, choć nie dysponował twardymi dowodami i opracowaniem opisującym szczegóły spisku.
Pisze Roseman:
"Pamiętam ówczesne dywagacje Tuska w duchu „to co, wojnę mam wypowiedzieć Rosji?!”. Chwali mu się, że wiedział, że z takim obowiązkiem też mógłby albo musiałby się mierzyć. Natomiast sposób, w jaki sprawił, że mierzyć się z tym nie musiał na pochwałę nijak nie zasługuje."
Było więc winą Tuska, że nie zmierzył się - mimo swego przeświadczenia o rosyjskim zamachu - z wyzwaniem historii i nie postawił Polski w stan wojny z Rosją, a tylko zaczął rozmywać sprawę przyczyn katastrofy w rozmaitych meandrach propagandy i kompromisach politycznych.
Innymi słowy - 10 kwietnia 2010 roku ówczesna władza stanęła przed wyrazistą alternatywą. Z jednej strony, w oparciu o przeświadczenie, zajmujemy godne staowisko i wypowiadamy Rosji wojnę, albo - z drugiej strony - przyjmujemy niegodne gry z raportami i działania polityczno-propagandowe
Pięć i pół roku po katastrofie ekipa polityczna, której patronował Tusk, straciła władzę.
Sprawa wróciła - wypisz,wymaluj - do punktu wyjściowego, z tym tylko, że Rosemann nie musi domyślać się, jakie jest przeświadczenie nowego obozu władzy w sprawie przyczyny katastrofy. Publiczne enuncjacje czołowych przedstawicieli nowej władzy nie dają miejsca na wiele wątpliwości.
Podobnie jak w kwietniu 2010 nie ma twardych dowodów i nie ma opracowania wyjaśniającego szczegóły spisku, ale jest przeświadczenie o rosyjskim sprawstwie. Wraca alternatywa - wypowiedzenie wojny lub teatr polityczno-propagandowy.
"Punkt startowy" jest idealnie taki sam.
Jednak w tym miejscu Rosemann nie jest już tak kategoryczny w swoim osądzie przyjętego przez nową władzę postępowania - zresztą,prawdę mówiąc, w ogóle unika postawienia jej wobec alternatywy, przed którą postawił Tuska.
Owszem, Tusk w oparciu o swoje (wydumane przez Rosemanna) przeświadczenie o zamachu, powinien był w kwietniu 2010 r,. co najmniej, zerwać stosunki dyplomatyczne z Rosją i wypowiedzieć Traktat między Rzeczpospolitą Polską a Federacją Rosyjską o przyjaznej i dobrosąsiedzkiej współpracy z 22 maja 1992roku.
Byłoby to zachowanie podkreślające godność Rzeczypospolitej - i pozostańmy przy tej opinii. Dlaczego więc obecna władza, mając takie same, ogłaszane publicznie, przeświadczenie o rosyjskim zamachu, wcale już tego nie powinna zrobić - Rosemannowi wystarcza, że trio Kaczyński-Szydło-Duda dba o godność Polski na gębę.
Teraz o godności Polski ma świadczyć rozstrzyganie alternatywy między Biniendą i Berczyńskim a Millerem i Laskiem - tyle, że to nie ta sama alternatywa, którą Rosemann postawił przed Tuskiem, ale już nie przed obecną władzą.
Godne potępienia były propagandowo-polityczne meandry Tuska ocieniające stosunki polsko-rosyjskie - ale już ekshumacje, podkomisje czy projekcje filmowe są godne pochwały, mimo że są elementem tej samej gry (chociaż z innymi akcentami artystycznymi i dekoracjami)
Jeszcze raz Rosemann o Tusku : ..."„to co, wojnę mam wypowiedzieć Rosji?!”. Chwali mu się, że wiedział, że z takim obowiązkiem też mógłby albo musiałby się mierzyć"
Spójrzmy jak obecna władza mierzy się z "takim obowiązkiem".Robi zupełnie to samo co Tusk, tylko w innym anturażu politycznym.
Być może Rosemann powie, że dzisiejszy makabryczny kontredans ma wyświetlić całą prawdę i wtedy "się zobaczy" co z tą Rosją zrobimy. Dopiero wtedy "się zobaczy"?
A co - samo przeświadczenie nie wystarczy?


Komentarze
Pokaż komentarze (15)