z odmętów szaleństwa :-)
Kwestionowanie uczciwości wyborów to odmęty szaleństwa. /Bronisław Komorowski/
88 obserwujących
483 notki
986k odsłon
3639 odsłon

Kasta, Komisja , Kapitał...

Wykop Skomentuj144

W poprzedniej kadencji Sejmu wiele razy mówiono o "bitwie o sądy”. Dziś nikt już nie ma wątpliwości, że w Polsce trwa wojna o sądy. PiS na tej wojnie ma za sobą poparcie społeczeństwa - w najgorszym wypadku jego obojętność - co w gruncie rzeczy jest tożsame. Cenny atut. Właściwie kluczowy, ponieważ w tej wojnie chodzi o to, żeby ów atut PiS-owi wytrącić z ręki. Wiadomo - i to od dłuższego czasu - że tego atutu nie jest w stanie wytrącić słaba, nastawiona na sabotaż i targowicką destrukcję opozycja na czele z Platformą Obywatelską, kojarząca się już wyłącznie z chórkiem z tragikomicznych postaci, klepiącym te same, wykute "na blachę" formułki. Nie wytrąci go szef PSL-u apelujący o pojednanie. Nie wytrąci go też lider SLD, który załamie ręce i rzuci kwiecistym żart "made in Czarzasty".


Ewidentnie pierwszoplanową rolę w wojnie o sądy wzięła na siebie sędziowska kasta. Pewnie nie byłoby to możliwe, gdyby nie Senat i Grodzki, który na nowo "udrożnił" "targowickie" ścieżki zdrady, oraz opóźnianiem senackiego procedowania ustawy "kagańcowej",  dał kaście czas na zwarcie szeregów i przygotowanie uderzenia Sądu Najwyższego. Grodzki od samego początku zajmuje określone stanowisko i - bez wątpienia – stoi za nim określona opcja polityczna, niekoniecznie oficjalnie widoczna. Ta opcja powierzyła Grodzkiemu jakąś misję - która staje się bardziej jasna, kiedy zrozumie się sytuację PO, będącej aktualnie na pograniczu rozbicia –  jej przeżycie będzie zależało od wyborów na przewodniczącego i jeszcze kilku innych okoliczności związanych chociażby z wyborami prezydenckimi. Po prostu PO dla "zleceniodawców" jest ugrupowaniem niewiarygodnym, słabym i przegranym - i to bez względu na jej przyszłe losy. Grodzki natomiast, chociaż w gruncie rzeczy jest reprezentantem  opozycji, czyli Platformy Obywatelskiej, "malowany" jest jako postać strażnika praworządności i człowiek zupełnie niezależny. Niestety - dla opozycji - wiarygodność Grodzkiego jest żadna, wręcz "na minusie", bo w "Polskę" poszedł bardzo wyraźny przekaz: Grodzki to łapówkarz, kłamca i matacz finansowy, z balonowym ego i z minimalną moralnością. Zonk!


Być może nieudany eksperyment z Grodzkim przyspieszył reakcję kasty, która czwartkową uchwałą Sądu Najwyższego wprowadza chaos i anarchię - idąc na czołowe zderzenie z aparatem państwa. Te działania prowadzą nie tylko do zachwiania fundamentów całego wymiaru sprawiedliwości, ale do osłabienia władzy i tym samym kryzysu państwa. Wyników starcia sędziów z państwem z emocją i nadziejami oczekuje czyhająca za rogatkami opozycja polityczna, marząca o obaleniu obecnej władzy. Sędziowie zdają sobie doskonale sprawę z dwutorowości swojego działania – torpedowania zmian w sądownictwie i osłabiania państwa prawa - toteż nie tylko nie odmawiają wsparcia, jakiego udziela im opozycja, ale ciepło witają jej inicjatywy.


Ale to tylko/aż czysta polityka - te tony słów i pojęć w rodzaju "konstytucja", "praworządność", "niezawisłość", "reforma sądownictwa" i nawet "kasta", to w istocie rzeczy sprawy ważne, ale drugorzędne. Wojna o sądy to w lwiej części wojna o Sąd Najwyższy, czyli stanowisko I Prezesa i - o czym prawie w ogóle się nie mówi i nie pisze -  również walka o przyszłość polskiej gospodarki, którą  właśnie SN w znaczącej mierze reguluje swoimi orzeczeniami. Bez zmian w SN nie da się bowiem dalej zmieniać polskiej gospodarki i ostatecznie zerwać z traktowaniem Polski jako kolonialnego zaplecza UE. Jeśli kasta utrzyma się przy władzy, rząd nie będzie mógł zrobić w sferze biznesu i gospodarczego rozwoju Polski, tego, co jest w planach i wizji Mateusza Morawieckiego. W praktyce oznacza to kontynuację - w coraz mniejszym zakresie, aż do "wygaszenia" - pakietów socjalnych i pomocowych, ograniczenie wpływu na rynek pracy i płac, czyli de facto powrót do kolonialnej rzeczywistości rządów jak za Tuska -  z wysokim bezrobociem, pracą za "michę zupy" i dominacją zagranicznych korporacji, dławiących polską, niezależną w ranach UE gospodarkę i przemysł.


Polska jest dziś tygrysem gospodarczym nie dlatego, że otrzymała z Brukseli sporą gotówkę, lecz dlatego, że jest częścią wspólnego rynku i Morawiecki perfekcyjnie to wykorzystuje. Groźba odcięcia tego rynku jest większa niż groźba finansowych sankcji. Morawiecki i Orban mogą przekonywać innych premierów, by traktowali Polskę łagodniej np. w kwestii węgla. Nie mogą oni jednak przekonać europejskich aktorów gospodarczych, że biznes z Polską jest bezpieczny bez niezależnych sądów. Czasami biznes przymyka oczy na praworządność w krajach obfitujących w gaz lub ropę, lecz ta logika nie obejmuje Polski. Niestety. Możemy dyskutować nad siłą i słabością unijnej demokracji, lecz członkostwo w Unii traci sens, gdy brak warunków na współpracę gospodarczą. Ingerencja Brukseli w kształtowanie systemu sądowniczego w Polsce zmierza wprost w kierunku utraty takiego sensu, chyba, że rząd PIS padnie ponownie na kolana, lub UE uzna w końcu suwerenność Polski w ramach unijnych traktatów, tak, jak z tych traktatów korzystają Niemcy, Francja czy Niderlandy. Powtórzę, bo to ważne: tak naprawdę idzie o Sąd Najwyższy - gdyby nie SN, to stawiam każde pieniądze, że KE guzik obchodziło by, czy Juszczyszyn założy jutro togę, kombinezon budowlańca, czy nawet pójdzie "siedzieć". 

Wykop Skomentuj144
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka