Widzę, słyszę, myślę...
Mieszkam w Poznaniu. Jestem Polakiem.
150 obserwujących
672 notki
1530k odsłon
  3928   18

Odyseja covidowa. Polemika.

Blogerka @1maud opublikowała notkę "Odyseja covidowa. Czy oni umarli na Covid?". Osobiście bardzo doceniam niewątpliwie cenną próbę rozwikłania dziesiątek kwestii dotyczących covid i związanych z tą chorobą szczepień, ale nie ukrywam, że tekst wywołał we mnie wiele, także sprzecznych ze sobą odczuć. Z jednej strony podziwiam bowiem zwięzłe ujęcie bardzo rozwlekłej i wielowątkowej problematyki, z drugiej jednak nie mogę wyzbyć się uczucie pewnego wstrętu i dyskomfortu poznawczego. To nic osobistego, bo cenię Panią @1maud -  chodzi wyłącznie o poglądy i fakty, którymi bardzo zgrabnie w tym tekście Autorka manipuluje. Można także odnieść wrażenie, iż blogerka od początku narzuca z góry przyjętą tezę (tezy) i dobiera starannie do nich garść faktów. Problem w tym, że istniejące inne fakty, które do przyjętej tezy nie pasują, traktowane są  w myśl starej, propagandowej zasady: nie pasują? Tym dla nich ( faktów) gorzej. I tak powstał tekst pełen półprawd ( to też stara zasada propagandy, bo półprawdy to środek zapobiegający zarzutom kłamstwa),  który należałoby opatrzyć dopiskiem: uwaga, tekst zawiera lokowanie produktu.


Zastanawiam się w ogóle ostatnio, czy polemizowanie z tego rodzaju treściami ma w ogóle jakiś sens? Autorzy tych publikacji ex cathedra wygłaszają poglądy, przybierając przedziwną manierę  stawiania się wyżej niż polemizujący. Do perfekcji opanowali żonglerkę liczbami, statystykami, wykresami... Słowo "nauka" i "naukowcy" odmieniane jest w każdym przypadku, rzucane jak zaklęcie szamanów w kierunku ciemnego luda. Jeżeli ktoś ma inne liczby, statystyki, wykresy i inną naukę, to standardowa reakcja jest następująca: wiarygodny link poproszę. Aha, "Nczas", dziękuję. To przecież foliarze, płaskoziemcy, szury i antyszczepionkowcy od Putina. Pa. To - rzecz jasna -  tylko przykład, bo reakcje na linki np. anglojęzyczne są podobne. Ba, dotyczy to także źródeł oficjalnych, które zwykle zbywane są jako mało istotne, bo... i tu pada link jedynie ważny i słuszny, unieważniający wszystko inne.


Jest to uwaga ogólna, nie bezpośrednio dotycząca @1maud, ale niezwykle istotna z punktu widzenia dyskusji o covid w ogóle. Fundamentalnym bowiem problemem pandemii - wbrew pozorom - nie jest sama pandemia, ale brak równowagi w NAUKOWEJ ocenie wszystkiego, co pandemii dotyczy: powstania i emisji wirusa, podjętych działań, "wyszczepiania" czy wreszcie segregacji, która stała się faktem, a która kilka tygodni temu, była traktowana jak fanaberia szurów z gatunku science fiction. "Nauka covidowa" zaufanie do nauki podważyła sama. Po pierwsze, przyspieszenie procesów badawczych spowodowane pandemią sprawiło, że wiele badań wkrótce po ich opublikowania okazało się błędnych lub w ogóle absurdalnych. Po drugie, w przeciwieństwie do wielu innych dyscyplin, które posługują się modelami do prognozowania przyszłości, metodologia w zakresie Covid-19 jest wciąż w powijakach, a wczesne modele opracowane w marcu 2020 r., które były podstawą decyzji wielu rządów, zostały opracowane w sposób niechlujny, na podstawie wyrywkowych danych, czy też uzupełnione arbitralnie przyjętymi wskaźnikami. Na przykład kluczowy wskaźnik śmiertelności, czyli infection fatality rate (IFR), różnił się w zależności od modelu: the Imperial College model przyjął IFR=0,66.  a w tym samym czasie Oxford Covid-19 Evidence Service – pomiędzy 0,1 a 0,35 %. Dlaczego je opublikowano? Dlatego, że decydenci potrzebowali danych potwierdzających ich decyzje. Jakichkolwiek danych. Covid wymusza na władzy obowiązki lekarzy, których rolą nie jest wyłącznie paternalistyczne narzucanie pacjentom tego, co jest dla nich najlepsze – zdaniem lekarzy – ale uwzględnianie także perspektywy samych pacjentów jeśli chodzi o proponowane im terapie. Polskie Ministerstwo Zdrowia, wraz z owianą złą sławą Radą Medyczną, tego obowiązku nie wypełniło. 


Tyle uwag wstępnych. Blogerka @1maud na początek podejmuje chyba najbardziej sporny wątek dotyczący pandemii - statystyki. Jak  powszechnie powinno być wiadome, istnieją na świecie trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, bezczelne kłamstwa i statystyki. Niestety, pandemia spowodowała, że to mądre i prawdziwe powiedzenie zostało całkowicie zatarte. Statystyki stały się bronią masowego rażenia - tyle, że rażone są umysły, nie materia fizyczna. Oficjalne dane traktowane są jak nieomylne wyrocznie i krystaliczne źródła prawdy objawionej. Nikt nie dopuszcza myśli, że może to być fałsz i element manipulacji, której ulegli. Kłania się w tym miejscu następna prawda, że ludzi bardzo łatwo oszukać, ale nie da się  im uświadomić, że zostali oszukani. Działa mechanizm wyparcia... i nic nie poradzisz. Racjonalna dyskusja staje się niemożliwa, następuje kulminacja braku równowagi merytorycznej. Statystycznego oszustwa zwykły śmiertelnik nie jest w stanie udowodnić, pozostaje tylko odwołać się do konkretnych przypadków, które opisywane są w tysiącach, a rzecz dotyczy prawdopodobnie dziesiątek ( jeżeli nie setek) tysięcy.

Lubię to! Skomentuj142 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości