Od wczoraj Salon opanował histeryczny amok różnej maści - przepraszam, ale łagodniej się nie da - pieniaczy utożsamiających jakieś mgliste definicje wolności z "wolnością" niedzielnego szwendania się po galeriach handlowych.
Ale w czym problem? Galerie jako takie są otwarte, kto musi niech idzie i robi za "Apacza", czyli "a pacze sobie tylko", a jak kto ma potrzebę kupić cukier, chlebek czy warzywko na obiadek ( bo zabrakło albo się zapomniało) to kupi - w najbliższej okolicy gdzie mieszkam, są na teraz otwarte dwie "Żabki" i i jeden sklepik prywatny. Cała ta pseudo dyskusja przypomina niedawną inną pseudo dyskusję: o "Koronie Królów". Równie idiotyczna i z równie idiotycznymi "argumentami".
Obie sprawy łączy jednak jeden, wspólny mianownik - Prawo i Sprawiedliwość. A skoro tak, to wolno używać najbardziej "odjechanych" argumentów, pluć jadem, robić wyścigi hejtu i kolejny raz wcielić się w rolę pożytecznych idiotów.Tak jak w przypadku "Korony Krółów - gdyby serial był autorstwa np. Agnieszki Holland, tak i teraz - gdyby była to dyrektywa jakiegoś Timmermansa, pożyteczni położyliby "ruki po szwam" i grzecznie chwalili słuszną, postępową i europejską ideę wolności od handlu :-).
Oczywiście, że dla konsumentów dokonywanie zakupów o każdej porze dnia i nocy jest niewątpliwie bardzo wygodne i daje poczucie komfortu, ale zakupowi egoiści, hejterzy i krzykacze szermujący hasłem wolności, nie potrafią przyjąć argumentu, że ten komfort odbywa się kosztem 1 mln 200 tys. osób zatrudnionych w handlu. A przecież wśród tych pracowników, zdecydowaną większość stanowią kobiety, czyli nasze żony, matki, córki - niejednokrotnie wychowujące małe dzieci. Zacietrzewieni pieniacze nie mają za grosz szacunku dla tych kobiet, tak jak szacunku nie mają ich guru - politycy PO i "Nowośmiesznej" oraz medialni funkcjonariusze z Czerskiej i Wiertniczej.
A tak w ogóle trudno jest zrozumieć polityczną oprawę "problemu" handlowych niedziel, bo to jest najbardziej chyba jaskrawy przykład problemów społecznych, które z natury rzeczy powinny wychodzić poza polityczne podziały - tu trzeba raczej odwoływać się do do pracowniczych praw człowieka - zwłaszcza kobiet, oraz tradycji chrześcijańskich na których polskie społeczeństwo się opiera - czy komuś się to podoba, czy nie.
Głosy, że w takim razie trzeba dać "wolne" wszystkim bez wyjątków , są głosami "na złość babci uszy sobie odmrożę". Policja, Straż Pożarna i służby medyczne są poza dyskusją - bo to są zawody ściśle związane z niesieniem pomocy ludziom w każdym dniu i o każdej porze. A reszta? Zakłady , które ze względu na specyfikę produkcji pracują w ruchu ciągłym, są w oczywisty sposób "usprawiedliwione", prywatne apteki pracują zupełnie inaczej niż markety ( ponadto, w niedziele i święta są tylko dyżurne - i to od lat), restauracje też mają wolne dni od pracy, jeżeli działają w niedziele. Trudno też porównać pracę pracowników stacji paliw z morderczą pracą ludzi w marketach.
Ale jest jeszcze jeden aspekt handlu w niedzielę - kultura zakupów, która właśnie niedzielę szczególnie pokazywała swoją ponurą twarz. Trzeba napisać wprost: Polacy są jednymi z najgorszych w Europie klientami - kradniemy, zwracamy do sklepu używane rzeczy, twierdząc, że są nieużywane, jesteśmy nieuprzejmi, często chamscy i bezczelni wobec sprzedawców (znów kobiety), kombinujemy jak oszukać, jesteśmy pazerni, gotowi "zabić", żeby zarobić złotówkę.
Zatem, może najpierw nauczmy się wszyscy kultury robienia zakupów, zapamiętajmy słowa przepraszam, dziękuję i proszę, a dopiero później krzyczmy hasła o "zabieranej wolności". Opamiętajcie się ludzie.




Komentarze
Pokaż komentarze (30)