z odmętów szaleństwa :-)
Kwestionowanie uczciwości wyborów to odmęty szaleństwa. /Bronisław Komorowski/
50 obserwujących
321 notek
564k odsłony
708 odsłon

Baron Munchhausen na Wyspie Miłości Rafała Pierwszego

Wykop Skomentuj7

Zdarza się, że żartując z osób nie mających umiaru w przechwalaniu się nadzwyczajnymi przymiotami umysłu i ciała, mówimy, że umieliby nawet, wyciągnąć się z bagna za włosy. Wypowiedź taka odwołuje się bezpośrednio do opisanych przez Rudolfa Ericha Raspego i Augusta Burgera "Przygód barona Munchhausena".

Ów żyjący w XVIII wieku arystokrata, żołnierz, podróżnik i awanturnik zasłynął z gawęd, w których przedstawiał swój żywot, jako ciąg bohaterskich czynów i brawurowych działań podejmowanych bez chwili wahania w najtrudniejszych warunkach i kończących się zawsze sukcesem, wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu, prawom nauki i zdrowemu rozsądkowi. Swoją najsławniejszą przygodę baron Munchhausen przeżył w czasie wojny rosyjsko-tureckiej. Wówczas to podczas jednej z potyczek, narażając życie, rzucił się w pogoń za uciekającymi Turkami. W pewnymi momencie zauważył, że zbliżył się do trzęsawiska. W ostatniej chwili udało mu się zawrócić konia, aby wziąć większy rozbieg. Niestety nie udało mu się przesadzić bagna. Wraz z koniem spadł niedaleko drugiego brzegu i zanurzył się w błocie po szyję. Nie załamał się się jednak ani na moment. Ostatkiem sił wyciągnął ramię w górę. Chwycił mocno warkocz własnych włosów i wyciągnął się na powierzchnię wraz z koniem, którego ściskał mocno kolanami.

Tą niewiarygodną opowieścią baron Munchhausen zasłużył sobie na tytuł ikony blagierów, łgarzy i specjalistów od "personal marketingu" :). Munchhausen oczywiście nadal żyje i ma się dobrze - posłuchajcie zatem jakie przygody spotkały go ostatnio.

**********

Barwne opowieści Munchhausena - tak jak ta wyciągnięciu siebie z bagna za włosy - uczyniły z barona osobę chętnie zapraszaną przez towarzyską śmietankę, w której prym wiodła pewna postarzała hrabina. Jej ulubionym zajęciem było organizowanie proszonych kolacji, na które spraszała różnej maści dziwaków, hultajów i ekscentryków. W Lemingradzie wieści o Munchhausenie rozniosły się szybko, zatem towarzystwo na proszone kolacje zapisywało się w zapomniane już dawno komitety kolejkowe - byle tylko spotkać i posłuchać sławnego barona. Munchhausen bowiem uwielbiał ględzić godzinami, rzadko jednak dopuszczał do głosu kogoś z biesiadników, chyba, że ów biesiadnik dawał wyraźne dowody, że jest jego wielkim wielbicielem i chce zabrać głos tylko po to, żeby mile połechtać jego próżność. Tymczasem raz jeden zdarzył się wyjątek - Munchhausen z otwartą z niedowierzania gębą słuchał opowieści krępego, oznaczajacego się bieluśkim uzębieniem gościa hrabiny, który w przerwach między zajadaniem pasztetu, jarzynowej sałatki i popijaniem tego winem, opowiadał, jak to na Morzu Niespokojnym, ludzie skolonizowali jedną z wysp, czyniąc z niej wolną wyspę miłości wszelakiej i wolności. W wolnych wyborach wybrali króla, który przyjął imię Rafał Pierwszy, a wolne rządy Rafała Pierwszego dostojnym urzędem Wielkiego Geja wspierał niejaki Rabiełło, wywodzący się ze starej szlachty gejów - Rabiełłów i Agata Dajduszko - znana z wojowniczej natury heroiczna obrończyni nowoczesności w obyczajach, tępicielka guseł i przesądów. 


Munchhausen postanowił odbyć podróż na wyspę i zobaczyć jak Rafał Pierwszy zmienia świat i dąży do władzy nad całym Morzem Niespokojnym. Wszyscy wokół odradzali baronowi tak niebezpieczną podróż - wszak krążyły wieści sprawdzone, że od długich miesięcy nad Morzem szaleje cyklon Jarosław, brzegi już dawno spustoszył huragan Antoni, Krainę Lemingów plądrują hordy pisołków, gnębiąc upadłych sędziów i gromiąc spokojne i kulturalne plemiona Kodów i Ubyteli. Władzę sprawował zaś Wielki Prezes, którego Munchhausen kiedyś nawet poznał, ale od tej pory Prezes jawił się jemu jako największy senny koszmar prześladujący go podczas snów. Munchhausenowi jednak Wielki Prezes był niestraszny, do snów zdążył przywyknąć, a w sprawie wyprawy im więcej ludzi wyprawę baronowi odradzało, tym bardziej ten utrwalał się przekonaniu, że taką wyprawę odbyć musi. Myśl go wiodła jedna, że to nowa misja życiowa, coby po powrocie z  Wyspy Miłości niekumatym wytłumaczyć jak światłego i postępowego dzieła podjął się Rafał Pierwszy. Jak postanowił tak zrobił, spakował trochę niezbędnych w podróży rzeczy, starannie owinął suchy prowiant, który przygotowała mu zrzędliwa ciocia Tosia, dosiadł konia i tyle go widzieli.

**********

Do brzegu rozszalałego cyklonem Morza baron dotarł po wielu przygodach - po drodze spotkał wojowników OTUA, jakaś banda pisołków chciała obedrzeć go ze skóry żywcem, dręczyły go koszmary, w których a to jakaś baba pożerałą sałatkę w sejmowym fotelu, krzycząc, że jak zje to pożre Munchhausena, a to jakiś facet w hełmie i z petem w ustach groził granatem i serią z kałacha. Baron zastanawiał się jak dostać się na wyspę - droga morska była zamknięta. Cyklon Jarosław podnosił fale do kilku metrów i nie było śmiałka, który odważyłby się żeglować na Wyspę. Baron zatem nadął się jak balon i kiedy już stał się wielkim balonem, dał się porwać wiatrom i pofrunął w kierunku Wyspy. Wylądował w samym środku miasta, mało kto zwrócił na niego uwagę, dzięki czemu Baron swobodnie mógł się przespacerować i zobaczyć jak wygląda stolica Rafała Pierwszego. Z pozoru wszystko było jak należy - samochody tworzyły gigantyczne korki, szczyty wieżowców tonęły w chmurach smogu, ludzie spieszyli się nie wiadomo dokąd, tłocząc się na chodnikach i przystankach komunikacji masowej. Munchhausen doszedł w końcu w pobliże Ratusza, siedziby Rafała Pierwszego i jego świty. Zauważył, ze ludzie tutaj zupełnie się nie spieszą, spacerują i prowadzą w parach spokojne konwersacje. O dziwo, prawie nie było par różno -płciowych, mężczyźni obejmowali się z mężczyznami, kobiety przytulały się do kobiet.

Wykop Skomentuj7
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo