kemir kemir
1050
BLOG

"Bezmyślny elektorat"

kemir kemir Wybory Obserwuj temat Obserwuj notkę 43

Wybory, jak to w demokracji, albo się wygrywa, albo przegrywa. Właściwie nie ma innej opcji, chociaż jakość tych stanów może być różna. Nie zawsze zwycięzcy wyborów są zadowoleni z jakości sukcesu, bo chcieliby bardziej okazałej dominacji i odwrotnie - przegrani niekiedy czują niedosyt, bo byli o włos od wygranej, albo wynik wyborczy skazuje ich na mniej lub bardziej marny koniec bytu politycznego. Wspólnym mianownikiem wygranych i przegranych jest  zwykle dokładna analiza kampanii wyborczej:  tego, co zrobiono źle, co dobrze i co można by zrobić lepiej. Zwycięzcy zastanawiają się jak skonsumować wygraną ( jak rządzić), przegrani - jak naprawić popełnione błędy ( jak być opozycją). Następuje względna stabilizacja polityczna, zakopuje się topory i miecze, po wyborczej bitwie nadchodzi czas pokoju sprzyjający refleksjom i politycznej koabitacji - do następnych wyborów.  W Polsce - po wyborach parlamentarnych w 2015 roku, oraz dopiero co zakończonych wyborach europejskich, jest trochę inaczej. Czas powyborczy nie jest nawet kontynuacją wyborczej potyczki - jest procesem przekształcającym  się w otwartą wojnę w której rządzący - zamiast zająć się wyłącznie spokojnym rządzeniem i wdrażaniem swojego programu, muszą częściowo pozostać w obronnych okopach, gotowi na odpieranie ataków rozjuszonej wynikiem wyborczym opozycji. Opozycyjni agresorzy natomiast ani myślą oddać się powyborczej zadumie i samokrytyce, wychodzą bowiem z założenia, iż władza ( a zatem i wyborcza wygrana) im się po prostu należy, wyborcy zwycięzców to ćwoki, a wyniki wyborów byłyby inne gdyby nie - i tu jakieś 174 wymieniane powody swojej "krzywdy".


Jeszcze nigdy w historii Polski po 1989 roku, żadna partia polityczna nie zdobyła tyle głosów, co Prawo i Sprawiedliwość 26 maja 2019 roku. Ta data, oznaczająca z kolei dla opozycji wyborcze Waterloo, na stałe wpisze się w historię nie tylko wyborczych rekordów, ale historię Polski. Co to oznacza? Ano to, że PiS do następnych wyborów, które są już bardzo blisko, startuje z pole position i z bonusem świeżości prawdziwego, bo wyborczego sondażu. Nie może jednak pozwolić sobie na luksus wyjścia z okopów, porzucenia tarcz i spokojnego przedstawienia społeczeństwu programu wyborczego w wersji 2.0. Opozycja natomiast szuka pomysłu "jak pokonać PiS", który (pomysł) gdzieś jest, tylko nikt nie wie gdzie. Na razie jedynym pomysłem jest utrzymanie przy życiu stwora zszytego jak Frankenstein z kawałków politycznych trupów, homoseksualistów, lewaków i przedstawicieli wsi polskiej - znających wieś z gry Farmer 3D. Odsieczy czy też posiłków w postaci "Wiosny" raczej nie należy się spodziewać - "homosie" świętują wiekopomny sukces zdobycia trzech mandatów do PE, Biedroń i Śmiszek umizgi Frankensteina mają głęboko w... gdzieś i raczej prędzej doczekają się potomstwa, niż dadzą się zszyć z potworem. A potwór niezmiennie gotów jest do uduszenie Jarosława Kaczyńskiego, pożarcia Nowogrodzkiej z lokatorami, meblami i wyposażeniem oraz rozrzucenia kości ćwokow na cztery strony świata. Prawdziwa jesień średniowiecza - podobno Schetyna chce zamówić dyby, za które zapłaci Soros. Na razie nie wiadomo, kto dorżnie watahy, ale chętnych jest wielu. Na pewno sędzia Żurek chętnie będzie wsadzał...


Dzielenie skóry na niedźwiedziu PiS to jednak procedura przedwczesna i karkołomna. PoTVorNe media zajęte są - póki co -  tworzeniem swojego rodzaju grup wsparcia, w czym jako żywo przypominają grupy wsparcia Anonimowych Alkoholików, tyle że cele są nieco inne: trwać nie tyle w trzeźwości, co w nienawiści do PiS i pomagać sobie w cierpieniu - wszak pomysł na pokonanie PiS gdzieś jest, bo być musi. Przeważa jednak smutny pogląd, iż skończy się jak teraz, no chyba, że Schetyna ten pomysł jednak znajdzie, bo przecież "potencjał jest ogromny". Tylko trudno usłyszeć/przeczytać jakiego rodzaju ów potencjał jest, co on oznacza i gdzie się on znajduje. No ale cóż  - wszak jako wyborca PiS ćwokiem jestem i należę do bezmyślnego elektoratu, zatem pewnie nie ogarniam tematu.


Tak czy siak czersko-wiertnicze grupy wparcia największy problem mają właśnie z "bezmyślnym elektoratem". O ile w mediach mówi się o "ćwokach" nie wprost i przykrywa "bezmyślny elektorat" jakimiś strzępkami materii, to "eksperckie elity" i celebryci hamulców nie mają i walą na odlew: Jarosław Kurski, jak już napił się wódki, napisał: " (...)Głosowali z wdzięczności i z obawy,(...), (...)  Tzw. lud to kupuje. Kościół nie był neutralny. Proboszczowie masowo popierali PiS", (...) zwycięstwo PiS wynika z nierówności szans (...) ". Agnieszka Kublik: " (...)Czy dezinformowany obywatel jest w stanie dokonać wolnego wyboru? ". Czuchnowski straszy Polaków paragrafami:"Kto przyjmuje korzyść majątkową za głosowanie...". Dorota Zawadzka, znana jako "superniania”, postanowiła podzielić się swoją powyborczą refleksją, sugerując, że PiS wygrał dzięki rolnikom, bezrobotnym i osób z niskim wykształceniem. Widać, że oni nie tylko niczego się nie nauczyli, ale nigdy się już nie nauczą. Ich pogardę odwzajemniam podwójnie. Starotestamentalna zasada "oko za oko, ząb za ząb" ma tu swoje całkowite uzasadnienie.  W tym kontekście warto wspomnieć o prezydencie Nowej Soli, Wadimie Tyszkiewiczu, który napisał: "Kaczyński wycelował w bezmyślny elektorat, który ma w nosie demokrację, ekonomię...(...) Ważne, że jest piwo i kiełbasa na grilla. Zainteresują się tym dopiero wtedy, kiedy zacznie już boleć, a zacznie". Wadim Tyszkiewicz zapowiada, że: "Na razie jestem w szoku i raczej myślę o emigracji jeśli wynik w jesiennych wyborach się powtórzy”.


Trzymam za słowo panie Wadim i deklaruję, że dołożę się do emigracyjnego biletu. Może rzeczywiście trzeba zrobić jaką narodową zrzutkę na pana Wadima, panią Dulkiewicz, supenianię, schetynowców itd..., oraz jasno im powiedzieć: Poszukajcie sobie do cholery takiego miejsca na Ziemi, na którym nie będziecie w szoku, nie będzie bezmyślnego elektoratu, dezinformowanych obywateli, proboszczów i w ogóle "ciemnego luda".  Ale najbardziej zabawne w tym wszystkim jest to, że ci "światli"prezydenci, dziennikarze, politycy i celebryci swoimi głosami przywrócili do politycznego życia takie persony jak Cimoszewicz i Miller. To jedyny taki przypadek w krajach byłych "demoludów" - ba, przypadek w byłych "demoludach" już niewykonalny, a przynajmniej nie do pomyślenia. Dlatego stawiam śmiało tezę, że nie ma w Europie równie bezmyślnego elektoratu niż elektorat "antypisu" - politycznego "Frankenstaina", będącego zakałą nie tylko Polski, ale całej Europy.

kemir
O mnie kemir

Z mojego subiektywnego punktu widzenia jestem całkowicie obiektywny.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (43)

Inne tematy w dziale Polityka