13 obserwujących
82 notki
55k odsłon
1161 odsłon

Zabity z powodu słoneczników - czy rzeczywiście?

Zdjęcie ilustracyjne - inna prowincja (Free State), krajobraz rolniczy, 2016, zdjęcie własne
Zdjęcie ilustracyjne - inna prowincja (Free State), krajobraz rolniczy, 2016, zdjęcie własne
Wykop Skomentuj15

Sprawa, którą dziś przedstawię wiąże się z ludzką tragedią, a właściwie wieloma tragediami: zabitego nastolatka i jego rodziny, skazanych i ich rodzin, a także tragedią ludzi ze sprawą niezwiązanych, a pokrzywdzonych w wyniku zamieszek, które wybuchły po zabójstwie (jak chcą jedni) lub nieszczęśliwym wypadku (jak twierdzą inni). By o tym wszystkim opowiedzieć cofnijmy się do 20 kwietnia 2017 r.  

Okolice miejscowości Coligny, Prowincja Północno-Zachodnia, Republika Południowej Afryki. Kwiecień to na półkuli południowej jesień, więc czas dojrzewania zbiorów. Około godziny siódmej rano 16-letni Matlhomola Moshoeu (inny zapis nazwiska to Mosweu) szedł przez pole i zbierał dojrzałe słoneczniki w ilości na tyle dużej by zwrócić uwagę dwóch pracowników-menadżerów farmy należącej do Pietera Karstena. Pieter Doorewaard i Phillip Schutte (bo o nich mowa) uznali, że chłopak po prostu kradnie, a na to nie mogą pozwolić, choć wartość skradzionych słoneczników była niewielka (źródła podają 60 lub 80 randów, więc ok. 20-30 złotych). Postanowili więc… I tu są dwie wersje przebiegu późniejszych wydarzeń. Najpierw przytoczę wersję pracowników farmy.

Pieter Doorewaard i Phillip Schutte zeznali, że kazali przyłapanemu chłopakowi wsiąść na tylną platformę Forda Rangera (w RPA pasażerom wolno jeździć na odkrytych platformach ciężarówek lub terenówek), co ten uczynił. Chcieli zawieźć chłopca na policję. Sytuacje tego typu były dość banalne. Młodego złodzieja zawożono na policję, policjanci pouczali go, że kraść to nieładnie, po czym zawiadamiali rodziców, którzy odbierali swoje dziecko. Tym razem jednak stało się inaczej. W pewnym momencie chłopak zeskoczył z terenówki, tak że skręcił kark i zginął (sekcja zwłok potwierdziła taką przyczynę śmierci).

Jeszcze tego samego dnia ok. 17.00 Doorewaard i Schutte zgłosili się na policję i opowiedzieli o tragicznym wypadku. Część opinii publicznej oraz niektórzy politycy wydali już jednak wyrok: zarządzający farmą pracownicy są winni. Nie bez znaczenia był tu kolor skóry. Domniemany sprawcy byli biali, a ich ofiara czarna. Premier Prowincji Północno-Zachodniej - Supra Mahomapelo wprost powiedział: “Gdyby złapali białe dziecko, nie sądzę by postąpili tak samo”. Charakterystyczne, że polityk użył określenia „dziecko” (child), choć szesnastolatka zwykle w ten sposób się nie nazywa. Narracja była jednak jasna: dwójka bogatych białych zamordowała biedne czarne dziecko, które zbierało słoneczniki by zaspokoić głód (i/lub utrzymać rodzinę). Niektórzy kwestionowali nawet fakt kradzieży słoneczników, sugerując, że sprawcy zabili chłopaka bez żadnego, nawet tak błahego powodu.

Doorewaard i Schutte zostali aresztowani, ale wkrótce zwolnieni za kaucją. Wtedy zaczęły się zamieszki. Ich prowodyrami byli działacze partii zwanej Ruch Bojowników o Wolność Gospodarczą (Economic Freedom Fighters – EFF). Pisałam o tej partii przy okazji wyborów w RPA. Podburzona ludność podpalała sklepy, warsztaty, a nawet domy należące do białych, ale również Hindusów, choć żaden Hindus nie był uczestnikiem wydarzenia. Wystarczy jednak, że byli „obcy” oraz zamożni lub jako tacy postrzegani.

Wersję o celowym zabójstwie Moshoeu, lub przynajmniej działaniu z zamiarem ewentualnym potwierdził Bonakele Bendel Pakisi. Zeznał on, iż feralnego dnia o godzinie szóstej rano wybrał się do pewnego handlarza by pomóc mu zabić krowę. Handlarz jednak nie miał jeszcze krowy, więc Pakisi obiecał przyjść później. Tymczasem wziął zaliczkę w wysokości 150 randów i udał się do pobliskiego sklepu, gdzie kupił większą ilość piwa, które wypił ze znajomym policjantem.

Pakisi twierdzi, że gdy wracał (ok. 7.00), przechodził koło pola słoneczników, kiedy to usłyszał strzał. Zobaczył białego mężczyznę próbującego złapać czarnego chłopca. Drugi mężczyzna siedział za kierownicą terenówki. Później Pakisi miał zobaczyć jak chłopak zmuszany jest do wejścia na tylną platformę auta oraz usłyszeć wołanie: “Mamo, pomóż mi, umieram!” Następnie chłopak miał być zrzucony z auta, po czym podniesiony i znów zrzucony i miało się to odbywać trzy razy. Pakisi stwierdził, że w pewnym momencie mężczyźni zauważyli go, pod groźbą pistoletu zmusili do milczenia, pobili, kazali wypić większą ilość alkoholu, a na końcu ogłuszyli jakimś ciężkim przedmiotem i zostawili samego na pustkowiu.

Gdy Pakisi się ocknął, udał się na policję ale tam odprawiono go z kwitkiem, bo był pijany. Tu mamy kolejną rozbieżność. Wersję o policjantce, która kazała mu odejść przedstawił przed sądem, natomiast w protokole z zeznania, które złożył miesiąc później czytamy, że nie poszedł na policję, bo się bał. Gdy rozpoczął się proces wydawało się, iż adwokaci oskarżonych będą mieli łatwe zadanie. Nie dość, że o zbrodni opowiadał tylko jeden świadek, to jego zeznania były niespójne, a w momencie gdy miał widzieć scenę zabójstwa był w stanie nietrzeźwym.

Wykop Skomentuj15
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka