Człowiek sie przyzwyczaja. Przyzwyczajanie nosi nazwę umiejętności adaptacji i jako takie stanowi cenioną zaletę - umiejętności przystosowawcze Polaków na emigracji czynią ich poszukiwanymi pracownikami i zasymilowanymi obywatelami dowolnych społeczności. Polscy zwierzchnicy obecnie najbardziej cenią u pracowników nie innowacyjność, ale lojalność i podporządkowanie linii firmy.
Zwykło się wywodzić "narodową" zdolność Polaków z czasów PRL-u, kiedy to pierwszym przykazaniem było "nie wychylać się". Podstawową komórkę spoleczną stanowiła rodzina i rodziny nikt nie krytykował, młode małżeństwa dostawały talony na pralki, a i teraz doplaty do kolejnych dzieci, choć niewielkie, istnieją i każdy u nas zrozumie ekspresję emocji pod warunkiem, że ograniczą się do rodziny.
Zupełnie inaczej rzecz ma się z prezentacją emocji poza akceptowanym zakresem. "Dlaczego płaczesz? Gdyby to ojciec ci zmarł albo matka, możnaby to zrozumieć, a to tylko prezydent, no była katastrofa, ale z tego powodu płakać?!" Pan Sobola został zwolniony z PR3, bo uczestniczył osobiście w uroczystościach poświęconych zmarłym w katastrofie smoleńskiej. Gdyby poszedł na mszę za swoich zmarłych rodziców, nikt nie miałby do niego pretensji. Również za czasów socjalizmu uczestnictwo nawet milicjantów w przeróżnych uroczystościach religijnych było akceptowane - przymykano oczy, wystarczyło, aby milicjant udał się ochrzcić dziecko do odległej od miejsca zamieszkania parafii. Co innego, gdyby uczestniczył w chrzcinach osoby niespokrewnionej. Tak jest i teraz. Bo nie było dobrze widziane uczestnictwo osób publicznych, choćby słynnych już aktorów w czuwaniu przed Pałacem Prezydenckim, a tym bardziej wypowiadanie przez nich jakichś osobistych poglądów. Poglądy to można mieć w domu, a najlepiej nie mieć żadnych, po co się narażać. Lepiej milczeć, skoro nie chodzi o najbliższą rodzinę.
Do wszystkiego można się przyzwyczaić, niech nam tylko dadzą spokój w czterech ścianach. Bo u nas nawet komunizm był łagodniejszy, niż choćby w Chinach. Można było mieć tyle dzieci, ile kto chciał. Aż dziw, że nawykli od dziesięcioleci do funkcjonowania "w granicach prawa", do przeczekiwania i ustepowania, do pomijania tematów niepotrzebnych w trosce o spokoj własny i rodziny Polacy zdobyli się na rok 1980! Zresztą zaraz był 1981 i matki paliły ulotki w piecach, wyrzucały do śmietników.
Od kilku tygodni postepuje proces przyzwyczajania do wersji, że katastrofę spowodowały osoby lecące Tu154 i akceptacji kolejnych poczynań Bronisława Komorowskiego. Zaledwie kilka tygodni temu konstytucjonalista Winczorek przestrzegał pełniącego obowiązki prezydenckie, że byłoby lepiej, aby ten powstrzymał się podczas czasowego sprawowania funkcji od wiążących rozstrzygnięć, wśród których wymieniał wybór szefa NBP. Tymczasem już teraz Komorowski rekomenduje na to stanowisko Marka Belkę i zamierza poddać jego kandydaturę pod głosowanie. Premier Donald Tusk chwaląc wybór podkreśla, że Komorowski wybrał człowieka spoza partii PO. A ja mam dej vu. Jaki Komorowski? Jaki ... Belka?!
Mam "wrodzoną" zdolność adaptacji, ale mam również prawo wyboru i chcę je zachować. Wolność to autodeterminacja.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)