Rosyjska telewizja państwowa przekazała onegdaj swoim widzom informację, że na stenogramach rozmów w kabinie samolotu prezydenckiego przekazanych polskiemu MSWiA widnieje klauzula "Nie do rozgłaszania". Telewizja tłumaczy decyzję ministra Millera o ich publikacji na stronach ministerstwa pragnieniem położenia kresu wszelkim spekulacjom wokół tej tragediii dowodzi , że decyzję można częściowo zrozumieć.
Jednocześnie zawiadamia, że Rosja oficjalnie nie potwierdziła autentyczności stenogramów. Wprawdzie nie wiadomo, kiedy okazały się niepotwierdzonymi - przed czy dopiero po ich publikacji.
Moje pytania brzmią: po co MAK przekazała polskiemu ministerstwu dokumentację, za której autentyczność nie ręczy? Czy minister Miller wiedział odbierając stenogramy, że istnieją wątpliwości odnośnie ich autentyczności? O jakiej autentyczności mowa, skoro wiadomo, że są to kopie, w dodatku brak na nich podpisu jednej z odsłuchujących je osób? I dalej: czy, a jesli, to kiedy planuja przekazanie kolejnych stenogramów, tym razem o autentyczności potwierdzonej? Jaki numer bedzie wówczas na nadruku?
Ale w takim razie po co Miller brał tę "pierwszą wersję" (według nadruku na kolejnych stronach stenogramów), choć tym bardziej po co Rosjanie mu ją dali?
Nie w celu upublicznienia, skoro opatrzyli je klauzulą "nie do rozgłaszania". Nie w celu badań, bo do badań służą płyty, też zresztą kopie; poza tym po co badać coś, co nie ma "potwierdzonej autentyczności"? Podobno miały zostać udostepnione RBN - czy nie byłaby to forma rozgłaszania? Rosyjska telewizja państwowa częściowo rozgłaszanie rozumie, ale za to chyba całkowicie oczywiste i transparentne jest dla niej, że MAK wydał oficjalnie, bo osobie urzędowej - ministrowi SWiA Millerowi materiały, za których autentyczność nie ręczy.

Obrazek Pescenniusza (z edycji Silent Huntera)


Komentarze
Pokaż komentarze (60)