Bronisław Komorowski zadeklarował, że "nadszedł czas, aby zakończyć naszą misję w Afganistanie". Komorowski jest obecnie Zwierzchnikiem Polskich Sił Zbrojnych. Przez obietnicę Komorowskiego zginął polski żołnierz, a dwóch innych zostało rannych, bo Talibowie przypuścili regularny atak rakietowy na polską bazę. To nie zbieg okoliczności, bo nasilenia ataków po takich deklaracjach miewały już miejsce; taki błąd popełnił m.in. Zappatero narażając życie żołnierzy hiszpańskich.
Zappatero mógł nie wiedzieć, że jego deklaracja odniesie taki skutek. Ale Komorowski wiedział, bo miał świeży przykład z Zappatero. Wiedział albo powinien był wiedziec, że wobec trwania rozmów pokojowych, do których nie zaproszono Talibów, w Afganistanie panuje obecnie i tak wzmożony niepokój. Powienien wiedzieć, że dzień przed jego deklaracją Klich odpowiedział odmownie na apel NATO o dosłanie szkoleniowców polskich do ćwiczeń z miejscową ludnością. Dla doraźnej korzyści naraził życie polskich zołnierzy, powodzenie samej misji i status Polski w NATO.
Wieczorem w dniu ostrzału bazy Klich zwołał pośpieszną konferencję, na której zapowiedział, że o żadnym pośpiesznym wycofaniu nie może być mowy. Przedwczoraj po 22.00 - najwcześniej, jak tylko mógł nie przerywając kampanii - Komorowski pojechał osobiście do Afganistanu aby "odkręcać" wypowiedziane słowa. Podkreślił tam, że ewentualna decyzja o wycofaniu będzie uzależniona od NATO.
Żołnierze polscy w Afganistanie nie zagłosowali na Komorowskiego. Choć dla każdego jest oczywiste, ze nikt, a najmniej oni, nie pragnie pozostawać na misji w nieskończoność.
Bronisławowi Komorowskiemu w deklaracjach o końcu misji towarzyszył Donald Tusk.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)