Mimo, że w cieniu tragedii smoleńskiej, kampania przed pierwszą turą wyborów prezydenckich przebiegała w atmosferze pewnej swobody, w wystapieniach i wypowiedziach stron oraz ich zwolenników pojawiała się wprawdzie irytacja, ale różne uwagi z obu stron były traktowane z przymrużeniem oka, obracane w żart i najcięższe działa nie były wytaczane. Teraz to zdaje się zmieniać.
Czy dlatego, że PO była przekonana o znacznie większym poparciu dla Bronisława Komorowskiego, niż okazało się w rzeczywistości, czy zwyczajnie, bo teraz wynik rozstrzygnie się ostatecznie, partia emanuje powagą, która mogłaby byc pożądana, gdyby dotyczyła spraw ważnych dla państwa, a nie realizacji strategii pijarowej. Janusz Palikot opowiada o zabójstwie Jarosława Kaczyńskiego i nawet w jego ustach nie brzmi to lekko, choć wypada się domyślać, że to taki żarcik w kampanii. Donald Tusk wygłasza niesłychanie ostre przemówienie w trakcie konwencji PO, formalnie świetne, ale niedostosowane do okoliczności i bohaterów; niepotrzebne krajowi, który dopiero co przeżył powódź i utratę najwyższych władz państwowych o różnych orientacjach politycznych. Przemówienie stosowne, gdy wróg u bram, bo dzielące, niestosowne w stonowanej kampanii kandydata, którego hasłem jest "Zgoda buduje".
Obie strony walcza teraz o poparcie elektoratu lewicy, Bronisław Komorowski po sygnale o wycofaniu wojsk (z tej koncepcji sam musiał pośpiesznie się wycofać) wymienia nazwiska osób, które zdecydowały sie udzielić mu poparcia, Jarosław Kaczyński deklaruje odwilż w relacjach z lewicą. Stronnicy Kaczyńskiego powstrzymali się od atakowania Komorowskiego z powodu skandalu, jaki wywołał deklaracją o końcu misji, za to zwolennicy, koledzy z klubu, a nawet prezes Tusk ostro atakują Kaczyńskiego za słowa o sympatii dla lewicy - może dlatego, że Napieralski wypomniał Komorowskiemu, iż ten chciał wyprowadzać Polskę z NATO. PO nie stawia na Napieralskiego, który jest przewodniczącym SLD, ale nie przeszkadza mu poparcie Jaruzelskiego, Dukaczewskiego czy Urbana albo Kalisza. Albo Olejniczaka, co widać tu, na s24. Przypominają się słowa Tuska z czasów powstawania PO "na platformę tylko indywidualnie".
Trochę zabawnie było przy okazji "wyroku" dotyczącego niejakiego kłamstwa Kaczyńskiego w sprawie prywatyzacji szpitali. Komercjalizacja tak, prywatyzacja nie. Teraz nie, kiedyś tak. Dobre i to.
Ale generalnie również wśród zwolenników PiS zapanowała powaga, nie widać żarcików - przynajmniej tu, na s24, bo jakoś umilkł "niewolnik własnych genów", nie widać "pescenniusza". A przecież największy dramat już się rozegrał przed prawie trzema miesiącami.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)