Już chyba nie ma o czym pisać, wszystkie argumenty zaistniały; nikt nie przekona mnie ani ja nie przekonam nikogo. Zreszta po co przekonywać, niech każdy odpowiada za swój głos, żyjemy we wspólnej Polsce. Żałuje tylko jednego: że w ubiegłych wyborach parlamentarnych zagłosowałam na przedstawiciela PO. Żałuje tego, bo wtedy była szansa, którą nie wiem, czy uda sie powtórzyć. A zagłosowałam nie dlatego, aby ta partia zaczęła mi sie nagle podobać, choc jednak myślałam, że jest lepsza, niż okazała się po objęciu władzy. Wtedy po prostu mnie zirytowali; nawet nie cały PiS, tylko konkretnie: Jarosław Kaczyński. Zagłosowałam w emocjach nie przyznając sie do tego hucznie. Teraz wszystko wskazuje, że Jarosław odrobił lekcję, stał sie uważny.
Szkoda trochę, że najbliższe wybory nie wyłonią Parlamentu, z drugiej strony rozstrzygną, co stanie się z urzędem opuszczonym nagle przez Prezydenta RP, który zginął w tragedii smoleńskiej. Uważam, że Bronisław Komorowski byłby żartem z tego stanowiska, najwyższego urzędu państwowego w ... mojej pieknej Polsce. To demokratyczne: wolą ludu każdy może kandydować na urząd prezydenta. Ale nie każdy musi tym prezydentem zostać.
Nie chcę obstawiać wyników, zbyt poważnie traktuję obecnie instytucję Państwa, choć nie należę i nigdy nie należałam do żadnych partii, a aktywność społeczną podejmowałam doraźnie. Lech Kaczyński pokazał, że nudne biurokratyczne zależności i uciążliwość aparatu państwowego mogą przepuścić człowieka, który nie zatracił swoich przekonań. Zaprezentował patriotyzm, jaki z obowiązku cechuje głowy państw innych, niż dawnego bloku socjalistycznego w naszym regionie. Nie wstydził sie polskości - on ja kultywował. Uczył historii i poczucia dumy narodowej pokolenie bezideowe, zapatrzone we wzorce kultury nawet jesli nie masowej, to równiez nie rodzimej; uważające za zbędne zajmowanie sie przeszłością, omijające na półkach ksiegarń pozycje sygnowane polskimi nazwiskami. Ja wcześniej przeczytałam Vonneguta, niż sienkiewiczowską "Trylogię", od polskiej znałam lepiej literaturę iberoamerykańską, ale to nie tylko ja jedna taka i nie tylko literatura, bo nawet utwory ludowe polskie są "obciachem", ale już szkockie czy irlandzkie stanowią popularny folk. Pamiętam czasy, kiedy do dobrego tonu należało jeździć na granicę i zbierać piosenki łemkowskie, ale nikt nigdy nie chciał zbierać prawdziwych polskich piosenek ludowych, choć Chopin czerpał z nich bez oporu w czasach sprzed socjalizmu. Nawet teraz nieliczne istniejące kapele ludowe, które wykonują piosenki polskie, są cenione za granicą, ale w Polsce nikt ich nie słucha. Codzinnie przechodzimy obok pomników nie wiedząc nawet, komu są poświęcone, nie znamy wydarzeń, ktore rozegrały się kiedyś w miejscu, w którym żyjemy.
Patriotyzm, własna kultura i historia to wartości zapomniane, które Lech Kaczyński przypominał w znacznie wiekszym zakresie, niż jego poprzednicy; jemu na nich rzeczywiście zależało. Przypuszczam, że nieświadomie tkwimy wciąż w "filozofii" bazy i nadbudowy - baza to nie zwracać uwagi na na wszystko inne poza pracą, snem, rodziną i rozrywką od czasu do czasu, w tym na kraj, w którym przyszło nam sie urodzić . W "bazie" tkwi kariera, w tym polityczna - w społecznym odbiorze podobna do urzędniczej. No to kogo obchodzi, kto dostanie posady posłów czy prezydenta poza samymi zainteresowanymi? I tak wszystkich "ich" nie interesuje nasze dobro, dobro Polski. Nadbudowa to zainteresowania, to, co nie przynosi wymiernych korzyści. Lech Kaczyński łączył politykę z zainteresowaniami, przekonaniami; nie zatracił ich. W jego postawie nie było widać tego marksistowskiego rozgraniczenia. Mam przekonanie, że Jarosław Kaczyński nie "walczy" o urząd prezydenta dla zaszczytów, pensji czy zaspokojenia rządzy władzy. Wydaje się, że teraz w nim jednym są obaj, choć takie wrażenie to uproszczenie.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)