Kiedy poruszy mnie jakiś temat, kontynuuję go nie dlatego, abym cierpiała na "lepkość myśli", nerwicę natręctw czy itp.; nawet nie dlatego, aby wątek dotarł do jak najwiekszej liczby osób, które zdecudują się "kliknąć" link z mniej czy bardziej frapujacym tytułem, ale aby doczekać się reakcji, znaleźć odpowiedź na pytanie, jak coś, co bulwersuje, mogło w ogóle zaistnieć. Nawet, jeśli "tylko" w publicznym dyskursie. Ów dyskurs zastępuje zresztą merytoryczna argumentację, wypiera konkrety; fakty medialne stają się bardziej znaczące od realnych działań, bo wpływaja na ogląd rzeczywistości, kształtują poglądy obywateli.
Mój pogląd na metodę wykazywania istnienia dwu Polsk, aby odpowiedzialnością za wykreowane zjawisko obarczać opozycję polityczną jest jak najbardziej negatywny. Ja sobie takiego wpierania nie życzę! Zagłosowałam na Jarosława Kaczyńskiego, ale doprawdy nie czuję się obywatelką innej Polski, niż ci, ktorzy poparli Bronisława Komorowskiego. Mogę sie z nimi nie zgadzać w kwestii tego wyboru i mam do tego pełne prawo. Ale protestuję, zdecydowanie!, przeciwko wpieraniu mi wrogości wobec pokoju, spokoju czy nawet drogi do polskich marzeń. Mam prawo do marzeń o pięknej Polsce, ale nie zgodzę się iść poboczem drogi, gdy zwolennikom Bronisława Komorowskiego obecny elekt zarezerwował jej środek w deklaracjach przedwyborczych. Na pewno nie uczestniczę w żadnej wojnie, nigdy nie uczestniczyłam i zwyczajnie nie życzę sobie, aby fakt, że nie zagłosowałam na Komorowskiego dawał mu prawa do przedstawiania mnie jako winowajczynię wybuchu rzekomej wojny pomiędzy Polakami.
Pisze te slowa zupełnie serio, bo uważam, że powinna istnieć jakaś granica. Kiedy Jarosław Kaczyński mówił o tych, którzy stoja po stronie ZOMO, odnosił się do autorów prowokacji z taśmami Beger. Wynika to jasno z całości tamtego jego przemówienia. Bronisław Komorowski i jego zaplecze polityczne mówi wyraźnie o mnie, ja tych słów nie umiem inaczej zrozumieć. Bo skoro on nawołuje do zgody jednoczesnie bolejąc nad wojna polsko - polską, to tym samym przyznaje, że nie on te wojnę wywołał. Bronisław Komorowski nie przeprasza ... nie przeprosił nikogo, czyli nie czuje sie winny; on wskazuje winowajców: 8 milionów Polaków, którzy zagłosowali na jego konkurenta w drugiej turze wyborów prezydenckich.
Ja mieszkam w jednej Polsce, w tej samej, co inni Polacy i nikt ze znajomych, którzy zagłosowali inaczej, niż ja, nie ośmieliby się powiedzieć mi, że już do jego Polski nie należę. Polacy wiedzą więcej o demokracji, niż Bronisław Komorowski, ale jego zwolenników przekonał widać, że gdzieś istnieja jacyś mityczni "obcy" zgromadzeni wokół Demiurga o nadzwyczajnej mocy, przed którym muszą strzec się za wszelką cenę. Niestety nie mogę wykluczyć, że niektórzy z nich uwierzyli, iż przedstawianie opozycji jako demonicznych wrogów i odmawianie jej prawa do uczestnictwa we wspólnym kraju jest uprawnione.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)