weronka weronka
62
BLOG

Przecież dziś 10 lipca

weronka weronka Polityka Obserwuj notkę 18

Godzina 19.30. Parkuję przy Królewskiej, przechodzę przez park na Plac Pisłudskiego. Na placu pusto, po chwili pod krzyż podjeżdza kilkoro rowerzystów w wieku średnim. Zatrzymują się, zapalają lampkę - jest ich tam zaledwie kilka, a potem wsiadają na rowery i jadą pod pałac Prezydencki. Idę za nimi.

Ciepłe popołudnie, na ulicach pełno spacerujących par, rodzin; zdarzają się obcokrajowcy. Wszyscy przechadzaja się Krakowskim Przedmieściem. Na chodniku, na ulicy ciemne plamy po stearynie. Sa wszędzie. Im bliżej Pałacu, tym więcej ludzi: stoi grupka, przechodnie zatrzymują się na chwilę, inni idą dalej, bez komentarza, bo wiadomo.

- Dlaczego ci ludzie tam stoją?

- Przecież dziś 10 lipca.

- Acha.

Wejście do Pałacu zagrodzone, ale nikt nie broni palić lampek, składać kwiatów. Lampki poczatkowo były układane w kształcie krzyża, ale z czasem (jestem tam trochę) tworzą rozszerzająca sie plamę światła.Niedaleko krzyża są ustawione stojaki, na których umieszczono zdjęcia Lecha Kaczyńskiego, zdjęcia z pogrzebu, z Okęcia.

- Widzisz to zdjęcie? Pamiętasz, jak tu dużo lampek było, byliśmy tu wtedy.

- Nie.

- Przypomnij sobie Weronka, byliśmy tu razem, pamietasz?

- Nie.

Ojciec i córka, lat około 4.

Leżą wieńce, kartki: podziekowanie od studentów Lecha Kaczyńskiego, od maturzystów, modlitwy do Jerzego Popiełuszki. Pojedyncze kwiaty zatknięto za słupki stojaków.

Przed oddzielona częścią rozmowy. Jakiś pan pokazuje wciąż nowym osobom zrobione przez siebie zdjęcia, chyba z Wołynia. Krąży list w sprawie nieprawidłowości w dochodzeniu w/s katastrofy smoleńskiej, ale kserówka; nikt nie zbiera np. podpisów pod nim.

- Dlaczego funkcjonariusze BOR na miejscu, w Katyniu, nie mieli broni?

- A nie mieli?

- Nie. Broń mieli tylko ci, którzy lecieli z Prezydentem. Proszę sprawdzić, pisał o tym "Nasz dziennik".

Młody człowiek, około dwudziestu lat.

Sporo osób spośród przychodzących na chwilę robi zdjęcia. Ja zresztą też, znów zainteresował mnie ruch, napływ. Byłam tam trochę, przeszłam się Krakowskim Przedmieściem, kupiłam pączka (w tej restauracji było sporo panów w białych koszulach i dżinsach zgromadzonych wokół wina w promocji - hm, też dżinsy i bluzka biała trafem...), potem postałam oparta o przeciwległy budynek zgodnie z przeznaczeniem, którym jest krzewienie kultury, sączący mazurki chopinowskie. I znów podeszłam do grupy.

Podchodzili nowi od pustszej lewej strony, młode osoby pojedynczo i parami z aparatami i komórkami ustawionymi na kamerę; stali zamyśleni, ale sporo z nich wkrótce odchodziło spoglądając niechętnie na stronę przeciwną, gdzie ulokował się samozwańczy zespół modlitewno - pieśniarski powtarzając niezbyt melodyjnie wciąż te same dwa albo trzy teksty przez kilka godzin. Nikt nie zwrócił im uwagi, nie odezwał się niegrzecznie - wszyscy rozumieli stosowność modlitwy, ale dla różnorodności środków wyrazu pasowaliby tam również bębniarze, poezja śpiewana albo grupka rockowa, nawet  bardzo mała. Poszli przed 22.00, a wtedy ktoś włączył magnetofon z pieśniami żałobnymi i wypowiedziami na temat katastrofy. I wtedy jakoś tak wyszło, że weszłam w dłuższy dialog. (Ludzie rozmawiali z nieznajomymi całkowicie odruchowo; nikt sie  nie przedstawiał).

- Dlaczego ona mówi, że nie mam prawa tu stać, skoro czytam Gazete Wyborczą?

- Ma pani prawo tu stać, on był naszym Prezydentem, wszystkich Polaków.

- Widzi pani, jaki ten elektorat Kaczyńskiego?!

- Ja też należę do elektoratu Kaczyńskiego.

- Ja znałam kilka osób z tej katastrofy, z jedna rozmawiałam przed wylotem! A oni mi mówią, że nie mam prawa tu stać!

- Ludzie różnie reagują, może ta pani ma żal o to jak był traktowany Prezydent, który potem zginął. Trzeba rozumieć emocje.

- Właśnie, co to za dzielenie na dwie Polski, czy na A i B, przeciez Polska jest jedna, pani nie pamięta, bo to historia, ale ja uczestniczyłam w tamtych wydarzeniach, zresztą jestem historykiem...

- Ależ oczywiście, że jest jedna Polska! Zawsze była.

- No to dobrze, że w tym się zgadzamy. Ale śledztwo w sprawie katastrofy musi przecież trwać, a oni ciągle krytykują i chcą wyników, choć upłynęły dopiero trzy miesiące.

- Rzecz w tym, że moznaby poczekać, gdyby było prowadzone solidnie, a jest poniżej wszelkiej krytyki. To, co robią Rosjanie, urąga podstawowym regułom, te znalezione przez turystów rzeczy, nie chcą oddać samolotu, a przecież jest własnością Polski, my go kupiliśmy, jest nasz! Jak wyjaśnić katastrofę, kiedy brak podstawowych materiałów?

- Ale też w społeczeństwie jest niechęć do Rosjan, zakorzeniona, zadawniona. Co by nie zrobili, i tak powiedzą, że źle.

-  Nie zgadzam się, kto by nie był, w jakim by się to kraju nie stało, śledztwo jest po prostu skandaliczne.

- No to w tym się nie zgadzamy. Słyszała pani, Amerykanie mają nagranie rozmowy Kaczyńskiego z bratem, jak udostepnią, sporo się wyjaśni. Ale nie chcą udostępnić.

- Ale co się wyjaśni? Poza tym co Rosjanie zrobili z telefonem satelitarnym z samolotu, nie musielibyśmy prosić Amerykanów? Znów zgubili? O tym mówię.

- Już wpół do dziesiątej, musimy iść. Do widzenia i wszystkiego najlepszego.

- I wzajemnie. Do widzenia.

Postałam jeszcze chwilę, jakoś nie mogłam stamtąd odejść. Wciąż odchodzili, ale i napływali nowi. Po 22.00 tłumek zaczął rzednąć. Odchodzili najwytrwalsi, których zastałam przychodząc. Odjeżdżali na rowerach. Wreszcie poszłam i ja. Do restauracyjnego "ogródka", na kawę i sałatkę z widokiem na Pałac. Nabyłam jeszcze kanapkę 'na wynos", podeszłam na ostatnią chwilę. Nie liczyłam, ale wtedy było jeszcze ponad trzydzieści osób. Ostatnie spojrzenie na poplamiony bruk. Zupełnie pusty Plac Piłsudskiego. Trafiłam na zmianę warty w remontowanym Pomniku Nieznanego Żołnierza.

 

 

  

weronka
O mnie weronka

Apel Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010 Cytaty: "Komuna zaś, odkąd się stała lewicą jest demode" Stary ŚWIĘTA DLA POWODZIAN

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Polityka