Każdemu zdarzy sie nie cierpieć czegoś lub kogoś. Czasem są to uprzedzenia irracjonalne, kiedy indziej zapożyczone od osób uważanych za autorytety czy przejęte z powodu ich powszechności w danej grupie, do której "nie cierpiący" się zalicza. Bywa i tak, że niechęć ma rzeczywiste, istotne podstawy. Może wypływać z wieloletnich doświadczeń wynikających z bezpośredniej znajomości kogoś, czyjegoś nagannego zachowania w konkretnej sytuacji, gruntownego i przykrego kontaktu z czymś. Wówczas jest to wiedza praktyczna, zdobyta a posteriori w odróżnieniu od a priori, jak pozwolę sobie skrócić korzystając z ubogiej znajomości terminologii specjalistycznej.
Rozróżnienie tyleż istotne - choc może potraktowane nieco inaczej, niż w tradycyjnym rozumieniu - co wygodne z przyczyn metodologicznych. Bo można spierać się o dedukcję, niekoniecznie dotyk. Można szermować tu: przywiązaniem do idei liberalizmu lub przeciwnie bezpieczeństwa socjalnego, solidaryzmu społecznego. Ale a priori nie wytrzymuje próby praktyki, kiedy, aby podać przykład, słowom dotyczącym wolności gospodarczej przeczą działania zmierzające do podwyższenia podatków.
Poznanie metodą a priori to lektura programów wyborczych, wysłuchiwanie tysięcznych wystapień; również czerpanie wiedzy o rewersie czyli dajmy na to, oponencie politycznym, z narracji tych, których poznając a priori się wybrało.
Można a priori obdarzać zachwytem, można i nie cierpieć. Ta metoda zdaje się, dla mnie paradoksalnie i zaskakująco, znajdować w dzisiejszych czasach większe uznanie człowieka od prostego: sprawdzam metody a posteriori. Kiedyś człowiek był zainteresowany konkretem, chciał dotknąć, zobaczyć; całą rewolucję przemysłową, rozwój techniki czy szerzej nauki, oparł na doświadczeniu. I w dziedzinach naukowych badania nadal stanowią podstawę uzyskiwania wiedzy.
Ale poza nauką doświadczenie staje się coraz mniej cenne; we wzrastającej ilości dziedzin, sfer wnioskowania człowieka. To może wynikać ze względnego dobrobytu, który i niegdyś skłaniał arystokrację do marzycielskiego spojrzenia na świat, jednak ta arystokracją ginęła, bo jej wizja świata odbiegała od codziennego życia, od fundamentu, które jednak wymaga oglądu a posteriori. Podbnie ginęły cywilizacje, kiedy zajęły się konsumpcją dóbr głuchnąc na głosy, które zagrażały odebraniem im poczucia "świętego spokoju". Świat miał być taki, jak tego chciały, niestety prędzej, czy później okazywał się inny. Zwykle zbyt późno.
Wybierając metodę poznania a priori człowiek współczesny krańcowo niechętnie godzi się na "ściąganie" do poziomu a posteriori - niższego w jego ocenie, bo nade wszystko ceni możliwości swojego intelektu, więc nie chce zgodzić się na wykazanie mu braku racji prostym postawieniem naprzeciwko faktu. To jakby kazać mu obudzić się z pieknego snu, ktory pragnie śnić nadal. Zwłaszcza, że mamy Erę Wodnika.
Kiedy nastapi pobudka, a jednak nastąpi, będzie usiłował jak najszybciej znów zapaść w kolejny sen.
Zalety a posteriori nie są jednoznaczne, bo również w świecie faktów można mówić o wielu warstwach. Jednak sympatie i antypatie wynikające z oglądu tą metodą są bardziej złożone, w rzeczywistości trudniejsze, za to wydaje się, że mniej zagrażające pomyłką. Ścisłe trzymanie się metody a posteriori pozwala na zmiany konkretnych zapatrywań zależnie od rzeczywistych wydarzeń, metoda a priori w postaci izolowanej tego nie zapewni.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)