1 obserwujący
1 notka
315 odsłon
  223   10

Opowieści około morskie

image             Opowieści około morskie.

                                                                                        Kpt. Marek Malcher


Na mostku każdego oceanicznego statku jest wydzielone specjalne miejsce na bibliotekę. Składa się na nią kilkadziesiąt pozycji zawierających podstawowe informacje dotyczące światowej żeglugi. Jest atlas pływów, jest kilkutomowe wydawnictwo „Radio Signals” dotyczące procedur radiowych portów całego świata. Jest Nautical Almanac - rocznik astronomiczny, są jeszcze czasem tablice astronomiczne do określania pozycji z gwiazd. Jednak najwięcej miejsca zajmuje „Sailing Directions” czyli Locja, monumentalne, około 80 tomowe (dokładnie to 72 tomy, w tym kilka podzielonych na części) dzieło Admiralicji Brytyjskiej.  Te 80 tomów zawiera dokładny opis znaków nawigacyjnych, niektóre ogólne przepisy prawne dotyczące żeglugi, ale przede wszystkim dokładny opis wybrzeży całego świata. Oczywiście są też locje wydane przez poszczególne państwa - my wydajemy Locję Bałtyku. Swoje opisy wybrzeży mają Amerykanie, Rosjanie i wiele innych krajów. Ale podstawą są „Sailing Directions” Admiralicji. Oczywiście nie każdy statek ma na mostku wszystkie tomy,  ale musi mieć poprawioną, aktualną wersję locji na te fragmenty globu, które odwiedza. Sprawdzane jest to w czasie corocznej inspekcji statku przez towarzystwa klasyfikacyjne i ubezpieczeniowe.
27 grudnia 1831, gdy w Królestwie Polskim od dwu miesięcy trwały rosyjskie represje po przegranym Powstaniu Listopadowym, w odległym o 1200 kilometrów na zachód Plymuth żegnano odpływający w trzyletnią podróż badawczą HMS „Beagle”. His Majesty Ship „Beagle” był dziesięciodziałowym slupem wojennym, zwodowanym w 1820 roku. Okręt Royal Navy, mimo wyposażenia, nie brał udziału w wojnach Imperium. Został natomiast statkiem badawczym i tego dnia wybierał się w druga, zaplanowaną tym razem na trzy lata podróż.
Statek miał wyporność 235ton, długość 27,5 m, szerokość 7,5metra i zanurzenie 3,5m.  Kapitan statku Robert FitzRoy dowodził w tym rejsie 74-osobową załogą.  FitzRoy, na zaplanowaną na trzy lata podróż zgodził się przyjąć i dzielić kabinę z młodym człowiekiem, który miał zajmować się badaniem przyrody. Zgoda kapitana na współpracę z młodzieńcem nie była bezwarunkowa i nie nastąpiła natychmiast. Przyrodnikiem na statku miał być początkowo wieloletni przyjaciel dowódcy okrętu, który jednak kilka tygodni przed wypłynięciem zrezygnował z wyprawy. Młody człowiek, który oprócz tego, że był utrapieniem swojego zamożnego ojca lekarza, wpływowym przyjaciołom znany był głównie z kilkukrotnej zmiany kierunku studiów oraz z pasji kolekcjonowania okazów flory i fauny. Kapitan FritzRoy początkowo kategorycznie odmówił zabrania młodzika na pokład, zmienił zdanie dopiero po dwugodzinnej rozmowie z 22-letnim aplikantem. Tak zaczęła się pięcioletnia podróż, która, jak napisał po latach któryś ze starszych krewnych Karola Darwina (bo o nim tu mowa), uchroniła go przed spędzeniem życia jako próżniak.   
Jednak to nie twórcą teorii ewolucji mam zamiar się dalej zajmować. Postać Karola Darwina, jednego z najsławniejszych uczonych świata, jest opisana w co najmniej kilkudziesięciu biografiach i książkach.
Z powodów całkowicie osobistych - prawie 40 lat na morzu (w tym 23 lata kapitanowania) - mam zamiar pisać dalej o kapitanie Robercie FitzRoy, a wielki uczony pozostanie tu tylko tłem.
Pięć lat na statku. Ja raz spędziłem na statku rok - jako I oficer.  Wróciłem do kraju i stwierdziłem, że zastana rzeczywistość dość istotnie rożni się od tej, którą sobie na statku tworzyłem we własnej głowie.
Pięć lat w tej samej kabinie: spójrzmy na wymiary HMS „Beagle” i na ilość członków załogi; kabina pierwszego po Bogu musiała być daleka od apartamentu jakim jest kapitańska kabina na dzisiejszym dużym statku.
 Pięcioletnie wspólne przebywanie na malutkim „metrażu” wymuszało na tych dwóch mężczyznach jedną z możliwości – przyjaźń lub nienawiść. Na szczęście obaj panowie wybrali to pierwsze. Chociaż łatwo nie było: duża awantura nastąpiła już w pierwszym porcie w brazylijskiej Bahii. Młody Karol, który spędzał na lądzie każdą godzinę po zakotwiczeniu statku, był świadkiem polowania na niewolników. Po powrocie na statek wylał na kapitana całe swoje - słuszne – moralne oburzenie. „Hot Cafée” (bo z racji jego porywczości tak nazywano kapitana Roberta) nie pozostał mu dłużny i najpewniej zwymyślał młodego człowieka za idealistyczne i rewolucyjne (wówczas) poglądy. Awantura była gwałtowna i krótka.
Zachowując wszystkie proporcje, czytając o tym przypomniał mi się rozładunek cementu, który jako I oficer nadzorowałem w 1989 roku w porcie Chittagong w Bangladeszu. Otóż po wyładunku worków z ładowni przez dorosłych, do zbierania rozsypanych resztek do ładowni weszły dzieci - sądzę, że najmłodsze miały około 9 lat. Brodziły w cementowym pyle i ładowały resztki cementu szufelkami do worków.
Byłem bliski zatrzymania wyładunku. Nie zrobiłem tego, bo przypomniałem sobie poprzedni wieczór, kiedy to po wyjściu za bramę portu natychmiast otoczeni zostaliśmy przez las wyciągniętych rąk żebraków. Uzmysłowiłem sobie, że te pracujące tu dzieci mogą być jedynymi żywicielami rodziny. Uzmysłowiłem sobie także całkowitą bezsensowność takiego gestu. Kapitan najprawdopodobniej przywróciłby rozładunek statku w ciągu kilkunastu minut. Ja zaś mógłbym się przygotowywać do powrotnego lotu do domu najbliższym samolotem. Ale cóż - młodość ma swoje prawa, a jednym z nich jest marzenie o świecie nieskazitelnym moralnie.
Obaj panowie byli całkowicie pochłonięci swoją pracą. Karol na lądzie zbierał okazy fauny i flory, a także zajmował się badaniami geologicznymi. Zebrane okazy i skamieliny wysyłał natychmiast każdym możliwym sposobem do Anglii.
Przyglądał się też pracy kapitana. Ten  niestrudzenie opisywał każdy fragment wybrzeża – statek badał południowe krańce Ameryki Południowej. Patagonia, Ziemia Ognista - „Beagle” wchodził do każdej zatoczki, wysyłał szalupy, aby penetrować je jak najdalej – badano głębokości co kilka metrów, starano się poznać godziny i częstotliwość przypływów i odpływów, siłę prądów, wszystko to nanosić na białe, niezapisane połacie ówczesnych map.
Karol w swoich listach do Anglii parokrotnie pisze o pracującym „ponad ludzkie siły” kapitanie. Istotnie, podczas gdy młody przyrodnik w czasie morskiej żeglugi przeważnie leżał na łożu boleści - do końca podróży dokuczała mu bowiem choroba morska - kapitanowi pozostawała żegluga (napędem statku były wyłącznie żagle) na burzliwych wodach w okolicach przylądka Horn.
Praca nad siły w końcu zebrała swoje żniwo. Osłabienie fizyczne plus awantura z Admiralicją spowodowały, że kapitan podał się do dymisji.
Powodem awantury było zakupienie przez FritzRoya (z własnych funduszy) dodatkowego statku, który obsadzony oficerami z „Beagle” miał pomóc w badaniach na Pacyfiku. Kapitan już wcześniej wynajmował mniejsze jednostki do penetrowania małych zatoczek, tutaj jednak zdecydował się na zakup. Admiralicja uznała, że przekroczył swoje kompetencje. Awanturę zażegnała... załoga. Wystosowano oficjalną delegację oficerów statku do chorego kapitana i uproszono go o powrót na statek.  Wydaje mi się, że większej satysfakcji kapitan FitzRoy nie mógł otrzymać.
I tak przez pięć lat podróży dookoła świata obaj panowie realizowali swoje życiowe pasje. Obaj mieli wielki wkład w rozwój ówczesnej nauki.
HMS „Beagle” przybił do Falmouth w pierwszych dniach października 1836 roku. Droga powrotna była dla przyrodnika trudna. W jednym z ostatnich listów z okrętu pisze: „Brzydzę się morza, czuję wstręt do niego i do wszystkich statków które po nim pływają.”.
W chwili powrotu do Anglii Karol Darwin był już uznanym przyrodnikiem. Uczyniły to wysyłane do ojczyzny zbiory i dziennik podróży. Został natychmiast członkiem Królewskiego Towarzystwa Geologicznego. Wreszcie w 1859 roku opublikował swoje dzieło „O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego”, które dało mu pierwszoplanowe miejsce w historii nauki.
Mrówcza praca kapitana FrizRoya pozostała anonimowa na mapach Admiralicji Brytyjskiej i w opisach wybrzeży Ziemi Ognistej, Patagonii, Przylądka Horn i wysp Pacyfiku, które zalazły się w Sailing Directions, czyli w Locji obecnej dzisiaj na każdym oceanicznym statku.
 Jak potoczyły się dalej losy dowódcy „Beagle”?
W 1843 roku został gubernatorem Nowej Zelandii. Jego polityczna kariera nie okazała się sukcesem i po pięciu latach wrócił do Anglii. Tutaj odnalazł się w swojej największej pasji - meteorologii. W 1854 roku został szefem nowo utworzonego Biura Statystyk Meteorologicznych, z którego później powstał Biuro Meteorologiczne Admiralicji. Był twórcą służby metrologicznej Królestwa. Doprowadził do umieszczenia w portach rybackich barometrów swojej konstrukcji (niektóre przetrwały do dzisiaj!), a w 1860 roku do regularnych transmisji warunków pogodowych za pomocą telegrafu. W 1863 roku wprowadził system zakazu wyjścia statków w morze ze względu na zbliżający się sztorm. System ten, na skutek protestu właścicieli statków, zarzucono na krótko po jego śmierci. Przywrócono go jednak w 1871 na skutek żądań załóg statków rybackich, dla których awansowany do stopnia vice-admirała Robert FritzRoy był długo jeszcze bohaterem, który „ocalił wiele ludzkich istnień”.
Poglądy naukowe Wiceadmirała i Karola Darwina rozeszły się po publikacji „O powstawaniu gatunków”. Na którejś z wielu publicznych debat jakie wywołało dzieło Darwina, FritzRoy przemawiał z Biblią w ręku twierdząc, że „wierzy raczej Bogu, a nie człowiekowi”.
Różne poglądy naukowe nie zniszczyły jednak wzajemnej lojalności. W ostatnich latach życia FitzRoy coraz gorzej radził sobie z depresją i w 1865 roku popełnił samobójstwo. Po jego śmierci okazało się, że zostawił żonę i potomstwo bez grosza, wydając cały swój pokaźny majątek na potrzeby tworzonej służby metrologicznej. Jeden z jego przyjaciół zorganizował po śmierci specjalnych fundusz na rzecz jego rodziny. Zebrano kwotę równą prawie całemu dawnemu majątkowi zmarłego. Królowa Wiktoria, która podobno prosiła kapitana o prognozy pogodowe przed krótkimi podróżami morskimi, udzieliła rodzinie zmarłego gościnnie dożywotniego mieszkania w jednym ze swoich londyńskich pałaców. Wśród ofiarodawców wyróżnił się Karol Darwin, ofiarowując 100 funtów. Dodajmy, że jego dom, który zakupił dla licznej rodziny w centrum Londynu kilka lat wcześniej, kosztował około 130 funtów.
A jak „Hot Cofee” został zapamiętany przez historię?  Z pewnością nie został anonimowy. Jego nazwiskiem nazwano szczyt w Patagonii, rzekę w Zachodniej Australii, fregatę Royal Navy w czasie II wojny i superkomputer do przewidywania pogody w Nowej Zelandii.
Ale mimo wszystko pisze się o nim głównie jako o „kapitanie, z którym płynął Karol Darwin w swojej wielkiej podróży na „Beagle”.


Notka zainspirowana książką: Karol Darwin „Listy wybrane” Prószyński i S-ka, Warszawa 1999, przekład Teresa Opalińska, seria „Klasycy Nauki”.
       


Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura