Po mediach poszła plotka jakoby Andrzej Olechowski płacił za podpisy popierające jego prezydencką kandydaturę.
Sam kandydat dementuje plotki, choć nie wyklucza, że ktoś ze sztabu czyni rzeczy, których sam Olechowski bynajmniej nie autoryzuje i jeśli ktoś, kogoś na tym przyłapie, to Olechowski go bronił nie będzie.
Zastanawiam się jak to jest. Za podpisy płacić nie wolno – za to można dostać wyrok.
A za podpisy (a raczej skreślenia) przy urnie? Przecież tutaj to się dopiero odbywa handel!
Nie tam jakieś nędzne parę złotych za podpis ale np. trzy miliony mieszkań, sto milionów dla każdego, że o bliżej nieokreślonych „cudach”, tudzież pomniejszych łapówkach dla poszczególnych grup wyborców nie wspomnę.
Jeśli można dostać wyrok za piątaka zapłaconego za podpis pod kandydaturą, to za obietnice wyborcze (zwłaszcza na dużą skalę) to chyba czapa powinna być?
Nieprawdaż?
Żyjemy w bandyckim ustroju, nie ma co gadać.
Nie ma tu żadnego „prawa”, jest tylko „lewo”.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)