Ortodoks Ortodoks
68
BLOG

PO i PiS, czyli „My. Wszyscy Polacy”, cz.1

Ortodoks Ortodoks Polityka Obserwuj notkę 1

Kolega Xsior w jednym z ostatnich wpisów http://xsior.salon24.pl/177388,dwupartyjnosc-z-kraju-rad-czy-z-usa skoncentrował się na perspektywie tzw. „dojrzałej demokracji”. Ja, mając wcześniej zamiar popełnienia podobnej notki, wątek zasadniczo pominę (choć nie sposób od niego całkiem uciec), a zahaczę o inne ważne sprawy, które z tym się wiążą.
 
Oligopol PO-PiS jest faktem. Kiedy różni publicyści i politycy snują fantasmagorie o „zjednoczeniu się narodu” to mają na myśli przede wszystkim „zasypanie podziałów” między PO i PiS. Między reprezentowanymi przez nie elektoratami.
W tej logice nie ma miejsca na siłę trzecią, ani tym bardziej piątą czy dwunastą. Nawet SLD (bo PSL kieruje się sobie tylko właściwą, zupełnie niezależną logiką) praktycznie nie istnieje. Kiedy toczy się „poważna debata”, to musi brać w niej udział PO i PiS. SLD może co najwyżej podskakiwać wymachując rękami i głośno się dopominać: „my też, my też!”. Czasami nawet mu się udaje. PSL dopominać się nie musi, bo i tak przetrwa – to wynik tej odrębnej logiki. Ale PSL „wyżej wała nie podskoczy”.
 
Dlaczego oligopol istnieje?
 
Widzę cztery zasadnicze powody (kolejność przypadkowa):
1.Media i ich działalność
2.Ustawa o finansowaniu partii politycznych
3.Ordynacja wyborcza
4.Czynnik ludzki, czyli osobowości tworzące wzajemny punkt odniesienia.
 
Dziś o mediach…
 
Trudno powiedzieć jednoznacznie czy media oligopol PO-PiS wspierają dlatego, że taki jest realny podział poparcia w społeczeństwie, czy też został on wypromowany przez media i sprzyjające ustawy.
Może też jest to mechanizm, który sam systematycznie się napędza.
 
Można natomiast dokonać analizy kilku procesów, zdarzeń, faktów.
Pod koniec ub. roku główne media różnej proweniencji forsowały  przekaz dotyczący SD i Dorna (ktoś pamięta jak ta jego partia się nazywa?). Olejnikowa co drugi dzień zapraszała na zmianę Olechowskiego z Piskorskim. Publiczna nadawała przebitki z jakichś konferencji prasowych Dorna. I tak dalej, i tym podobne. Efekt? Brak. Mimo, że niemal żadne wydanie Wiadomości czy Faktów nie obyło się bez komentarza o tym, że a to Olechowski coś ogłasza, a to Dorn puścił bąka.
 
Czy kogokolwiek interesuje np. to, że coś tam ogłasza jakiś facet, który w polityce nieznaczny nic? No, kiedyś tam znaczył ale teraz jest zerem. Nikogo nie interesuje – to jasne. Tym bardziej więc były ciekawe te próby przeforsowania do „społecznej świadomości” alternatywy dla PO-PiS. Próby te zostały zarzucone (choć Olechowskiego dalej trochę widać) pewnie dlatego, że okazało się to bezcelowe. Równie dobrze Fakty mogłyby pokazywać Kononowicza, choć jego to akurat ludzie dla hecy mogli by chcieć widzieć. Sondaże jednak nawet i jemu by nie drgnęły, a tylko to gwarantuje, że postać/partia istnieje w czołówkach medialnych.
 
Ten proces sugeruje, że może media nie są w stanie same z siebie wykreować siły politycznej. To wskazuje zaś, że najpierw są dobre sondaże, a potem dopiero stały pobyt w mediach. Odwrotnie to nie działa (?)
Ale to tylko część prawdy. Dlatego, że jednocześnie obok Dorna i Olechowskiego w mediach współrządzili nadal Kaczyńscy z Tuskiem. Może to był powód, że SD i Dorn się nie wybili w sondażach? W końcu aby im przybyło, komuś musiało ubyć. A nie miało komu, bo majorsi wciąż byli na świeczniku.
 
Przeprowadźmy więc eksperyment myślowy: media przestają na pół roku mówić cokolwiek o PiS/PO. Co by się stało po pół roku? Zakładam, że notowania spadłyby mocno. Po roku? Po dwóch? Klęska wyborcza. Potem? Niebyt polityczny.
Czy tak by mogło być? Nie wiadomo, ale znane są dowody na to, że zniknięcie z przekazu reklamowego proszku X powoduje, że proszku tego sprzedaje się mniej. Tym mniej im dalej od daty jego zniknięcia z mediów. Dlatego korporacje nie promują swoich proszków non-stop (co byłoby koszmarnie drogie), tylko interwałami. Jak tylko zauważają, że sprzedaż spada wykupują czas reklamowy. Odbiorca nawet tego interwału nie zauważa. Markę X, odpowiednio odświeżaną, pamięta latami.
 
Media mogąc więc bardzo wiele. Nie mogą co prawda wypromować partii jeśli już obiektywnie miejsca dla niej nie ma, ale potrafią partię zniszczyć. W miejsce zniszczonej, ale dopiero wtedy, mogą forsować kolejnego gracza.
 
Tutaj pojawia się kolejne pytanie. Czy obecny stan rzeczy może się zmienić, tj. czy media mogą pojąć próbę zniszczenia któregoś z oligopolistów?
 
Myślę, że wątpię.
Chodzi o motyw, a raczej jego brak. Dlaczego media miałyby to robić? Pominę chwilowo wątek pt „jedną telewizję ma WSI, drugą SB”, choć pewnie nie jest to bez znaczenia. Otóż obiektywnego motywu nie ma. Oligopol gwarantuje stabilizację i oglądalność. Mówi się: „dopracowaliśmy się dojrzałej demokracji”. Myśli się: „dopracowaliśmy się stabilnych struktur mafijnych, które dają nam nieźle żyć”.
W końcu zaś media niby to są pluralistyczne gnojąc jednych, a wspierając drugich, a potem odwrotnie. Nic bardziej mylnego. Zniszczenie jednego z graczy oznaczałoby, że musiałaby pojawić się jakaś nowa konstelacja polityczna. Wiadomo jednak, że wróg znany jest lepszy niż nieznany. Teraz wiadomo kto decyduje o przedłużeniu koncesji, tudzież skali zamówień reklamowych składanych przez Orleny, TePsy, PKO BP i inne. A skoro tak to po co to zmieniać?
 
PS
Cz. 2-4 poświęcę pozostałym filarom oligopolu, a cz.5 na opisanie co może ten (uk)ład jednak wywrócić.
Ortodoks
O mnie Ortodoks

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka