…czyli rządy analfabetów. Demokracja (ta dzisiejsza, „liberalna”, czy jak ją tam zwą) jest najbardziej nielogicznym z dotychczas funkcjonujących ustrojów. Nie dożyję chyba tego aby to sprawdzić, ale coś mi mówi, że za czas jakiś ocena tego ustroju będzie jednoznaczna. Że to patologia, że wynaturzenie, ślepa uliczka ewolucji społeczeństw. Rak po prostu. Kiedyś rozwinę ten wątek i postaram się wyłuszczyć czemu „to coś” tak mi mówi. Dziś jednak notka krótka, sytuacyjna rzekłbym.
Dziś demokracja jest fetyszem. Samo słowo „demokratyczny” nie jest zwykłym przymiotnikiem opisującym. Jest przymiotnikiem wartościującym i to wartościującym jednoznacznie pozytywnie. Niby nic w tym dziwnego, w końcu każdy ustrój robi wszystko by samego siebie reklamować szeroko i głęboko. Czasami jednak automatyczne zachwalanie demokracji prowadzi do groteski. Czasami lepiej po prostu skorzystać z okazji by milczeć, lecąc pewnym słynnym francuskim demokratą.
Dziś „dziennikarze” z okazji takiej nie skorzystali. Otóż literalnie żaden mainstreamowy portal, żadna telewizja czy radio nie okrasiły dziś newsa o sudańskm referendum dość oczywistą refleksją. Mianowicie jak ocenić fakt, że głosują tam miliony analfabetów? Jaki jest tego sens?
Mało tego, bezrefleksyjni „dziennikarze” zdają się być wręcz zachwyceni, że demokracja dotarła nawet tam, gdzie prawie nikt nie wie co ona znaczy. Super jest wg nich to, że nawet masy najciemniejsze mogą głosować! Jak się ma fakt masowego analfabetyzmu do zrozumienia przez owe masy ludzi za czym w ogóle głosują? Pewnie zdarzają się jacyś szczególnie mądrzy analfabeci, którzy wiedzę swą zgłębiali nie czytając nigdy niczego, ale śmiem wątpić aby było to zjawisko powszechne. Śmiem twierdzić nawet, że osoba niepiśmienna wiedzę ma niewielką, mówiąc dyplomatycznie.
Co do tych „dziennikarzy” zaś… Ciekawe czy byliby tak równie zachwyceni gdyby kilku analfabetów przegłosowało demokratycznie kto ma im wybudować dom, tudzież przeprowadzić jakiś zabieg medyczny.
Jaki ma sens demokracja w miejscu, w którym większość ludzi nie potrafi się nawet podpisać? Gdybym był złośliwy to powiedziałbym, że taki „obywatel” jest dla „dziennikarza” nawet lepszy od piśmiennego, bo nie będzie zadawać zbędnych pytań. Ale nie będę złośliwy i nie uwierzę, że taki jest powód ekstazy „dziennikarzy”. Musi być więc jakiś inny. Jaki? No właśnie…


Komentarze
Pokaż komentarze (3)