

W związku z dzisiejszym newsem dnia z cyklu "ważne sprawy, którymi żyje Polska tefauenowska", czyli z lapsusem tow. Kempy Barbary odgrzeję kotlet pt. "ułaskawienie kogoś-tam przez prezydenta Kaczyńskiego”. Odgrzeję, bo choć sprawa żyje ledwie parę dni, to w dzisiejszej rzeczywistości w międzyczasie zdarzyły się już ze 3-4 grubsze „afery”, więc to de facto prehistoria.
Cały spór sprowadził się do oczywistej pointy. Rzekłbym „a nie mówiłem”, choć mówiłem to jedynie w gronie znajomych nie dzieląc się tymi przemyśleniami z Salonem, na którym to goszczę coraz rzadziej (niestety w zielono-czerwonym gąszczu notek na SG nie sposób przebić się z czymkolwiek do szerszej publiki, a po próżnicy pisać się nie chce). Ale uwierzcie mi, że tak było. Trudne to zresztą nie będzie, bo do głowy przyszła mi najoczywistsza oczywistość.
A co takiego przewidziałem? Ano to, że jak tylko na jaw wyszła sprawa wątpliwego ułaskawienia, to stwierdziłem: „zaraz anty-platformersi wyciągną Słowika ułaskawionego przez Wałęsę, a anty-eseldowcy przypomną Sobotkę i Vogla ułaskawionych przez Kwaśniewskiego.” No, mogą to być nawet te same osoby o preferencjach anty-III RP, czyli pro-PiS.
I nikomu przez usta nie przejdzie inna argumentacja jak ta w tytułowym stylu. Że wstyd i obciach? A kogo to… byle dowalić onym. A ta wilgoć na naszych twarzach to nie ślina, tylko padający deszcz.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)