Blog
Krzysztof Osiejuk
Krzysztof Osiejuk
Krzysztof Osiejuk bloger, pisarz, nauczyciel
140 obserwujących 1442 notki 4704229 odsłon
Krzysztof Osiejuk, 18 października 2015 r.

O okazjach, których On nie przepuszcza, czyli i Ty zostaniesz okultystą

3186 30 0 A A A

      Zbliżaliśmy się już od paru dni do tysięcznej notki w, że tak to ujmę, drugim sezonie moich występów tu w Salonie24 i powiem szczerze, że nawet nie za bardzo się zastanawiałem, jak tu tę okazję uczcić, kiedy nagle – dokładnie wczoraj, późnym wieczorem – samozwańczy duszpasterz tego bloga, nasz przyjaciel i dobrodziej, ksiądz Rafał Krakowiak z Poznania, przysłał mi tekst z prośbą o jego opublikowanie. I, jak znam życie, ale też i samego Księdza, on z całą pewnością nawet nie miał pojęcia o tym jubileuszu. To że on ten swój tekst przysłał akurat wczoraj, było całkowitym przypadkiem, a to, że on się ukazuje dziś, jako tysięczna notka, z mojego punktu widzenia jest znakiem. Nie pierwszym i nie ostatnim. I to jest wiadomość prawdziwie radosna. Czytajmy więc dziś Księdza.

 

      To co ostatnio wydarzyło się w związku ze sprzeciwem Toyaha wobec wykorzystywania miejsc świętych przez satanistów i ich satelitów, jest doskonałą okazją, byśmy jako chrześcijanie pomyśleli przez chwilę nie tyle o tym, kto jest, albo kto nie jest satanistą, lecz przede wszystkim o tym, na ile nam samym grozi wpadnięcie w tę czarną, duchową dziurę. Porzućmy więc bez żalu tego całego Tibeta, oraz jego tutejszych, tudzież zamorskich kumpli i porozmawiajmy o tym, co nam, katolikom w duszy gra, lub grać może. Nie ukrywam, że piszę niniejszy tekst nie tylko inspirowany „krakowskimi wydarzeniami”, lecz także w kontekście rozmaitych naszych postępków (postępków o naturze jak najbardziej okultystycznej), które już niekoniecznie budzą nasz sprzeciw. Przyczyną braku owego sprzeciwu jest przypuszczalnie fakt, że spora część naszych „magicznych” (lub jak kto woli: zabobonnych) zachowań, wynika z zakorzenienia w naszym obyczaju (np.: andrzejkowe wróżby) i jako takie są one poniekąd świadectwem naszej tożsamości. Oprócz tego, owe zauważalne powszechnie „praktyki magiczne” (na czele z intensywnie kultywowanym – choćby w działalności handlowej – „świętem” Halloween), są przez nas najczęściej traktowane jako niewinna zabawa. Cóż zaś może być groźnego w „świadectwie naszej tożsamości”, albo w „niewinnej zabawie”? Teoretycznie nic. Skoro nic, to i nie ma przeciwko czemu protestować… Problem jednak tkwi w szczegółach, a właściwie nie tyle „problem”, co raczej – jak pewnie wiemy – TenKtóryNiePrzepuszczaŻadnejOkazji. Nie powinno być bowiem dla nas tajemnicą, że dla tego czarnego osobnika dobrą okazją może być wszystko: i najzwyklejszy w świecie bunt przeciwko Bogu (bo nas zawiódł, albo znudził)… i oddawanie hołdu naszemu obyczajowi… i niewinna zabawa… i zagłębianie się w nauki koptyjskich mnichów… i całe mnóstwo innych rzeczy i spraw, które na pierwszy rzut oka w ogóle o okultyzm nie muszą się ocierać.

          TemuKtóryNiePrzepuszczaŻadnejOkazji nie chodzi bowiem o to, by drzeć Biblię na strzępy (choć oczywiście nie ma nic przeciwko temu), albo o to, by na cmentarzu, przy pełni księżyca zabić kota, czy inną jaszczurkę. Jemu zależy na tym, aby ludzie tak myśleli i tak postępowali, by w efekcie owego myślenia i postępowania przekroczyli granicę, zza której będzie bardzo trudno wrócić. I myślę, że gdy przyglądamy się okultyzmowi, satanizmowi i tym podobnym, pociągającym rzeczom, to sednem owego przyglądania się winna być właśnie taka konstatacja: to wszystko polega na przekraczaniu granicy, zza której jest bardzo trudno wrócić. Przykład? Proszę bardzo.

      Żył kiedyś w Polsce człowiek, który się nazywał Józef Zaremba. Wspominaliśmy już kiedyś o nim na tym blogu, a ponieważ jestem do tego człowieka dziwnie przywiązany, proszę pozwolić, że znowu o nim trochę ponudzę.

      Pan Józef, choć jest dzisiaj postacią całkowicie zapomnianą, swego czasu był słynnym na całą Rzeczpospolitą konfederatem barskim, a mówiąc ściśle, był marszałkiem tejże konfederacji w Wielkopolsce. Miarą tego zapomnienia jest fakt, że ani w Poznaniu, ani chyba nawet w rodzinnej Rozprzy, nie ma choćby ulicy poświęconej temu żołnierzowi, który – czego by o nim nie powiedzieć – jako zdolny dowódca zdołał (nie mniej niż Kazimierz Pułaski) porządnie napsuć krwi walczącym z konfederatami wojskom rosyjskim, oraz koronnym. Dzielny ten szlachcic, kochając żarliwie Pana Boga, wolność i Ojczyznę, gotów był w ich obronie krew przelewać, a będąc – w odróżnieniu od wspomnianego wyżej Pułaskiego – przeciwnikiem pomysłu detronizacji Stanisława Augusta Poniatowskiego, do końca miał nadzieję, że król opamięta się i ruską kuratelę odrzuciwszy, do Barskiej Konfederacji przystanie.

      Konfederacja, jak wiadomo poniosła klęskę, konfederackie majątki zostały ograbione, sami zaś konfederaci albo uciekli za granicę, albo zostali zesłani na Syberię, albo też – w nadziei zachowania wolności i środków do życia – błagali króla o przebaczenie. W gronie tych, którzy poprosili o łaskę, był też Józef Zaremba. Stanisław August przebaczenia nie odmówił, więcej nawet: w dobroci swojej uposażył pana Józefa intratnym starostwem, oraz generalską szarżą, tudzież w czasie licznych audiencji rękę królewską do ucałowania łaskawie był mu podawał. Był to też czas, kiedy pan Zaremba zaczął się odcinać od tego co sarmackie, tzn. stał się inny także zewnętrznie: zdjął kontusz i przywdział frak, szablę zamienił na szpadę, zgolił sumiaste wąsy, a podgoloną czuprynę przykrył fikuśną peruką. Minusem całej tej sytuacji było tylko to, że pospólstwo – zwłaszcza pospólstwo warszawskie, bardzo w owym czasie pro konfederackie – przeklinało Zarembę i nawkładało mu od zdrajców.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

taki sam

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @Bohdan Ozerski Andodina również nie udowodniła swoich tez.
  • @Lchlip Twoja notka ma sens tylko pod warunkiem, że uznamy Smoleńsk za zwykłą katastrofę...
  • Jakiś link? Skąd ta wiadomość?

Tematy w dziale Społeczeństwo