Za każdym nowym, powyborczymprzetasowaniem starych kart, mam wrażenie, że nareszcie coś się zmieni, że na widok naszych ekonomicznych osiągnięć i powszechnego dobrobytu całego społeczeństwa,świat zmartwieje z podziwu, a nie umrze ze śmiechu,że nastąpiła radykalna eliminacja nawiedzonych chwastów i populistycznych pasożytów, egotycznych pijawek i zaciekłych przygłupów, a słowo Sejm RP, stanie sięwypadkową wielomilionowej mądrości, sokratejskim areopagiem rozsądku.Z przeszło 400 poselskich życiorysówwynika, że w większości są to ludzie po ukończonych studiach, fachowcy, a zwłaszcza - praktycy, ludzie znający się na zarządzaniu, na organizacji, lekarze, prawnicy, spece od kultury.
Ale są to złudzenia idioty, ponieważ znowu zbliża się czas bezpardonowej walki na inwektywy, potyczki na haki, nagrania i przecieki, czas huraganowej bijatyki na podłe traktowanie politycznych przeciwników, nadciąga kolejny etap prześcigania się w zorganizowanej głupocie: zawody, kto dalej splunie i kto mabardziejinteligentne wodogłowie.
II
Z naszym państwem kojarzy mi się kabaretowa piosenka o tanich draniach. Jeżeli w niej dwa ciemne typki wyśpiewywały nieco szemrane treści, było to zgodne z przyjętą konwencją. Ale mowa tu nie o zabawie, o absurdach mających nas rozweselić i być może rozbroić w nas frustrujące, urągliwe napięcie. Mowa tu o naszym życiu, o codziennym braniu się z nim za bary. O zmęczeniu oczekiwaniem na lepszy czas.
Otrzymaliśmy pałę z Historii: zamiast zajmować się wymyślaniem scenariuszy politycznych, zajmijmy się sprawami daleko istotniejszymi dla naszych obywateli. Zainteresujmy się praktyką, a nie teorią, konkretami, a nie - fikcją. Myślę tu o tanim państwie (nie o państwie TANDETNYM!).
III
Jesteśmy po przeciwnych stronach barykady. Jak za dawnych, niedobrych lat P.R.L., dzielimy się na ugrupowanie MY i ugrupowanie ONI. Czyli na realistów i marzycieli, na statystyczne dziadostwo powołane do zaciskania pasa i na szczyptę wybranych z właściwego klucza.
My, to wielomilionowy naród, to ludzie namawiani na ponoszenie ofiar, to mierzwa, ciemna masa, potencjalni, lub faktyczni emigranci. ONI, to garstka ZASIADAJĄCYCH i PIASTUJĄCYCH decydująca ZA NAS w imieniu całego kraju.
MY pracujemy, bierzemy po trzy etaty i padamy na pysk. ONI nie narzekają. Są wypoczęci, zadbani, przesympatyczni na odległość kija. Zarabiają po kilka tysięcy i doradzają nam, jak żyć za psi grosz.
Kiedy chorują, to się leczą, bo ich na to stać. Kiedy MY chorujemy, to nie leczymy się: chorujemy, bo tylko na to nas stać.
PS.
Wybrańcy narodu, elitowcy, wywijając wątłym, rozgdakanym rozumkiem, rozdzielają ŁUPY: stanowiska dla swoich krewnych, znajomych i przybocznych pizdryków. Nowi wybrańcy narodu, niefrasobliwie tańcują w matołowni nazywanej Sejmem RP., Rządem, Kancelariami wszelkiego autoramentu, Rzecznikami czegokolwiek. Jak ich obaleni poprzednicy, imprezują na koszt szarego podatnika, a ich głównym zmartwieniem jest WŁASNE UPOSAŻENIE. Moje ich nie interesuje; mają mnie w odbytowym poważaniu. Podobnie, jak los pozostałych milionów obywateli.
Komentarze
Pokaż komentarze (1)