18 obserwujących
275 notek
144k odsłony
  423   0

I co dalej z antypolską akcją?

Andrzej Owsiński

Co dalej z antypolską akcją?

Nie chciałem wypowiadać się więcej na temat warunku “praworządności” przed ostatecznym rozstrzygnięciem problemu polskiego i węgierskiego sprzeciwu.

To co się stało obie strony uznały za swój sukces, Niemcy złagodziły nieco swoje żądania, a Polska i Węgry wycofały zastrzeżenia prawomocności uchwały RE.

W kategoriach gry sportowej przypomina to co nieco uznanie niezasłużonej bramki

w zamian za cofnięcie żółtej kartki (bo chyba jeszcze nie “czerwonej”).

Przy okazji obnażyło się prawdziwe oblicze naszych sąsiadów.

Tak podkreślane od wielu lat “przyjacielskie” nastawienie Niemiec, a szczególnie pani Merkel de domo Kasner, a jeszcze głębszego domo – Kaźmierczak.

Nagle się zmieniło, lub po prostu wyszło z ukrycia.

Już nawet nie chodzi o treść wypowiedzi, ale o zawziętość z jaką występuje się przeciwko Polsce. Treść ta zresztą urąga podstawowej zasadzie prawnej, że o fakcie złamania prawa może decydować tylko sąd, a nie urzędnik administracyjny, czy jakiejś ciało zbiorowe. Upoważniony do uznania naruszenia prawa o wykroczeniach jest odpowiedni urzędnik, ale jego decyzja może być zawsze zaskarżona do sądu.

Nie wiadomo do jakiej kategorii może być zaliczone uznanie naruszenia “praworządności” czy są to uprawnienia stójkowego policjanta, czy też stosownie wysokiego szczebla sądowego?

Przypisanie sobie prawa ustawodawcy i sądu przez przedstawiciela władzy wykonawczej jest objawem dyktatury.

Ostatnia wypowiedź niemieckiego ministra spraw zagranicznych dowodzi że jego znajomość prawa nie odbiega od poziomu wiedzy jego szefowej, która wprawdzie z wykształcenia jest reprezentantką nauk ścisłych, ale do precyzji wymaganej w tej specjalności jest jej bardzo daleko.

Prezydencja niemiecka skrzętnie ukrywała opinię prawną na temat wymuszonej uchwały Rady Europejskiej, a to już jest poważnym nadużyciem o kwalifikacjach urzędniczego przestępstwa.

Może lepszym rozwiązaniem wobec uporczywego trzymania się przez organy administracyjne UE podjętej decyzji w zakresie swobodnego uznania przez nie faktu “naruszania” praworządności, - byłoby skierowanie skargi do TSUE, a także do sądów krajowych w sprawie rozmyślnego naruszenia prawa przez KE i RE faktem nadania sobie uprawnień przysługujących wyłącznie władzy sądowniczej.

Łagodniejszą alternatywą byłby wniosek o uzyskanie opinii prejudycjalnej w sprawie prawomocności uchwały RE.

Sprawcy nadużycia mogą wprawdzie bronić się że nie chodzi im o wyrok, a jedynie “opinię”. Na to jest tylko jedna odpowiedź: - taką opinię mogą sobie wygłaszać na herbatce u cioci, ale nie używać jej jako prawomocnego dokumentu.

To wszystko jest prawda, ale przecież nie chodzi o prawdę, ani o prawo, a jedynie szuka się za wszelką cenę okazji do ugięcia karków wszystkim, którzy odważają się upomnieć się o swoje prawa.

Nasuwa się naturalne pytanie – po co te wszystkie skomplikowane i czasochłonne zabiegi? Czy chodzi o zaoszczędzenie wydatków i ukarania nieposłusznych, czy może liczy się ewentualna możliwość załatwienia “przy okazji” znacznie ważniejszej sprawy?

Otóż w ten sposób, pokrętnym zabiegiem usiłuje się sięgnąć po władzę państwową w odniesieniu do całej UE w pełnym wymiarze: ustawodawczym, wykonawczym i sądowniczym.

 Nie potrzeba wysiłków o uzyskanie możliwości opracowania i sforsowania chociażby zrębów takiej organizacji, wystarczy sprytny zabieg z pokusą pieniędzy i osiągnie się zakres władzy przekształcający UE nie tylko w państwo, ale nawet w dyktaturę.

Najbardziej poniżająca w tej farsie jest rola Rady Europejskiej, która głosując wbrew traktatowi została sprowadzona do wasalskiej roli.

Mieliśmy już do czynienia z podobnymi przypadkami, kiedy RE dla przypodobania się Niemcom, a właściwie Niemce, zagłosowała gremialnie przeciwko Polsce.

Ten fakt pozostaje ważnym sygnałem z czym musimy się liczyć w każdym przypadku dojścia do głosowania w RE.

Jako ostateczna konsekwencja konfliktu z władzami UE pozostaje zawsze możliwość opuszczenia tego towarzystwa.

Wlk. Brytania pokazała że jest to możliwe nawet bez zawarcia jakiejś umowy o współdziałaniu. Z tą tylko różnicą że położenie Anglii zarówno geograficzne jak i polityczne jest zasadniczo różne w stosunku do Polski. Jest wprawdzie w Europie kilka krajów, które do UE nie należą, ale dają sobie jakoś radę.

Pomijam żyjące w biedzie wschodnie peryferia Europy, lecz zarówno Szwajcaria, Norwegia, a nawet Islandia na ogół nie mogą narzekać na swoje położenie materialne i polityczne.

Może jedynie Norwegia, posiadająca podobnie jak Polska dwustukilometrową granicę z Rosją, z tą tylko różnicą, że w Polsce wisi ona tuż nad Warszawą, a w Norwegii na dalekich peryferiach.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka