3 obserwujących
136 notek
56k odsłon
146 odsłon

„Pokorne cielę…

Wykop Skomentuj3

Po co polska reprezentacja znalazła się w PE pisałem kilkakrotnie, a ostatnio z racji wyborów do tego zgromadzenia wysoko płatnych nierobów.

W normalnym świecie powinno dziwić zjawisko że ludzie zajmujący poważne stanowiska w swoim kraju porzucają je dla jawnej synekury, lub jeszcze gorzej dla ról farsowych, bo do takich sprowadza się udział w tej karykaturze parlamentu odgrywanej za nasze, wyłudzone, ciężkie pieniądze.


Jest jednak wyjątek od wspomnianej roli w postaci „wyboru” przez PE szefa Komisji Europejskiej – organu wykonawczego UE – posiadającego, przynajmniej formalnie, jakąś władzę. Wprawdzie i w tym przypadku ta władza jest bardzo ograniczona, gdyż w stosunku do możnych w UE jest tylko wykonawcą poleceń.

Ten „wybór” jest też bardzo wątpliwy nie zdarzyło się bowiem ażeby był inny niż propozycja KE czyli możnych i to w nieukrywany sposób.

Na podstawie obserwacji działalności PE można dojść do wniosku że istnieje on głównie dla prowadzenia ataków na kraje ośmielające się choćby w najdrobniejszy sposób przeciwstawiać się feldfebelskiej dyscyplinie narzuconej szeregowym członkom UE.

Gorliwość w tej służbie jaką wykazuje PE przerasta nawet życzenia możnowładców, którzy jak wszyscy możnowładcy tego świata, nade wszystko cenią swój spokój i nie życzą sobie awantur.

Najlepszym tego wyrazem był telefon Angeli Merkel po powtórnym odrzuceniu kandydatury byłej polskiej premier na takie sobie stanowisko w PE.

Przecież gdyby sobie zażyczyła to każdy, niezależnie od pochodzenia, byłby zatwierdzony.  


Wyrok na obecną władzę w Polsce został wydany przez tą samą panią Merkel / de primo domo bodajże Kaczmarek/ jako realizacja decyzji niemieckiej oligarchii pilnującej Polski w roli podwykonawcy niemieckiej gospodarki.

Zresztą wyrok ten literalnie dotyczy tylko kilku osób z Jarosławem Kaczyńskim na czele, reszta zapewne jest traktowana jako ewentualni kandydaci na swoistą volkslistę.

Próby udobruchania rzeczywistych władców unijnej Europy, a zresztą nie tylko unijnej, nie zmienia na jotę ich stanowiska, a raczej odwrotnie tylko ułatwią ostateczną realizację celu, podobnie jak miało to miejsce w XVIII wieku.

W tych okolicznościach zabiegi o jakiekolwiek stanowiska w UE nie mają sensu nie mówiąc już o niegodnym poniżaniu się wymaganym jak na kpiny przez rzeczywistych władców Europy.


Pozycja Polski powinna być taka że możemy łaskawie zgadzać się / lub nie/ na objęcie proponowanych stanowisk, ale nigdy nie czynić poniżających zabiegów.

Straty czy zyski są i tak praktycznie żadne, ale daje to możliwość swobody działania i nawet satysfakcję z oczywistych w takiej sytuacji awansów, chociaż to zupełny margines.


Straszak „polexitu” to nie dla nas a dla nich.

Przecież to grozi rosyjskimi czołgami nad Odrą / przynajmniej w ich zachodniej, a szczególnie niemieckiej perspektywie/.

Przypomina mi to moje własne wrażenia odniesione w czasie pobytu w RFN przed ogłoszeniem stanu wojennego w Polsce. Mogłem obserwować autentyczne przerażenie przed możliwością wkroczenia Sowietów do Polski w przewidywanej sile 50 dywizji. Dla nas to nie było nic nadzwyczajnego bo od 1944 roku byli u nas stale, ale dla zachodnich Niemców oznaczało to trzykrotne wzmocnienie inwazyjnych sił sowieckich nad wschodnią granicą RFN. 

Mamy zatem znakomitą sytuację szantażową tylko z niej nie korzystamy, tak jak nie skorzystaliśmy przed wojną unosząc się honorem.

Zresztą nie musimy korzystać, wystarczy zachować odpowiedni dystans do całej tej hołoty reprezentującej UE.


Nie uratuje im twarzy pani von der Leyen mimo całych swych arystokratycznych koneksji bowiem już na wstępie zapowiedziała bezwzględną egzekucję „praworządności” czyli naczelnego hasła antypolskiego używanego przez urzędników, a raczej najmitów brukselskiej biurokracji.

Najwidoczniej jest to odruch swoistej wdzięczności za wybór polskimi głosami.

Dziwi mnie tylko że nikt z reprezentantów Polski w tym zbiegowisku nie zareagował na taką zapowiedź.

A przecież aż prosiło się o przypomnienie że praworządność ma różne oblicza, nie mówiąc już o tej z czasów Hitlera, ale z czasów rządów przodków rodziny „von der”

Kiedy to praworządność zabraniała polskim dzieciom mówić pacierz po polsku.

Dla pani Urszuli bohaterem będzie zatem pruski żandarm domagający się respektowania prawa czyli „praworządności”, ale dla nas i chyba całej ludzkości – strajkujące dzieci z Wrześni.

Ale po co sięgać tak daleko, wystarczy przytoczyć stosowane obecnie w ojczyźnie pani Urszuli prawo odmawiające możliwości używania ojczystego języka w stosunku do dzieci, a z unijnego podwórka „historyczne” prawo do wyższych dotacji rolnych dla wybranych krajów, lub negowania „historycznej” odpowiedzialności za zanieczyszczanie środowiska, a także dogodnego dla siebie stosowania przelicznika polucji na osobę a nie na powierzchnię kraju.

Takich przykładów można mnożyć do woli, ale nikt tego nie czyni gwoli spokoju i zachowania pozycji pokornego cielęcia… 

Skutki są oczywiście jak najgorsze, żałosne utyskiwania na krzywdy nie tylko że nikogo nie wzruszają, ale odwrotnie przekonują że droga szykan i gróźb jest skuteczna.


Najwyższy czas przestać udawać że wszystko jest w porządku i że oprócz niepowodzeń mamy też i sukcesy jak choćby sprawowanie urzędów

/ pomijam znaczenie tych urzędów, ale nie mogę pominąć komu z nominalnie „polskich” przedstawicieli powierza się te urzędy/.


Niezależnie od walorów naszego państwa jesteśmy kluczową pozycją w Europie i powinniśmy to akcentować w zachowaniu odpowiedniego dystansu do małego i śmierdzącego geszeftu jakim jest fasadowa administracja unijna. 

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka