W ostatnim czasie miałem okazję wysłuchać dwóch wystąpień Janusza Śniadka, przewodniczącego NZSS "Solidarność". Pierwszy raz na krakowskim rynku, podczas pogrzebu pary prezydenckiej. Przed wystąpieniem, nie będę ukrywał, że nieco anonimowej dla mnie osoby, pomyślałem sobie, że będzie to nic niewnoszące i nudne przemówienie. Tymczasem Śniadek, jak sądzę, zadziwił nie tylko mnie. Trafił do serc niemal wszystkich zebranych przed Kościołem Mariackim i słuchających go w innych miejscach Polski. Gdy mówił, wielokrotnie przerywały mu oklaski tłumu zebranego na rynku. Podobnie było dzisiaj, podczas uroczystych (czy aby na pewno jest to adekwatne słowo do wydarzeń, które miały dzisiaj miejsce?) obchodów 30 rocznicy Sierpnia '80. Jego wystąpienie często było przerywane brawami, czy skandowaniem "Solidarność".
Zostawmy na boku poprawność polityczną tych słów. Trzeba obiektywnie przyznać, że Śniadek potrafi mówić tak, aby zyskać, zazwyczaj pozytywny, odzew u swoich słuchaczy. Mówiąc nowoczesnym językiem - potrafi zrobić ze swojego wystąpienia show. Słucha się go z uwagą, z zaciekawieniem. Kiedy trzeba potrafi wzruszyć, innym razem wykrzyczeć swoje racje. Można się z jego słowami nie zgadzać, ale na pewno warto go wysłuchać. Takiej charyzmy niestety brakuje wielu polskim politykom, z naszym prezydentem na czele.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)