29 obserwujących
167 notek
290k odsłon
  1410   0

Koniec marzeń. Początek nowych.

Po 1989 roku Polska żyła w przekonaniu, że jedyne co trzeba w kraju zrobić by było dobrze to wybrać właściwych ludzi do rządzenia. Oni zmienia to, tamto i dzięki temu instytucje polityczne będą lepsze, a dzięki temu rozwój będzie lepszy i będziemy szybciej (lub wolniej) doganiać kraje bogate, a więc przysłowiowy "Zachód". Modernizacja kraju to główna oś debaty politycznej i podziałów w społeczeństwie. Nie zastanawiano się wiele nad niczym innym, bo uznawano możliwość rozwoju za coś oczywistego i jasnego. Bez względu na to, kto Polską rządził wydawało się, że mamy przed sobą dobrą przyszłość. Wystarczyło bowiem "palcem w ziemi pogrzebać" by coś tu wyrosło. Raz rosło szybciej, raz wolniej - ale rosło. Spór toczył się o to czy można szybciej i jak podzielić owoce tego wzrostu. Nikt nie myślał, że może być inaczej. Wzrost był czymś naturalnym i zależnym od naszej woli oraz starań.

Polska była gospodarczym "samograjem". Położona na przecięciu szlaków komunikacyjnych, w środku Europy, z dostępem do kapitału zagranicznego, chroniona przez wojska potężnych krajów, zalewana inwestycjami zagranicznymi i jedyna na całym kontynencie z wyżem demograficznym. Bez względu na to, jakbyśmy schrzanili tą sytuację to zawsze otrzymalibyśmy kolejną szansę i zawsze byłby jakiś wzrost. Polska to był taka Warszawa - do Warszawy też ludzie spływają zewsząd, jest siedzibą głównych spółek, firm, stolica i w związku z tym ma stale rozwój. Jej włodarze muszą się tylko zastanowić jak zagospodarować ten rozwój i kto to robi - jest mało ważne dla tego rozwoju. Kosmetyka. A skontrastujmy taką Warszawę z którymś z ośrodków miejskich który się "zwija", a takich w Polsce jest legion; w tych innych ośrodkach ludzie wyjeżdżają a dzieci się nie rodzą. Następuje wyludnienie i co? I włodarze stają na rzęsach, ale wzrostu nie ma; choć niby jest coraz lepiej. Nie duszą się od pieniędzy z podatków jak Warszawa. Teraz cała Polska będzie jak ta wyludniająca się prowincja. I to jest, moi drodzy, koniec marzeń.

Może więc być tak, że palcem będziemy grzebać... całą dłonią będziemy łapać, a mimo to wzrostu nie będzie albo będzie bardzo lichy. Będziemy mogli mieć najlepsze prawo, najniższe podatki, najlepszych polityków, naukowców, biznesmenów a nic to nam nie da. Bo naszą przyszłość zdeterminowała nasza przeszłość. Spadek po niej w postaci instytucji i ich zobowiązań.

Polska oparła swoje instytucje wzrostu i funkcjonowania na założeniu, że ludzi zawsze będzie dostatek. Że populacja może tylko rosnąć. Zrobiliśmy tak gdy powtórzyliśmy rozwiązania Zachodu. Rozwiązania te są widoczne na każdym poziomie. Państwa, firm, życia prywatnego. Są częścią sposobu naszego życia i myślenia tak dalece, że nie jesteśmy w stanie nawet często tego wskazać, akceptujemy to jako coś oczywistego. "Tak się po prostu robi".

Zachód je wygenerował wtedy, jak przeżywał od XIX do polowy XX stulecia eksplozję demograficzną. Emerytury, zasiłki, giełda, wyniki kwartalne, banki centralne, myślenie o przyszłości, oszczędzanie, szkoły, uniwersytety. To, co widać na Zachodzie obecnie – apatia, wstrząsy polityczno-społeczne, bunt mas przeciwko elitom, masowa migracja - to właśnie efekty tego, że nikt za bardzo nie wie jak urządzić ten świat inaczej, niż na założeniu że w przyszłości ludzi będzie więcej.

My powtórzyliśmy wszystko w tym względzie i teraz też staniemy przed tym samym problemem co Zachód, tylko że na wcześniejszym etapie rozwoju. Taki sam błąd popełniła Japonia. Przez dwa pokolenia robiła wszystko, by doścignąć Zachód, ale nie zastanawiała się co będzie jak to zrobi. Spaliła w piecach modernizacji dwa pokolenia, zniszczyła je w imię tego celu, tworząc po drodze instytucje które teraz są jej balastem.

Nasz wzrost gospodarczy stanie się nieodróżnialny do tego z reszty krajów europejskich - osiągając od 0 do 2 procent rocznie. Biorąc jednak pod uwagę, że u nas ciągle jest przestrzeń do importowania innowacji z krajów bogatych, to oznacza że prawdopodobnie wzrost ten będzie oscylował w okolicy 3%. I będzie tak BEZ WZGLĘDU na to jak ułożymy konkretne rozwiązania w kraju. Tego czynnika się nie przeskoczy. Tak krawiec kraje jak mu materiału staje.

Ale ta sytuacja nie jest wyrokiem. Ona jest przejściowa. I tak, jak różniliśmy się do tej pory na tle Europy dzięki naszemu wyżowi demograficznemu, tak też ten wyż sprawia, że mamy szanse się odbić w przyszłości.

Kraje Europy i szerzej całego rozwiniętego świata - ale nie tylko, do tego grona zaliczamy również Rosję czy Chiny; są w fazie kurczenia się demograficznego od dwóch pokoleń. Oznacza to, że około 50 lat temu weszły w ten moment, w który Polska weszła po 1989 roku. Dla tych krajów odzyskanie dynamizmu, ustabilizowanie populacji i przez to odwrócenie złych trendów gospodarczych oraz międzynarodowych wymaga 60 lat sukcesywnego wzrostu populacji. Wynika to z tego, że jeśli przez jedno pokolenie rodziło się za mało dzieci, to żeby odbić się od tego dna trzeba dokładnie tyle samo czasu dzieci rodzić więcej by nadrobić stratę, dopiero jak te dzieci dorosną i zaczną mieć swoje dzieci to wszystko się wyrówna - i zajmuje to właśnie pokolenie czyli 30 lat. Jeśli zaś kurczenie się trwało dwa razy tyle, to znaczy że dwa razy tyle należy czekać aż populacja się ustabilizuje. Do tego momentu każde kolejne pokolenie musi być coraz liczniejsze, czyli średnia rodzina musi mieć więcej niż 2jkę dzieci. W całym rozwiniętym świecie, ale też Rosji i Chinach, potrzeba właśnie 60 lat na takie odbicie. Kraj, który się kurczy demograficznie a jednocześnie ma dużo dzieci to kraj, który ma niezwykłe wydatki które nie zwracają się przez bardzo długo - ponad pół wieku! Opieka nad rzeszami ludzi starszych kosztuje - i nie ma znaczenia czy płaci na to państwo czy społeczeństwo indywidualnie; bo efekt jest ten sam. To są tylko konsumenci a nie producenci. Dokładnie tak samo wygląda sprawa z dziećmi, które na rynek pracy wchodzą po wielu dekadach a do tego momentu są tylko konsumentami, kosztem. Kraj, który przez 60 lat ma podwójne koszty - utrzymania młodego i starego pokolenia, to kraj który "leży i kwiczy", bo go na wiele rzeczy nie jest stać, on musi czekać by odrobić straty. Nawet, jeśli będzie zaawansowany technologicznie i formalnie bogaty to będzie krajem stagnacji i pasywności, skoncentrowanym na utrzymaniu wewnętrznej stabilności i niezdolnym do dynamicznego rozwoju ani zapewniania sobie bezpieczeństwa na świecie. Zarówno w wojnie jak i pokoju bycie krajem starców i dzieci nie pozostawia wiele miejsca dla bycia żołnierzem, pionierem idącym pod prąd czy biorącym na siebie wielkie ryzyko przedsiębiorcą.

Lubię to! Skomentuj39 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo