20
BLOG
Z drugiej strony
No cóż, trochę Wam napiszę jak to wyglądało z drugiej strony. Z dziada pradziada jesteśmy, byliśmy, bo ja przerwałem, oficerami WP. Mój dziadek trafił z rodziną , za oficerowanie, na Syberię. Tato nie zrażony do munduru poszedł na szkołę oficerską w roku moich urodzin. Gdy ogłoszono stan wojenny był z nami od jakiegoś niecałego roku. Mówiłem mu po imieniu a nie "Tato". Mieszkaliśmy na osiedlu wojskowym pod jednostką zmechanizowaną. Pewnie każdy z was w dzieciństwie bawił się w Gustlika czy Grigorija - ja miałem prawdziwe "kaczuchy" do zabawy. Tato zabierając mnie do jednostki "na czołgi" kompensował stracony czas. W grudniu, w nocy tato wyszedł. Nad ranem obudziły mnie gąsienice tłukące się o bruk. Nie pamiętam czy pojechały na rampę kolejową czy w miasto. Siedziałem przy oknie i szukałem taty. Na podwórku zaroiło się od zielonych mundurów. Do każdej klatki wszedł żołnierz z bronią, wokół bloku chodziło dwóch kolejnych. Zapytałem mamy po co oni są? Odpowiedziała, że dla bezpieczeństwa. Nie wnikałem co nam zagraża ale widziałem, że się bała. Żołnierz - strażnik w mojej klatce miał super. Sąsiad - nota bene z WSW, miał nogę w gipsie i z nudów pędził bimber. Co mu kto zrobi.... Kręcenie wypadło mu zaraz po ogłoszeniu. Pamiętam jak zapytałem mamy wchodząc do klatki co tak śmierdzi. Mama popchnęła mnie do domu a strażnik mało się nie zesikał ze śmiechu. Tato wpadł na chwilę drugiego dnia. Ogolił się, zjadł barszcz i wyszedł. Ja poszedłem oglądać karabin na klatkę.Pamiętam jak bardzo rozglądałem się wychodząc z klatki do kolegów. Bałem się zagrożenia, obcych, nie mundurowych, twarzy. Nie wiem co naopowiadali przełożeni mojemu tacie o zagrożeniach, co on przekazał mamie. Wiem, że czułem strach mamy, widziałem strach innych sąsiadów. Gdzie był i co robił Tato nie wiedziałem. To znaczy wiedziałem...mama używała słowa "Poligon" zawsze gdy pytałem gdzie jest tato. Tato wrócił - zarośnięty, z małymi oczami. Siedzieliśmy przy golonce konserwowej - otwierana na większe okazje - "wrócił". Mama pytała taty czy będzie gdzieś jeszcze jechał - mnie też to interesowało więc pamiętam dokładnie odpowiedź wkurzonego jak nigdy taty: "a skąd ja wiem co te chuje jeszcze wymyślą". Podczas tej rozmowy padło jeszcze jedno określenie które zapamiętałem - "polityczny". Tata nie mówił o nim ładnie. Pojawiał się za każdym razem gdy mama pytała dlaczego nie dawał znaku gdzie jest. "jakby się polityczny dowiedział", "polityczny pilnował", "ten ch.. polityczny". Na podwórku nigdy i nikt nie użył słowa solidarność, opozycja. Mówiło się "oni" lub w inny bezosobowy sposób. Wiem, że napasiono nas strachem. Że niby jesteśmy zagrożeni. Żony skupiały się więc na termosach i kanapkach, na mundurach i poklepaniu po klacie "wracaj szybko". Nikt nie myślał politycznie.Nikt nie pałał jakąś mityczną nienawiścią do opozycji i "wywrotowców" wszyscy się bali "co to będzie" i kiedy się skończy. No i nikt nas nie napadł, wszyscy powracali ze służby. Strażnicy poznikali z klatek. Życie wracało do "normy".Słowo Solidarność i fałkę z palców usłyszałem i zobaczyłem pierwszy raz na schodach do piwnicy ośrodka zdrowia. Na długiej przerwie polecieliśmy tam do kiosku z kumplem mieszkającym w "cywilnym" bloku po drugiej stronie ulicy - bo rzucili tam draże mleczne i ciufcie z groszkami. Na tych schodach zaczepił nas gość - "to co chłopaki... Solidarność?" kumpel odpowiedział "jasne, że Solidarność?". Nie miałem pojęcia o czym oni gadają. Dowiedziałem się o Solidarności od kolegi [b]który mieszkał po drugiej stronie ulicy[/b]. On wiedział od taty.Po pojawieniu się w mojej świadomości "opozycji" przyglądałem się inaczej swoim wojskowym sąsiadom.To co mnie uderzyło to wyraźny podział. Podział na młodych, jak mój tata, oficerów i "mendy francowate" jak młodzi mówili o starej kadrze. Pamiętam jak od takiej "mendy" ojciec dostał po uszach bo moja niczego nie świadoma siostra wyjechała, przy nim, do taty : "ksiądz kazał przynieść po pięć złotych na znaczki do świadectwa". Ta "menda" miała syna starszego ode mnie o 3 lata - przy okazji komunii dowiedziałem się, że kumpel nie ma komunii bo "stary zabronił". Podział był jeszcze jeden. Na ławkach pod blokami młodzi oficerowie siadali wspólnie z emerytami - wiekowymi staruszkami. Ci też nie siadali z "mendami francowatymi". Można było więc dokładnie określić kto jakie wartości podziela. Tak to było i tak wyglądało. "Mendy francowate" zafundowały reszcie społeczeństwa strach i zaszczepiały antagonizmy. Dla mnie najważniejsze jest to jak zachowywał się mój tato. Nie słyszałem ani jednego słowa "przeciw" Solidarności czy opozycji. Nie przeniósł atmosfery z odpraw oficerskich do domu. Nigdy, a często z nim bywałem w jednostce, nigdy nie poruszał spraw ideologicznych. Pamiętam jak pojawiał się "polityczny" dziwnie kończyła się rozmowa, a uczestnicy "musieli lecieć" -rozchodzili się do zajęć. Dzisiaj wspominając to wszystko widzę jak mało, a właściwie w ogóle, nie poświęca się czasu tym którzy stali "nominalnie" po drugiej stronie barykady. Nigdzie nie widziałem wywiadów z żołnierzami, milicjantami, którzy bronili wolności - choćby przez zwykłe zaniechanie czy niewykonanie rozkazu. Czasem mam wrażenie, że zapomina się o nich przez generalizowanie, którego tak nie cierpię. Miałeś mundur jesteś winny. Tak nie było i warto się nad tym pochylić.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)