Mój sąsiad mawia: "..nie znom sie na tym, ale doradzić mogem...". O lustracji dziennikarzy, wielu piszących mogło by powiedzieć: "...nie znom sie na tym, ale obrazić mogem...", "drugie" wielu, mogło by powiedzieć: "...nie znom sie na tym, ale nakrzyceć mogem....". Wszyscy jednak sprawiają wrażenie, oczywiście przyjmując ich "czyste" intencje, że nie czytali projetu prezydenta, a przede wszystkim UZASADNIENIA. Nie zauważyłem, żeby "obrażeni" i "krzyczący" powoływali się na nie, a każdy może tam znaleźć coś dla siebie.
Chcąc wyrobić sobie własne zdanie "zassałem" z Sejmu projekt ustawy. Jej analizę zacząłem od UZASADNIENIA - łatwiej bowiem oceniać decyzję jeśli zna się jej przyczyny. Jako jeden z pierwszych powodów nowelizacji znalazłem:
"Powodem skierowania do Sejmu projektu nowelizacji ustawy przyjętej przez Sejm w dniu 18 października 2006 r. jest sprzeciw przeciwko nadaniu dokumentom wytworzonym przez komunistyczne służby bezpieczeństwa waloru prawdziwości i brak zgody na to, by akta te bez jakiejkolwiek weryfikacji mogły mieć wpływ na losy i karierę zawodową wielu osób."
Nie sposób się nie zgodzić. Wielokrotnie pisałem, że okrutnym żartem historii jest fakt, iż demokratycznie wybrani przedstawiciele narodu oceniając postawy rodaków opierają się, dając im czasem bezgraniczną wiarę, na materiałach wytworzonych przez komunistyczne służby. Komuna zza grobu może dosięgnąć swoich wrogów....jeśli materiały nie będą weryfikowane. PEŁNA ZGODA z LK
dalej za LK"
Ustawa z dnia 11 kwietnia 1997 r. o ujawnieniu pracy lub służby w organach bezpieczeństwa państwa lub współpracy z nimi w latach 1944-1990 osób pełniących funkcje publiczne nie osiąga celu, dla realizacji którego została uchwalona. Postanowienia ustawy lustracyjnej zastępowane tezami wyroków sądowych i wskazówkami interpretacyjnymi zawartymi w uzasadnieniach orzeczeń przestały pełnić funkcje przepisów aktu normatywnego"
Tutaj, moim zdaniem, Prezydent posunął się za daleko. To, że stara ustawa nie spełnia zadania można było uzasadnić inaczej niż sugerując, iż sądy wydając wyroki przedkładają tezy i interpretacje z innych procesów nad akt normatywny. To trąci podważaniem wiarygodności sądów. Zwłaszcza, że przystępując do nowelizacji ustawy LK sam określił co jest problemem - niewystarczające zapisy ustawy. Znów PEŁNA ZGODA co do wad ustawy - nie, co do obwiniania sądów.
dalej Prezydent napisał:
Dotychczas na rozprawy lustracyjne w charakterze świadków wzywani byli przede wszystkim funkcjonariusze komunistycznych organów bezpieczeństwa państwa, którzy składali zeznania na korzyść osób lustrowanych, posuwając się często do podważania wiarygodności dokumentów, którzy sami sporządzili. Generalizując dotychczasowe doświadczenia w tym zakresie można byłoby stwierdzić, iż agentura w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej nie istniała, w przeciwieństwie do pozostałych państw bloku komunistycznego, i że działania byłych służb bezpieczeństwa PRL oparte były wyłącznie o fałszywe lub pozorowane działania jej funkcjonariuszy.
Moim zdaniem ten fragment uzasadnienia jest oparty na kompletnym nieporozumieniu, żeby nie powiedzieć dosadniej. Grubym nieporozumieniem jest założenie, iż byli funkcjonariusze zeznają na korzyść lustrowanych. Aby podkreślić jak grube jest to nieporozumienie przytoczę dwa fragmenty zawarte w tym samym piśmie:
Senat Rzeczypospolitej Polskiej odnosząc się do ciągłości prawnej między II a III Rzeczypospolitą Polską w uchwale z dnia 16 kwietnia 1998 r. uznał państwo utworzone w wyniku II wojny światowej na ziemiach polskich i funkcjonujące w latach 1944-1989 za „państwo niedemokratyczne o totalitarnym systemie władzy, będące elementem światowego systemu komunistycznego, pozbawione suwerenności i nie realizujące zasady zwierzchnictwa Narodu".
Oraz:
Obecnie jedyną dolegliwością takiego przyznania [o współpracy z SB np] jest zamieszczenie ogólnikowej informacji w „Monitorze Polskim", tak jakby współdziałanie z organami bezpieczeństwa totalitarnego państwa było etycznie obojętne. Osoba, która przyznała się do współpracy z organami bezpieczeństwa bez przeszkód może pełnić wszystkie najważniejsze funkcje publiczne w państwie.
Tylko ktoś kompletnie pozbawiony instynktu samozachowawczego lub kompletny idiota, mógłby w tych okolicznościach zeznać przed sądem, w wolnej Polsce: "byłem fachowym SB'kiem i oddanym komuchem, swoją pracę wykonywałem z poświęceniem czego przykładem jest werbunek lustrowanego właśnie XY. Na polu walki z opozycją miałem wiele sukcesów, otrzymywałem za to wielokrotnie wyróżnienia i nagrody z których jestem szczególnie dumny...."
Ciężko zatem przyjąć argument, że funkcjonariusze zeznawali na korzyść lustrowanych. Oni zeznawali na swoją korzyść, lustrowany był raczej tylko biernym beneficjentem. Ciężko przyjąć, że świadek będzie zeznawał tak, aby ze świadka stać się obiektem oskarżeń, a tak by się skończyło, gdyby przesłuchanie ujawniło jego zaangażowanie w sprawy, o których nie wiedziała np. komisja weryfikacyjna....Druga kwestia, dość niefortunnie ujęta, to kwestionowanie podważania dokumentów przez ich autorów. Skoro LK już raz zgodził się z możliwym fałszowaniem dokumentów, czego wyraz dał w cytacie umieszczonym wyżej, to zmiana stanowiska tylko ze względu na fakt, iż osobą kwestionującą wiarygodność dokumentu jest jego autor, jest, moim zdaniem, brakiem konsekwencji.
Nie można w ten sposób, niejako "autorytetem" SB, paradoksalnie uwiarygodniać dokumentów - bo przecież autorem był SB'k. Prezydent zagubił się w "negacjach do zaprzeczeń potwierdzeń zaprzeczeń".
Dalsze "ad absurdum", o kompletnym braku agentury, jest chyba właśnie wynikiem nieporozumienia, co do intencji przesłuchiwanych "byłych".
Dalej znajdują się dość kontrowersyjne zapisy:
Osoba, która wystąpi do Instytutu Pamięci Narodowej z wnioskiem o udostępnienie do wglądu dotyczących jej dokumentów, nie otrzyma takiego prawa jeżeli dokumenty znajdujące się w archiwum IPN zostały przez taką osobę wytworzone lub przy jej udziale w ramach czynności wykonywanych w związku z jej pracą lub służbą w organach bezpieczeństwa państwa albo w związku z czynnościami wykonywanymi w charakterze tajnego informatora lub pomocnika przy operacyjnym zdobywaniu informacji. Niemożliwym będzie również dostęp do dokumentów, z których treści wynika, że osoba występująca ze stosownym wnioskiem do IPN, była traktowana przez organy bezpieczeństwa państwa jako tajny informator lub pomocnik przy operacyjnym zdobywaniu informacji, jeżeli zobowiązała się do dostarczania informacji organowi bezpieczeństwa państwa lub świadczenia takiemu organowi jakiejkolwiek pomocy w działaniach operacyjnych albo realizowała zadania zlecone przez organ bezpieczeństwa państwa, a w szczególności dostarczała temu organowi informacji.
Zupełnie nie rozumiem dlaczego kolejny raz Prezydent podważa swoją własną opinię o tym, że zgromadzone dokumenty mogłą być niewiarygodne. Tak to interpretuję, bo jedynymi powodem takiej odmowy, wg mnie, może być obawa zniszczenia przez zainteresowanego ORYGINAŁU WIARYGODNEGO, zweryfikowanego dokumentu. Tyle, że taką obawę można w prosty "kserograficzny" sposób zlikwidować. Każdy inny powód byłby pogwałceniem obywatelskiego prawa do obrony i prawa do wglądu w materiały procesowe. Przyczyn takiego stanowiska w UZASADNIENIU nie znalazłem, co przy bardzo istotnej kwestii praw obywatelskich uznaję za poważne ich naruszenie.
Argumentując likwidację statusu "pokrzywdzonego" LK napisał:
Niejednoznaczność przepisów wzmocniona orzecznictwem sądowym doprowadzała do sytuacji, kiedy status „pokrzywdzonego" mógł zostać przyznawany również osobom na to niezasługującym. Z tego powodu uzasadniona jest rezygnacja
z przyznawania tego statusu.
W jednym zdaniu, wg mnie, w sposób nieuprawniony zakwestionował wartość przedmiotowej ustawy, orzecznictwo niezawisłych sądów oraz status osoby występującej do sądu. Tak mocne słowa powinny być uzasadnione podaniem choćby jednego przykładu spełniającego wszystkie wymienione przesłanki. Być może, a taką mam nadzieję, jezyk polski i jego skomplikowanie przerosło autora i dlatego błędnie wyraził swoją myśl. Być może Prezydent chciał napisać o możliwości wystąpienia takich przypadków a nie o ich wystąpieniu. Nie przypominam sobie bowiem wyroku sądu, który zakwestionował i odebrał "niezasługującym" status pokrzywdzonego.
O pomyśle publicznych list współpracowników służb nawet nie piszę - jak widać Lista Wildstein'a nic nikogo nie nauczyła. Ludzie zazwyczaj interpretują rzeczywistość po swojemu, a nie tak jak my chcemy.
Powyżej odnosiłem się tylko do niektórych fragmentów UZASADNIENIA nowelizacji. Teraz parę słów o jednym z zapisów - JAWNOŚĆ procesu. To ryzykowne posunięcie, a ryzyko wiąże się z tym, co Prezydent napisał w sprawie zeznań byłych funkcjonariuszy. Żeby przyłapać kogoś na kłamstwie trzeba doprowadzić do konfrontacji zeznań. Konfrontacja musi gwarantować wcześniejszą niewiedzę osób konfrontowanych o swoich zeznaniach - a o to będzie przy jawności bardzo trudno.
Martwi mnie też skutek uboczny tak nagłośnionej lustracji dziennikarzy. Martwi mnie to, iż wynik lustracji może zostać przez wielu pomylony z gwarancją wiarygodności i rzetelności. Nie chciałbym aby skutkiem złożenia oświadczenia było założenie, że teraz to nie trzeba weryfikować tego co ten, a ten napisał, ....bo przecież złożył oświadczenie.
Na koniec kilka patetycznych słów do dziennikarzy.
To, że mieliśmy, wszyscy, "przesrane" przez 40 lat jest poza sporem. To, że odzyskaliśmy wolność też. To, że do dzisiaj za tą wolność płacimy widać gołym okiem. Zamieniliśmy "gotówkę" - kule, bagnety i krew, na "raty" w postaci lustracji, układów i afer z korzeniami w czasach komuny. Co lepsze ? - nie ma już znaczenia, bo wyboru nie zmienimy. Teraz pozostało nam, a raczej w tym przypadku Wam drodzy dziennikarze, zapłacić kolejną "ratę" za wolność. Rata, moim zdaniem, jest śmiesznie mała. Trzeba złożyć oświadczenie. Wielu z Was pisało o honorze czy dumie, które miały by ucierpieć w związku z tym. Ja proszę więc o dwa kroki w tył i spojrzenie na ta sprawę z odpowiedniej perspektywy naszych losów. Czym jest "oświadczenie" przy krwi i życiu? Czy złożenie podpisu będzie bolało równie mocno jak rozrywanie skóry i łamanie żeber przez bagnet zaborcy? Czy ten podpis odbierze Wam honor? To nie jest kwestia porównania postaw, ale kwestia porównania ceny za wolność. Być może powstania to zbyt odległa historia, bo czasy się zmieniają, bo więcej można osiągnąć rozmawiając itd. ale wystarczy jednak zapytać Gruzinów czy Czeczenów jak płacą za wolność i niezależność, żeby Wasz "problem" nabrał innego wymiaru.
Na Waszym miejscu, oczywiście wierzyć nie musicie, zagryzł bym zęby, podpisał i zajął się dalszą pracą. Bez oglądania się na to, czy autor przepisu to wasz ulubiony czy mniej. Bez analizowania przecinek po przecinku jakości samej ustawy. Bez tworzenia zamieszania w kwestii, która, przy "braku prawa wglądu do teczki" czy ujawnienia listy, jest dość "nieszkodliwa". Tym bardziej, że jeden wyjątek, jedna odmowa może zostać wykorzystana do kwestionowania Waszego moralnego prawa do kontrolowania władzy - skoro sami macie na koncie takie wyskoki to od nas wara....
Pani Ewo, Pani "karta" jest już zapisana. Nie zmieni jej nikt i nic, a zwłaszcza podpis pod oświadczeniem lub jego brak. Ostatnią rzeczą jakiej musi się Pani obawiać to zarzut o "chlubienie się". Jednak brak podpisu może zmienić lub zafałszować karty innych. Proszę się nad tym zastanowić...choć sie nie znom, to tak Pani doradzom....
Parakalein



Komentarze
Pokaż komentarze (8)