W sobotę będzie miał premierę telewizyjną film dokumentalny Marcina Koszałki ISTNIENIE. Film o "umieraniu" Jerzego Nowaka. Bohater przygotowuje się na śmierć, ale nie tylko. Przygotowuje wszystkie formalności konieczne do przekazania swoich zwłok na cele naukowe-medyczne. Jego ciało zostanie "spreparowane" i zakonserwowane w formalinie. Stanie się "przyborem" dydaktycznym....
Do napisania postu zainspirowały mnie dwie rzeczy - zapowiedź i fragmenty filmu oraz fakt, że we wtorek uniknąłem śmierci. Coś mnie tknęło i wjeżdżając na skrzyżowanie, na zielonym, jechałem wolniutko i rozglądałem się. Zdążyłem tylko skręcić koła i wcisnąć hamulec w podłogę. Przed maską, jakieś 10, 15 cm, przemknęła ciężarówka. Na skrzyżowanie wjeżdżałem jako trzeci. Nie miałem więc prawa spodziewać się „spóźnialskiego”, który chce przeskoczyć na żółtym.
Jechałem z 2 letnim synem. Całą drogę pytał „co się stało”, „cemu trombi”....
Patrząc w oczy mojemu synkowi, słuchając jego słów, zastanawiałem się czy on by przeżył. Ja, przy tej prędkości i uderzeniu bezpośrednio w moje drzwi, niemiałbym szans. Miałem przed oczami zgniecione auto i szklany cukier na asfalcie. Miałem też przed sobą obraz starszego człowieka, Jerzego Nowaka, który porządkuje sprawy przed śmiercią. Pogodzony, „spokojny”.
Czy jestem gotowy na śmierć?
Czego bym żałował umierając w zgniecionym aucie?
Obraz Pana Nowaka i ta ciężarówka uświadomiła mi, że śmierć wcale nie jest tak daleko ode mnie jakby wiek na to wskazywał. To z kolei uświadomiło mi, co tak naprawdę jest w moim życiu ważne.Polecam każdemu te dwa pytania. Są prawie magiczne. Zmieniają świat.
Okazuje się, że wcale nie pomyślałem o wymarzonym aucie, o wycieczce na Alaskę, o wygranej w Totka, o dobrych, mądrych politykach, o nie napisanym poście, o niczym takim.
W pierwszym odruchu pomyślałem, że chętnie bym umarł sam – że oddałbym życie za mojego cudownego pierdzioszka siedzącego obok, żeby on wyszedł nietknięty. Gdybym zobaczył, że coś mu się stało umarłbym dwa razy. Poza tym żałowałbym , że nie zobaczę już jego gołych stópek tuptających po podłodze, że nie zobaczę drugiego wyrośniętego, chudego, ale z umięśnionymi nogami starszego syna, jak wykręca na rowerze kolejne kilometry z postawioną od wiatru grzywką. Że nie poczuję zapachu małej główki z wielkimi niebieskimi oczami tego małego brzdąca. Że nie zobaczę uśmiechu żony na widok mlecznej wedlowskiej, że już się nie przytulę, a ona mnie nie pogłaszcze. Że nie zobaczę jak chłopaki dorastają i czy są twardzi. Tylko to miałem w głowie, a w oczach łzy.
Dzisiaj siedzę i piszę. Słońce świeci, Ja i Junior żyjemy. Ciężarówka pojechała dalej, rozwozić opony.
Tylko łzy w oczach mam podobne........
Kiedyś na forum Lisa „enterek_poz” poprosił o modlitwę:
„żeby Bóg nie zabierał jeszcze mojego męża. Proszę!! Teraz zrozumiałam wiele rzeczy.....”
Później dopisała:
„Jeśli macie żony, mężów , dzieci.......
Wyłączcie kompy i idźcie do nich.... Potem żałuje się każdej chwili:((((((Naprawdę , uwierzcie.......... ”
No to wyłącznie te komputery..... choć na chwilę....
Ja idę poodbijać balon - z takim małym gościem .....
17:17 - PS. Własnie odebrałem telefon....umarła babcia mojej żony.....może ona modliła się za zdrowie nas Wszystkich w zastaw oddając swoje...może ta ciężarówka pomknęła do niej....



Komentarze
Pokaż komentarze (8)