paweł solski paweł solski
12
BLOG

Nie o to chodzi, by złowić króliczka...

paweł solski paweł solski Polityka Obserwuj notkę 0
Przyczyna powstania IPN

"Nie o to chodzi, by złowić króliczka, ale by gonić go, go, go, go..."

Śpiewała kapela z Krakowa o nazwie "Skaldowie", tekst wspaniałej Agnieszki Osieckiej z genialną muzyką i aranżacją Andrzeja Zielińskiego. Agnieszka Osiecka uchwyciła, mimo że piosenka powstała w czasach PRL, typową cechę polskich urzędników każdego szczebla, na przestrzeni dziejów, polegającą  nie na rozwiązywaniu problemu, lecz tworzeniu "kompromisowego" rozwiązania danego problemu. Jak słusznie twierdził W. Lenin, każdy kompromis jest zgniły, a jak informuje nauka wszelka zgnilizna prowadzi do zgonu organizm, który został nią dotknięty.

W trakcie istnienia Sejmu RP I kadencji, Konfederacja Polski Niepodległej przedstawiła projekt Ustawy uznającej PRL za twór zbrodniczy wobec Narodu Polskiego. Takie ujęcie problemu PRL - tworu powołanego przez Moskwę dla zamaskowanie faktu, że w istocie teren Europy nazwany PRL jest faktycznie kolonią Moskwy - pozwalało na całkowite oczyszczenie się z agentury moskiewskiej i wyeliminowanie ze społeczeństwa warstwy kompradorskiej.

To samo dotyczyło innych państw europejskich przekazanych przez Franklina Delano Roosewelta i Winstona Churchilla Moskwie, decyzją podjętą w Teheranie w 1943 roku. Należy podkreślić, że owi słudzy Moskwy nie posiadali żadnego mandatu do decydowania o losach ponad 100 milionów ludzi. Jak to się odbywało, przybliżył międzynarodowej opinii publicznej, w przekazie sprzyjającym imperializmowi moskiewskiemu, socjalista francuski i moskiewski służka, Alain Delon w filmie "Teheran", który jednak, o dziwo, nie pozwalał emitować w Polsce owej propagandówki, zdając sobie sprawę, że w ten sposób straciłby atrakcyjny rynek dla swoich przedsięwzięć filmowych.

Józef Retinger, który przez ludzi nieznających historii lub agentów, jest ciagle szkalowany - w istocie, z racji swojej międzynarodowej pozycji znający wszelkie, również sekretne poczynania polityczne,  przestrzegł polskich decydentów, iż w Teheranie oddano znaczną część Europy Moskwie i należy więc zweryfikować naszą postawę wobec Aliantów w związku z tą zdradą, ale jak zwykle nasi przedstawiciele stając twarzą w twarz z brutalną rzeczywistością uznali, że najlepiej udawać, że nic się nie stało.

Formalne przekazanie, czyli podpisanie dokumentów - zupełnie nie mających mocy prawnej, gdyż żadne z państw dotkniętych Jałtą, nie zbyło na rzecz niżej wymienionych FDR, W.CH. czy J.S., swoich suwerennych praw - znane jest od miejsca gdzie nastąpiła akceptacja apetytu imperializmu moskiewskiego przez Anglosasów - zdradą jałtańską.

Odbyło się to w Jałcie w 1945 roku. Angielski pisarz John le Carre w swojej powieści - "Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg" napisał, że gdyby był Polakiem, żaden Anglik, nie mógłby zbliżyć się do niego na odległość rzutu kamieniem. Należy podkreślić, że John le Carr był oficerem wywiadu brytyjskiego, więc wiedział co pisze.

Od 1945 roku do 1993 roku w PRL celem zabezpieczenia zdrady jałtańskiej, stacjonowały wojska Moskwy przy każdym większym mieście polskim lub obszarze ważnym strategicznie. Z nastaniem armii moskiewskiej w PRL pojawiali się różni "patrioci", którzy chcieli, a to reformować socjalizm, a to rozmawiać z Moskwą bez moskiewskiej agentury, a to kolonializm moskiewski budować pod opieką Matki Boskiej Królowej Polski. Byli to oczywiście skrajni obłudnicy, którzy tak naprawdę liczyli, że w służbie dla Moskwy zajmą miejsce sprawdzonej przez Moskwę agentury moskiewskiej i przechwycą apanaże przysługujące takim służalcom. Pierwszy ruch w tej stylistyce zdrady narodowej wykonało tak zwanych 16 przedstawicieli różnych frakcji politycznych, którzy pognali, jako te sarenki do karmnika, na spotkanie z oberpolicjmajstrem Moskwy, niejakim Sierowem. Oczywiście ostrzegano ich, że zwołane spotkanie jest pułapką na ich pochwycenie, ale jak zwykle liczyli, że jakoś to będzie i może uda się wymościć sobie legowisko, jako służka Moskwy.

Później owych szesnastu, sprytnie otoczono całunem mega patriotów, dlatego, że Stalin kazał ich sobie dostarczyć, a następnie zrobił z nich pokazówkę, jak będzie traktował jakiekolwiek przejawy inicjatywy politycznej, własnej Polaków. Sprawa 16 pokazuje, jak ułomni umysłowo byli ci wszyscy specjaliści od dogadywania się z Moskwą i jak beztrosko traktowali Polskę.

 Z czasem, niepomni na los szesnastu, zaczęli wypełzać z nor zdrady narodowej różni mniej lub więcej samozwańczy świeccy katolicy, o prowiniencji, a to przedwojennych totalitarystów - PAX, a to katolicy licencjonowani przez Moskwę, pragnący budować kolonializm moskiewski, który nazywali socjalizmem, w jednym ręku trzymając dzieła zebrane J.Stalina a w drugiej ręce artefakt Matki Boskiej Częstochowskiej - ZNAK i inni tego typu zakłamani osobnicy. Moskwa ich oczywiście tolerowała, gdyż wykorzystywała fakt ich istnienia do dyscyplinowania swojej sprawdzonej agentury, gdyby czasami towarzyszom przypomniał się poemat 'Konrad Wallenrod".

Wszystkich tych "patriotów" łaczył jeden fakt, za skarby całego świata - nigdy, przenigdy nie wspominać o niepodległości Polski. Kto poruszał ten temat, był uznawany, albo za chorego umysłowo, albo za, jejku, jej - agenta! Tak więc owo gonienie króliczka trwało i trwało.

Należy też dodać, że ci wszyscy katoliccy statyści i im podobni specjaliści od reformowania kolonializmu moskiewskiego, byli bardzo przydatni Moskwie, bo miast obnażać oczywisty fakt, że PRL to moskiewska kolonia, w której Naród Polski, jest bezwzględnie eksploatowany i nie ma to nic wspólnego z żadnym socjalizmem, komunizmem i innymi pseudofilozofiami politycznymi z XIX wieku, oni wręcz przeciwnie bardzo poważnie i z pompatycznym zacięciem prowadzili progadandowy na rzecz Moskwy dyskurs światopoglądowy, udając, że nie chodzi o polskie kopaliny, polskie płody rolne, polski przemysł - całą polską gospodarkę, która pracowała na rzecz Moskwy, jako jej kolonia, tylko toczy się debata czy socjalizm, czy demokracja. Materializm, czy idealizm.

 Do dziś owo zakłamanie jest obecne, kiedy to przedstawicieli postkompradorskich sitw, obrzuca się wyzwiskami typu - komuch, lewak. W rzeczywistości ci osobnicy głosiliby chwałę i wielkość podogonia czarnego kota, gdyby im Moskwa kazała, byleby tylko z dóbr rabowanego Narodu Polskiego, Moskwa rzuciła im jakiś ochłap.

Tymczasem już w latach 60 XX wieku pojawiły się w różnych fasadowych organach agentury moskiewskiej, utajnione struktury, które rozumiały, że odpowiedni byt egzystencjalny Narodowi może zapewnić tylko Polska niepodległa. Ludzie ci doskonale znali Moskali i wiedzieli, jaki wręcz horrendalny rabunek jest dokonywany przez Moskwę i ich służki na Polakach. Poza tym wielu z nich zdawało sobie sprawę jak wiele mogliby osiągnąć, gdyby nie zależność od łaski i niełaski Moskwy.

Jednym z takich środowisk była ówczesna redakcja tygodnika "Stolica", w której swoje felietony pisywał Leszek Moczulski. Osobiście mogę stwierdzić, że już jako dzieciak, ciągle słyszałem w domu trzy nazwiska ludzi, którzy nie będąc przedstawicielami hierarchii katolickiej, zaczęli stawać się ważni dla Polski.

Byli to Jacek Kuroń, Karol Modzelewski, Leszek Moczulski. O tych dwóch pierwszych uważano, że z naiwnej pozycji reformatorów socjalizmu, przeistaczają się w prawdziwych demokratów. Zaś Moczulski był traktowany, jako ten, który rozumie, że nie ma Polski bez niepodległości. Dlatego też kiedy w drugiej połowie lat siedemdziesiątych zaczął kształtować się KPN, formacja ta stała się jedyną masową, jak na warunki okupacji moskiewskiej, siłą polityczną.

Do organizacji KPN, przystępowali ci wszyscy, którzy rozumieli przesłanie Leszka Moczulskiego - Polska musi być niepodległa. Byli to ludzie młodzi, nieskażeni obłudą polityczną, rozumiejący istotę PRL. Rozwścieczało to tych, którzy właśnie chcieli "gonić króliczka" ale nie złapać go. Tych specjalistów od hasła - "Socjalizm tak - wypaczenia nie." Co należało czytać - akceptujemy imperializm moskiewski, ale dajcie nam trochę więcej pozorów swobody. Trochę więcej erzacu wolności.

Oczywiście Moskwa ignorowała ich i najbardziej obawiała się właśnie Leszka Moczulskiego i jego organizacji zwalczając z cała zaciekłością KPN. Po upadku Imperium Zła, Moskwa nie zapomniała o Leszku Moczulskim i KPN, przez swoje agentury w Polsce tworząc intrygi zarówno w celu zdyskredytowania Przewodniczacego KPN, jak i w celu rozbicia formacji. Jednocześnie zarówno Moskawa, jak i inne wrogie Polsce ośrodki zaczęły gwałtownie tworzyć różne pseudo partie i partyjki, w celu realizowania obcych interesów, jak i ochrony warstwy kompradorskiej oraz ochrony bezpośredniej agentury moskiewskiej i innej.

Wszyscy owi " obłudni patrioci", rzucili się do ataku na KPN i Leszka Moczulskiego, przede wszystkim dlatego, że istnienie KPN i Leszka Moczulskiego obnażało ich zdradę interesów Narodu Polskiego w okresie okupacji moskiewskiej i bez znaczenia było tu czy ta ich postawa wynikała ze strachu, czy to z głupoty. Przeszłość winna wykluczać ich, jako statystów z polityki niepodległej Polski. Jednak ci wszyscy, którzy jeszcze rok, czy dwa wcześniej twierdzili, że nie ma mowy o żadnej niepodległej Polsce, nagle stali się gorącymi patriotami, którzy zawsze i wszędzie walczyli o wolną Polskę. Jednocześnie pracowicie podtrzymywali kłamstwo, że PRL był jakimś socjalistycznym, suwerennym podmiotem politycznym, a nie typową kolonią z czasów XIX wiecznego konializmu. Kiedy Krzysztof Kieślowski powiedział, że Polska wyzwoliła się i wróciła do Europy, spotkało się to z głęboką niechęcią. Dopiero córka Andrzeja Szczepkowskiego - który nie wyczuł czasu i chodził po Warszawie mówiąc - "Wszyscy mówią, że znają papieża, a ja znam Sergiusza Obrazcowa (cyrkowiec moskiewski) i tym się chwalę."- uratowała sytuację ogłaszając, że w Polsce skończył się komunizm, a nie okupacja moskiewska. To było owo dalsze gonienie króliczka i ukrywanie prawdy, że jako Naród wychodziliśmy spod jarzma kolonializmu, a nie żadnego socjalizmu, czy komunizmu.

Kiedy więc KPN, zgłosił Ustawę uznającą PRL za organizację zbrodniczą wobec Narodu Polskiego, to zarówno bracia Kaczyńscy, jak i "chłopi z Marszałowskiej", jak wówczas nazywano ów przemalowany ZSL na PSL oraz inni, znani dziś, agenci Moskwy, a uchodzący wówczas, za "politycznych wariatów" (chodziło o to, aby nie mówić o nich agenci Moskwy), biegali po korytarzach sejmowych, jak kot z pęcherzem, że "nie lzia, nie nada", bo stracimy ziemie zachodnie, w ogóle nasz byt państwowy legnie w gruzach, krowy przestaną dawać mleko i pszczoły zapylać. W ten sposób utrącono incjatywę ustawodawczą a sam KPN nie posiadał większości, aby przeprowadzić Ustawę przez procedowanie.

Jednak całkiem sprawy nie można było zignorować. Zwłaszcza, że w 1956 roku W. Gomułka i jego kumotry, bardziej zdecydowanie rozprawili się z tymi, którzy wcześniej wypchnęli ich z łask Moskwy. W połowie lat pięćdziesiątych ów agent Moskwy uchodził za polskiego patriotę, więc jego zemsta na konkurentach do łask Moskwy, traktowana była, jako akt sprawiedliwości narodowej. Fakty te były jeszcze dobrze pamiętane, więc owi "farbowani patrioci" musieli tu jakiś zgniły kompromisik rzucić Narodowi, bo robiło się coraz smrodliwiej. Dlatego odwołano się do sławetnej formuły "gonienia królika" i wymęczono Instytut Pamięci Narodowej w dniu 18 grudnia 1998 roku oraz obalono weto Aleksandra Kwaśniewskiego, ku uldze jego samego. Pierwszym przewodniczącym został niejaki Leon Kieres, który chyżo zabrał się za udowodnienie nam Polakom, iż to my, Polacy, mamy wkład w ludobójstwo na tych wszystkich, których Niemcy uznali za wyznawców judaizmu.

Natomiast bidulce umknęły te wszystkie zbrodnie od 1939 roku popełniane na Polakach. Wszak tyle ich było, że kto by tam panie się w tym rozeznał. Wtedy jeszcze żyli i ci od paktu Stalin - Hitler, ci od Jałty, nie mówiąc o różnych innych łotrach. Zgodnie z prawem międzynarodowym, można było rządy USA, UK, FR pociągnąć do odpowiedzialności za Teheran, Jałtę. Ale gdzieżby tam Leonowi Kieresowi takie bezeceństwa przyszły do głowy. Nawet, kiedy Prezydent Federacji Rosyjskiej, Borys Jelcyn, zaproponował Trybunał Międzynarodowy do rozliczenia zbrodni sowieckich, taki jak Norymberga dla nazistów, nikt z tych "pomazańców patriotycznych" nie odezwał się, nie wsparł.

Tymczasem IPN pracował pełną parą, tylko jakoś bidulki nawet morderców górników z kopalni "Wujek" nie potrafili dopaść, nie mówiąc o faktycznych mordercach - księży, Grzesia Przemyka, błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki, czy innych zamordowanych rzez siepaczy moskiewskich. W istocie, oprawcom Polaków żyło się coraz dostatniej, zaś "stalin wnuki" rosły w siłę i znaczenie.

Jak dziś widać były Przewodniczący IPN dobrze poznał zasady "gonienia królika" i znów szykowana jest nam gratka bibliofilska, w miejsce realnego działania, czyli rozliczenia czterdziestu lat rabowania Narodu Polskiego. Czterdziestu lat kolonializmu moskiewskiego, który był efektem zdrady jałtańskiej. To jest cel, który winny realizować najwyższe władze Polski, a nie odgrzewać grę w gonienie królika.

   

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka