Czytam słowa Donalda Tuska po wieczornym spotkaniu z Danutą Huebner:
- Przed chwilą skończyliśmy rozmowę na temat tych różnych wariantów, także tego, w jaki sposób będziemy jeszcze kontynuowali te prace, które pani komisarz prowadziła - mówił premier. Dodał, że jeśli chodzi o objęcie przez Huebner mandatu w PE, to definitywna decyzja musi zapaść w poniedziałek, ale - jak mówił - uznali, że optymalne dla Polski będzie objęcie przez nią mandatu.
I wszystko staje się jasne: sprytny plan Tuska właśnie się domyka. Poprzez umieszczenie Huebner jako "jedynki" na liście PO w Warszawie w eurowyborach, premier napompował wynik Platformy, wysysając poparcie z SLD (przez co "wylaszczony" Wojciech Olejniczak ledwo wczołgał się do PE) i zabierając marzenia PiS o drugim mandacie (pomimo 53 tys. Arkadiusza Mularczyka).
Decydując się na kandydowanie do PE, Huebner musiała wziąć urlop z Komisji Europejskiej. Wpychając ją w mandat eurodeputowanej, Donald zgrabnie przejął stanowisko komisarza, które dostanie zapewne Janusz Lewandowski. Tym sposobem dokończy kadencję pani komisarz, aby w nowej Komisji objąć pewnie bardziej prestiżowe stanowisko np. komisarza ds. przemysłu. Śmiem twierdzić, że Platforma walczy właśnie o poważne stanowisko w Komisji (plus jakaś ważna funkcja w PE dla Saryusza-Wolskiego) i spokojnie przehandluje w tym celu Buzka Włochom.
A pani Danuta dzisiaj ostatecznie wyskoczyła z pierwszej ligi europejskiej a na otarcie łez pozostanie jej mandat europosłanki. Frakcja socjalistów w PE za słaba, żeby do niej przeskakiwać. Także w kraju - po skoku na Platformę -droga do kariery raczej zamknięta - SLD po takim numerze na nią nie postawi, choć przecież w Warszawie mogłaby sobie z Gronkiewicz-Waltz poradzić).
Brawo, Donald. To się nazywa dobra, polityczna zagrywka. Zduszona Huebner, upokorzone SLD... A wszystko w imię polityki miłości, oczywiście.



Komentarze
Pokaż komentarze (12)