... bo przecież kto o zdrowych zmysłach przebrnie przez ustawę, która liczy 1201 strony. Jeszcze tydzień wcześniej było ich 946, ale każdy głos do przepchnięcia dokumentu ważny, więc się dorobiło trochę kartek. Aby to wszystko przeczytać, potrzeba było nająć profesjonalnego szybkoczytacza...
Brzmi znajomo? Nie, to nie nasz Sejm, ale amerykański Kongres i kosztująca setki miliardów dolarów ustawa walcząca z efektem cieplarnianym oraz promująca energię odnawialną. Ustawa tak ważna dla prezydenta Obamy i Demokratów, że ma być głosowana natychmiast, jeszcze dzisiaj, bo jest pilna i trzeba ratować planetę. Więc kto by się przejmował jej czytaniem - jedynymi, którzy naprawdę wiedzą co w niej jest, to różnej maści lobbyści... No i cudaki od przejrzystości, którzy postulują żeby każdy projekt ustawy przed uchwaleniem w wersji ostatecznej umieszczać na 72 godziny w internecie i zbierają zobowiązania od członków Kongresu, że ci będą zawsze głosować nad ustawami, które wcześniej... przeczytali. Ale kto ich tam będzie słuchał, kiedy trzeba uchwalać jedynie słuszne akty prawne..
W sumie żadnego zdziwienia. Ostatecznie, gdy na początku roku Kongres przegłosował kosztujący podatników 787 mld dolarów pakiet stymulujący gospodarkę, wielu członków Kongresu przyznało, że nie przeczytali nigdy przed głosowaniem kilkusetstronicowego dokumentu. Od dawna przecież wiadomo, że najlepiej wyciąga się pieniądze od podatników, krzycząc o konieczności pilnego ratowania a to planety, a to głodujących dzieci czy schorowanych staruszków.
P.S. Pamiętacie skąd się wziął Ganley? Jako ówczesny euroentuzjasta, postanowił przeczytać tekst Traktatu Lizbońskiego. Kiedy jako jeden z nielicznych w Europie to zrobił, wydał kilka milionów z własnej kieszeni na jego zwalczanie...



Komentarze
Pokaż komentarze (4)