13 obserwujących
58 notek
81k odsłon
1563 odsłony

Po tym jak eksplodował świat – Bejrut

fot. Paweł Rakowski
fot. Paweł Rakowski
Wykop Skomentuj2

Upadek, śmierć, ruina, pożoga i dramat ludzki. Cały świat skupił swoją uwagę na umęczony przez los Liban pamiętnego dnia 4 sierpnia, kiedy to wybuchł port bejrucki a podmuch z eksplozji pozbawił życia ponad 200 osób a kolejne prawie 300 tys. uczynił bezdomnym. Jednak nie jest to pierwsza tragedia, która dotknęła kraj cedru w ostatnim czasie. Liban to bank. Jednak ten bank upadł a do rozlicznych problemów doszła jeszcze pandemia, która wstrzymała to co się zniszczyć nie dało – libańską przedsiębiorczość.  

Bejrut to nie jest miasto kontrastów. Bejrut to jest sam w sobie kontrast. Miasto podzielone wedle strefy wyznaniowej (chrześcijanie i muzułmanie, a dalej muzułmanie sunnici i szyici) oraz majątkowej. Inne światy i inne realia i inne cywilizacje. Wszystko obok siebie nigdy razem – tak zdrowiej i lepiej. Pierwszy szok tych nowych czasów to ciemność. Chociaż Bejrut to nie Monte Carlo jednak trasa z lotniska na północ to zawsze kanonada świateł. Wpierw przejazd przez osławione dzielnice szyickie, które w sumie jako jedyne w nocy śpią. Śpią lub czuwają, albo jedno i drugie. Tam życia nie ma po zmroku. Ajatollahowie ponoć zakazują. Następnie wjeżdża się do sunnickiej części miasta. Tu żywiej i gwarniej ale nie tym razem. Z niecierpliwością oczekiwałem wjazdu do chrześcijańskiej części miasta, jednak i tym razem cisza, chociaż skwar nocny determinuje do aktywności. Za katedrą św. Jerzego zjazd w lewo. Armia stoi przy wjeździe na Gemayjze, a z przy morzu ruiny i osławiony silos. Noc już nie młoda ale gdzie jesteście kioski, sklepiki, piekarnie, knajpy? Tylko ruiny wzdłuż autostrady po obu stronach i ciemność, chociaż to tutaj jest życie i to tutaj jest ten lepszy i prawdziwszy Liban, który nie ma nic wspólnego z widowiskowymi relacjami kolejnych regionalnych konfliktów. Jednak zamiast życia jest ciemność, a zamiast interesu jest zastój. Tak nie było nawet w trakcie trwającej 15 lat wojny domowej.

Po 3 dniach kwarantanny a wcześniej dwóch testach covidowowych, wracam z północy do Bejrutu. Po drodze szybki pobyt na stacji benzynowej. Po staremu, Egipcjanie tankują i myją samochód. Dwa papierosy przy nalewaku, szybka kawa z kierownikiem. Tak jak było tak jest. Różnica znacząca. Za pełny bak, mycie i odkurzanie 10 USD a nie jak poprzednio 50 USD. Twórcy pieniądza mają walutę bez wartości, kto ma a raczej większość ma to przejada majątek poprzednich pokoleń. Zarobki fikcyjne a i tak trzeba się cieszyć jeśli jakieś są. Kryzys trwa w najlepsze, chociaż Ramzes dawno opuścił Fenicję. Mawiają, że to Hezbollah wywozi do Iranu dolary oraz że Donald Trump zablokował libański system bankowy oraz że Saudowie zirytowani tym, że libańscy szyici do nich strzelają w Jemenie wycofali swoje aktywa i lokaty z Bejrutu. Tak jak to w Lewancie bywa, prawdą może być wszystko lub prawie wszystko lub nic. Niemniej trasa z północy do Bejrutu jak zawsze w korkach. Dokąd ci ludzie jadą? Jest lockodown, od 18:00 trzeba być w domach, biznesy pozamykane, miasto handlowe nie handluje, kryzys, upadek a mimo to gdzieś ludzie zmierzają. Po co i dlaczego?

Upał niemiłosierny nad rondem osławionej ormiańskiej Darry bilbordy czy napisy na białych płótnach MY TU ZOSTAJEMY wiszące z balkonów. Plotka, bo plotka jest mistrzynią języka arabskiego, głosi że jacyś nieznani nikomu biznesmeni powiązani z najsłynniejszym libańskim ugrupowaniem chodzą do właścicieli okolicznych nieruchomości uszkodzonych przez wybuch i proponują bardzo dobre pieniądze za wykup posesji. Chrześcijanie solidarnie oponują jednak na jak długo? Niemniej zaraz za rzeką Naher Beirut szpital polowy rozłożyło Maroko, wiadomo że z podobnymi ośrodkami są też rozlokowani Persowie i Saudowie oraz Rosjanie. Natomiast Europy brak. Jadę dalej i macham do portretu marokańskiego króla Mohammeda VI godnie wiszącego na tle niemieckiej piwiarni. Po drugiej stronie widok apokaliptyczny. Setki ton brezentu i złomu. Ponoć i tak już sprzedanego Chińczykom jednak to pokazuje skalę zniszczenia portu, który o dziwo już wrócił niemalże do 100% używalności. Przy deptaku stoi emeryt sprzedający kawę. Khalil, czyli po arabsku przyjaciel, pyta się skąd jestem – a Lewandowski kojarzy i się rozjaśnia. Przyjechał tutaj z południa, niemalże spod granicy palestyńskiej, chociaż region zaczyna już nazywać jaki kraj faktycznie znajduje się tam zamiast Palestyny i rozpoczął biznes. Przejeżdżający zatrzymują się i robią sobie selfie i zdjęcia pamiątkowe. Patrzę z podziwem na Khalila, na tego reprezentanta ducha fenickiego, chociaż on jako szyita z Fenicją ma niewiele wspólnego. Tu każdy skądś przybył. Młodzież się cieszy na tle portu. Generalnie żałoby nie ma. To piękne. Libańczycy, chyba jedyni którzy rozumieją swój kraj zdają sobie sprawę, że katastrofa 4 sierpnia nie była zewnętrzną robotą tylko kulminacją patologii i bałaganu. Bałaganu, który i tak się nie skończy. Nie będzie nowego rządu, a jak nawet pod presją międzynarodową będzie to i tak z tymi samymi politykami lub z ich dalszej rodziny.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka