16 obserwujących
65 notek
95k odsłon
  2613   0

Sojusz Abrahamowy w nowych realiach

fot.Paweł Rakowski
fot.Paweł Rakowski

Kiedy Donald Trump w 2017 roku ogłosił, że ustabilizuje Bliski Wschód w oparciu o „konstruktywne reżimy” wielu zachodnich komentatorów zastanawiało się o jakich reżimach mówił amerykański prezydent. Chwilę później w podobnym tonie wypowiedział się Netanjahu niejako precyzując słowa Trumpa, że chodzi m.in. o Arabię Saudyjską,. Zarówno Rijad jak i Tel-Awiw w sumie więcej łączy niż dzieli. Oba kraje czują się zagrożone przez Iran jak i islamski radykalizm. Zarówno Dom Saudów jak i Beniamin Netanajhu domagają się międzynarodowej izolacji gospodarczej i politycznej Iranu, co też przyniosło bardzo wymierny skutek. Libański Hezbollah, w kraju uchodzi za partię patriotyczną i pragmatyczną posądzany jest zarówno przez chrześcijan, sunnitów czy też druzów za współodpowiedzialność za kryzys gospodarczy kraju cedru. A to arsenał 140 tys. rakiet i ponad 40 tys. świetnych żołnierzy stojących na izraelskiej granicy krępuje wojenne ruchu Tel-Awiwu i Waszyngtonu, albowiem bez wyeliminowania Partii Boga nie może być wojny z Iranem. Iran może wytrzymać tysiące uderzeń rakietowych natomiast Izrael nie może sobie pozwolić na cios rakietowy na Tel-Awiw czy Haifę. Wiązałoby się to z wielkimi stratami ludzkim jak i załamaniem się mitu Izraela jako bezpiecznej przestrzeni dla Żydów.  

Od początku 2020 roku upadły libański system bankowy, a pandemia jak i zniszczenie portu w Bejrucie doprowadziło do sytuacji dramatycznej. Sponsorowana przez Iran organizacja niedostaje od swoich mocodawców dostatecznych środków finansowych, ponieważ sam reżim jest całkowicie zablokowany i w sumie niezdolny do prowadzenia regionalnej polityki. Albowiem na Bliskim Wschodzie nie liczy się ideologią, a liczy się tylko i wyłącznie złoto i amerykański dolar. Podobne jak w Bejrucie i Teheranie problemy występują w Damaszku jak i w Bagdadzie i widzimy, że w ciągu 12-stu miesięcy od przejścia protestów w Libanie, Iraku i w samym Iranie, szyicki projekt geopolityczny jest w ruinie.

Kryzys finansowy spowodowany przez sankcję nałożone przez Donalda Trumpa tworzył nowe realia w regionie. Szyicki Hezbollah musi zacząć wybierać czy lojalność wobec sponsora czy własne istnienie, albowiem głosy krytyczne wobec libański Partii Boga jednoczą libańskie ugrupowania konfesyjne we wspólnym interesie z Izraelem. I chociaż jeszcze nie ma jednoznacznych deklaracji ale przed wyborami amerykańskim zaczęło się sondowanie czy przypadkiem Izrael i Liban nie powinni zacząć negocjacji pokojowych. Bassil Gibran, zięć libańskiego prezydenta Michaela Aouna miał opublikować kilka tygodni temu tweeta rozważającego rozmowy z Izraelem, chociaż szybko nastąpiło dementi, że to fake news. Jednak rozmowy i tak się zaczęły w październiku i dotyczą wytyczenia granicy morskiej pomiędzy krajami. Z tym, że z perspektywy libańskiej jest to jeszcze większy problem niż izraelskiej, albowiem Liban oficjalnie nie uznaje istnienia Izraela, a na oficjalnych mapach czy podręcznikach szkolnych zamiast Izraela jest napis Palestyna. Tym samym jak można podpisać dokument z bytem, którego się nie uznaję – zastanawia się telewizja Al-Manar należąca do Hezbollahu, niemniej rozmowy trwają w dobrze znanym polskim żołnierzom stacjonującym w południom Libanie od lat 70-tych nadmorskiej miejscowości Naqoura. Libańska dziennikarka i autorka jednej z pierwszych książek o Hezbollahu Hala Jaber przyglądała się tym rozmowom i zauważyła, że delegaci izraelscy i libańscy wraz z pośrednikami ze sobą rozmawiali i spożywali razem posiłki, a z okolicznego płotu wisiała żółta flaga Hezbollahu. Jest to bardzo ważny komunikat. W kulturze bliskowschodniej nie przechodzi się do meritum od razu, a te rozmowy mają miejsce na obszarze na którym zarówno delegacji rządu z Bejrutu jak i kontyngent ONZ jest gościem Hezbollahu.

Zdaniem izraelskich mediów nie ma innej szansy dla Libanu niż zaczęcie negocjacji z Izraelem, który też musi się liczyć z swoim północnym sąsiadem. Benny Gantz, lider opozycji wobec Netanjahu stwierdził, że po stronie libańskiej jest „zrozumienie, że czas już być może nadszedł”. Tematem rozmów jest granica morska, ale faktyczną istotą jest gaz w akwenie 9-tym. Izrael nie może jego eksploatować w obawie przed atakiem Hezbollahu, jak i to odstrasza amerykańskich i saudyjskich inwestorów. Z drugiej strony tylko zyski z gazu mogą uratować Liban przed głodem i chaosem. Co więcej sojusz antyturecki pomiędzy Egiptem, Cyprem, Grecją a Izraelem paradoksalnie niejawnie mógłby obejmować też Liban. A powrót powiązanego z Saudami Saada Harrirego na stanowisko premiera kraju cedru pokazuje, że Ryjad aktywnie wszedł w basen Morza Śródziemnego aby uczestniczyć w procesie ograniczania wpływów Turcji i Kataru. Zdaniem libańskich obserwatorów Arabia Saudyjska chce zainwestować swój kapitał w gaz śródziemnomorski i to może nie tylko wskrzesić libańską gospodarkę ale i system bankowy. Jednak to wymaga przede wszystkim redefinicji swojego istnienia ze strony Hezbollahu i jednoznacznym opowiedzeniu się czy jest to partia polityczna reprezentująca libańskich szyitów czy realizator globalnych interesów Teheranu. Komentarz zastępcy sekretarza generalnego tej partii Naima Qassema w sprawie odwetu za śmierć Mohsena Faharizadeha, że jest to „wyłączna” sprawa Iranu może świadczyć o tym, że w Dahyji w dzielnicy szyickiej w Bejrucie bardzo poważnie zastanawiają się nad przyszłością.

Lubię to! Skomentuj37 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka