1 obserwujący
39 notek
45k odsłon
1235 odsłon

Lekcje odrobione, więc wojny nie będzie

wikipedia.commons
wikipedia.commons
Wykop Skomentuj6

31 sierpnia Bliski Wschód zastygł. Czy właśnie zaczyna się trzecia wojna libańska - lewant z niepokojem śledził newsy. Jednak doniesienia z granicy libańsko-izraelskiej na szczęście ochłodziły emocję. 4 rakiety typu kornet wystrzelone w pojazd opancerzony i w bazę w miejscowości Awiwim osiągnęły cel, lecz wedle oficjalnych izraelskich doniesień nie spowodowały straty w ludziach. Odpowiedź izraelska była natychmiastowa – libańskie południe zostało ostrzelane setką pocisków moździerzowych oraz izraelskie bombowce zrzuciły 30 rakiet na wcześniej upatrzone cele Hezbollahu. Strat w ludziach brak. Co wielce szokuje, albowiem zarówno Izrael jak i szyicki Hezbollah potrafią zabijać, a taka niecodzienna wymiana ognia od razu uruchamia myślenie w kategoriach teorii spiskowych (które na Bliskim Wschodzie nie mają znamion pejoratywnych), że cały bieżący konflikt to jedna wielka farsa, a zdarzenie było starannie wyreżyserowane. Albowiem, czy Hezbollah miałby sens istnienia, gdyby nie było Izraela, a Izrael mógłby wyciskać amerykańskiego podatnika z dotacji i subwencji militarnych, gdyby nie miał szyickiej Partii Boga jako straszaka?

Niemniej, zdaniem praktycznie wszystkich liczących się ośrodków analitycznych i medialnych od Nilu do Eufratu, kryzys libańsko-izraelski, który zapoczątkowany został nalotem izraelskich dronów na południowe dzielnicę Bejrutu, kontrolowane przez Hezbollah, jest bardzo poważny i może przynieść nieobliczalne w skutkach konsekwencje. Liban, to nie jest Gaza czy Syria. Liban, a przede wszystkim szyici libańscy byli i są największą zmorą izraelskiej machiny wojennej, a manekiny w izraelskich wozach bojowych na granicy, jak i całkowite opuszczenie personelu nadgranicznego posterunku właśnie w Awiwim pokazuje, że Jerozolima jest gotów na unikanie bezpośrednich ciosów i na kompromitację w świecie arabskim niż na realną konfrontację, która w okresie przedwyborczym nie przyniosłaby politycznych korzyści rządzącym. Libańska ulica gromko komentuje, że dla Hezbollahu izraelski premier Beniamin Netanjahu jest idealnym partnerem - dużo mówi, ale bardzo mało robi. W ciągu jego już 13 letnich nieprzerwanych rządów, Izrael wojował tylko z Palestyńczykami w Gazie. Netanjahu, określany jest przez arabskie media jako polityk ostrożny i bardzo dbający o swój wizerunek, a kolejna wojna libańska raczej nie przyniosłaby izraelskiemu premierowi splendoru, a mogłaby zakończyć jego karierę, tak jak to miało miejsce z Menachemem Beginem, Arielem Szaronem, Szymonem Peresem, Ehudem Barakiem czy Ehudem Olmertem. Ich wszystkich dopadł syndrom “libańskiego bagna”.

Jakie więc ma cele w obecnym kryzysie izraelski premier Beniamin Netanjahu? Wiele wskazuje na to, że przez skupienie światowej opinii publicznej na granicy libańsko-izraelskiej, izraelski premier szykuje kolejnego asa w przedwyborczej rozgrywce i chce dokonać aneksji części z ponad 120 żydowskich osiedli na Zachodnim Brzegu Jordanu wybudowanych nielegalnie na terytoriach palestyńskich po 1967 roku. Mając uprzednio takie dyplomatyczne sukcesy jak uznanie przez Waszyngton izraelskiego statusu w Jerozolimie i na Wzgórzach Golan, Netanjahu jest pewien, że włączenie w administracyjny obręb Izraela takich miasto-osiedli jak Gush Etzion, Ariel czy Efraim zapewni mu głosy rosyjskich imigrantów oraz prawicowych ekstremistów w wyborach 17 września.

Obecny kryzys wydaję się być zbawienny również dla szyickiej Partii Boga. Hezbollah jako partia i ugrupowanie o rewolucyjnej proweniencji stale potrzebuje “żaru politycznego” do tworzenia niezbędnego napięcia. Chociaż jeszcze daleko jest do takiego kryzysu jak w latach 2000-2006, kiedy to po wycofaniu się armii izraelskiej, Libańczycy całkiem sensownie dopytywali się o sens istnienia tej formacji, która kompromituje wizerunkowo kraj cedru jak i jest po prostu niepotrzebna związku z zakończeniem okupacji. Tzw. Druga wojna libańska z 2006 roku, jak i powstrzymanie pochodu ISIS i syryjskiej Al-Kaidy na Liban w czasie wojny syryjskiej przywróciło organizacji nimb obrońcy narodu i ojczyzny. Świetne pod względem językowym i stylistycznym przemówienia lidera Partii Boga Sayyeda Hassana Nasrallaha mówiące o przyszłej wojnie z Izraelem nużyły i męczyły nawet umiarkowanych zwolenników Hezbollahu. Co więcej, sprawa Palestyny chociaż oficjalnie znajduje się na sztandarach arabskiej polityki, praktycznie nie cieszy się poparciem arabskiej ulicy - zwłaszcza w Libanie, gdzie chrześcijanie jak i muzułmanie są zgodni, że uchodźcy palestyńscy jak i syryjscy muszą opuścić kraj.

Drony nad Bejrutem, które zapoczątkowały obecny kryzys znowu zwróciły uwagę na Hezbollah, który musi liczyć się z ograniczeniem finansowania z Teheranu związku z amerykańskimi sankcjami. Zdaniem izraelskich polityków i wojskowych, Hezbollah w Libanie, który oficjalnie uznaje zwierzchność władz państwowych, ale realnie na szyickich terenach jest samodzielny i samowystarczalny, w tajemnicy przed światem rozpoczął proces tworzenia rakiet dalekiego zasięgu na podległym sobie terytorium. Tym samym w niedalekiej przyszłości może dysponować nieograniczonym arsenałem (już na chwilę obecną szyici mają od 120-140 tys. Rakiet), który wedle słów Nasrallaha, może cofnąć Izrael do epoki kamienia łupanego. Sprawa jest poważna, albowiem wedle izraelskich służb tuż po incydencie z dwoma izraelskimi dronami nad szyicką dzielnicą Dahyją, do Bejrutu przyjechali irańscy generałowie Qassem Soleimani i Hossin Salami na tajemne spotkanie z liderem Partii Boga.

Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka