Tekst ten powstał, ponieważ Krzysztof Osiejuk jest osobą publiczną, kandydował do Sejmu RP, czynnie uczestniczy w polskiej polityce pracując na rzecz konkretnej partii politycznej i jej lidera. Krzysztof Osiejuk swoje polityczne teksty publikuje w mediach oraz uczestniczy w politycznych spotkaniach. Nie interesuje mnie to ile Osiejuk ma dzieci i co one robią, mimo, że on sam o tym ciągle pisze. Nie interesuje mnie czy go żona dalej utrzymuje czy nie, ma czy nie ma problemy finansowe, mimo, że on sam o tym pisze. Nie interesuje mnie bloger Osiejuk, bowiem jego mało sprawne fantazyjnie dziamgolenie, nie jest w stanie mnie zainteresować z wielu ale z dwóch powodów najbardziej. Pierwszy powód to ilość znaków. Na to, do napisania czego Osiejuk potrzebuje 10 000 znaków, jego szef dwuosobowej grupy domokrążców internetowych, potrzebuje maksymalnie połowę, nie więcej a mnie wieloznakowe dziamgolenie odrzuca. Drugi powód to ciągle te same notki. Co prawda zmieniają się postacie i miejsca, ale reszta jest bez zmian. Wstęp czyli „pamiętam jak”(ja, córka, żona, kolega...), potem miejsce dawnej sytuacji, „stałem przed sklepem, gdzie głośno grała muzyka, no i wtedy zdarzyło się, że spadła cegła z dachu, chwilę po moim odejściu”(córki, żony, kolegi)... Potem Osiejuk bierze tego Tuska, Bieńkowską czy jakiegoś tam Lisa czyli personę której za chwile dokopie i pisze jakieś tam swoje dziamgolenie wieloznakowe na jej temat. Na końcu Osiejuk łączy te wszystkie zdarzenia pisząc tak. „No i ja jestem pewien że ten Tusk, Bieńkowska czy tam jakiś Lis też stał pod tym sklepem, gdzie grała muzyka, ale on nie zdążył odejść przed tą spadającą cegłą. Zapamiętajcie! Wpierw jest „kiedyś-własne doświadczenia, zasłyszane historie”, potem przejście na rzeczywistego bohatera a potem połączenie tych dwóch historii z morałem. Po przeczytaniu piątej kolej takiej samej notki, mnie to znudziło. Jak już padło tutaj o szefie Osiejuka, to tłumaczę, że mam na myśli oczywiście Coryllusa, który wziął sobie Osiejuka na numer Kaczyńskiego. W czym rzecz? No w tym, że jak uśmiechnęła się Jakubiak, to uśmiech stojącego obok Kaczyńskiego wyglądał jak wyglądał. Jak stał obok Kaczyńskiego Poncyljusz, to męskość Kaczyńskiego wyglądała jak wyglądała, a jak stał obok Kaczyńskiego Dorn, to elokwencja i rozumność Kaczyńskiego wyglądały, tak jak wcześniej jego męskość i uśmiech. No i tych wszystkich ludzi w PIS już nie ma, a uśmiech Kaczyńskiego przy stojącym „bolące zęby” Błaszczaku wygląda super a i rozumność przy Hofmanie jeszcze lepiej. Że Kaczyński jest bardzo męski obok Sasina, nie muszę chyba nikogo przekonywać. No i tak samo jak Błaszczak Kaczyńskiemu, potrzebny jest Osiejuk Coryllusowi, oczywiście w kwestii bycia pisarzem, nie tam jakiś męskości... I to wszystko co dotychczas napisałam w ogóle mnie nie interesuje! Interesuje mnie tylko to, że Osiejuk chciał zostać posłem czyli zajmować się moimi pieniędzmi, moimi dziećmi, moją pracą itd. itp. Osiejuk parę razy zwrócił na siebie moja uwagę, on przypomina mi „agenta Tomka”, wybranego z listy PIS. Agent modlił się na Jasnej Górze w dzień, wieczorami szerzył wiarę za pomocą „jebnięć krzesłem” i donosów. Oczywiście wtedy, kiedy nie powodował wypadków drogowych i nie rozbijał małżeństw. O krzesłach nic nie wiem, natomiast Osiejuk na pewno jest dobry w kwestii donosów. Jak sam wczoraj napisał, donosi tak intensywnie, że mu „palce puchną od klawiatury”. Naprawdę! Tak napisał! I to była w ogóle fajna sytuacja, bo na jednym blogu jest rozprawka z AdministratoremV o netykiecie, co wolno powiedzieć i jak, a na innym blogu, w tym samym czasie, Osiejuk o jakimś tam blogerze pisze per „szmato”. Zresztą to Osiejuk lubi, pisać do kogoś „szmato”, ewentualnie „psie” i inne tym podobne, różne, takie tam... Osiejuk zwrócił też moja uwagę kiedy został „kolegą” Seawolfa! Kolegą był został po śmierci, bo kiedy Seawolf jeszcze żył, Osiejuk wypisywał na temat Seawolfa swoje wieloznakowe dziamgolenie, jaki to ten Seawolf jest słaby i że z pewnie on w ogóle nie istnieje... I że sam pewnie nie pisze tego co pisze... I takie tam różne, żeby zniszczyć, dokopać i ośmieszyć. Jak obecnie Pantryjota, tak wtedy Seawolf był drzazgą w... klawiaturze Osiejuka. Obaj pisali, jeden dalej pisze, z polotem, fantazją i potrzebne im do tego było o jedną trzecia znaków mniej, niż na taki sam tekst Osiejukowi. Na nieszczęście Osiejuka, Seawolf, podobnie jak niedawno na nieszczęście Karnowskich Turski, umarł. Wtedy natychmiast został Osiejuka „kolegą”, a może nawet i więcej. Czemu tak? Bo gdyby nie, Osiejuk, straciłby część swojego targetu czytelniczego, uderzył, dokopał i ośmieszał bowiem legendę tej politycznej strony. Co prawda część targetu co czasami widać na S24 pamięta, ale inni przebaczyli i uznali widać, że lepiej z kimś się zakolegować po śmierci niż w ogóle. Zapamiętałam też, jak Osiejuk zadeklarował, że jak się jakiemuś księdzu w Polsce stanie krzywda, to on pójdzie do Tomasza Lisa i będzie tego Lisa walił w pysk i wepchnie mu do tegoż pyska okładki gazet. Lis będzie musiał je zeżreć, a jak nie to Osiejuk będzie go walił po tym pysku. Aż zeżre, jakoś tak. Wyrażenia Osiejuka „won szmato”, „precz psie” i „walenie w pysk”, zupełnie nie naruszają netykiety Salonu24, natomiast teksty na które Osiejuk donosi, „aż mu palce puchną” i owszem. Nawet tak bardzo ze usuwane są całe blogi. Osiejuka kandydowanie do Sejmu RP, skończyło się lepiej, niż największy happy end w historii kina. Otóż Osiejuk, nie startując z ostatniego miejsca, dostał najmniej głosów! Ich ilość była taka, że można domniemywać, iż Osiejuk cierpi na duży deficyt w lubieniu wśród rodziny i znajomych... Nic tylko mieszkańcom Katowic trzeba się głęboko ukłonić. Ale jeszcze jedno, zastanawiam się dlaczego tak się stało? Większość opisanych tu zdarzeń, o tym donoszeniu, „kolegowaniu” się z Seawolfem, obrzydliwych obelgach i wyrażeniach, to moje spostrzeżenia, które miały miejsce po wyborach! Co wiedzieli mieszkańcy Katowic w czasie wyborów? Wizjonerzy czy o czymś nie wiemy?


Komentarze
Pokaż komentarze (22)