0 obserwujących
36 notek
21k odsłon
  402   0

Ze wszystkich pokoleń, ludów i języków

Na Światowe Dni Młodzieży w Krakowie wyruszamy rodzinnie. Rodzice 50 plus, którzy jednak dotychczas nie mieli okazji uczestniczyć. I dwoje najmłodszych dzieci, 18 i 10 letnie. Kwaterę również posiadamy rodzinną, więc i z wjazdem oraz zaparkowaniem samochodu nie ma problemu.

We środę ulice miasta są zdumiewająco puste. Zdumiewająco, bo przecież mieszkańcom nikt nie zabraniał poruszać się samochodami w obrębie własnych stref. Czy są w ogóle na miejscu ? Czy nasłuchali się lewackich komentatorów, próbujących przedstawić spotkanie jako większy Woodstock, pełen lubieżności i narkotyków ? A może swój brak ufności czerpali z komercyjnych mediów, straszących nieustannie terroryzmem, zapominając, że tego akurat spotkania strzegł będzie Ktoś potężniejszy niż snajperzy z długimi strzelbami i desantowe helikoptery ?

Mam wrażenie, że najbardziej żałosną rzeczą, jaką mógł zrobić w tych dniach mieszkaniec Krakowa, było wyjechać z miasta, aby zobaczyć świat. Przecież świat jest dzisiaj na miejscu - mamy tu wydarzenie, jakiego Kraków nigdy nie widział i raczej w przewidywalnym czasie nie zobaczy. W przeciwieństwie do pustawych ulic chodniki tętnią życiem - wędruje po nich wielokolorowy „tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków ...” (Ap 7,9). W większości to młodzież, ale trafiają się przecież i maluchy i ludzie w moim wieku, którzy do młodzieży zaliczają własne dzieci.

We środę ruszamy tramwajem nr 8 do Łagiewnik. Pustawy na Krowodrzach, napełnia się maksymalnie na Starym Mieście. W olbrzymim ścisku i upale włoscy pielgrzymi śpiewają wesoło i rytmicznie. Po dotarciu na pętlę ruszamy z kolorowym tłumem przez centrum handlowe Zakopianka i kładkę nad stacją kolejową do dwóch sanktuariów - najpierw świętego Jana Pawła II, a potem Miłosierdzia Bożego. U Jana Pawła zatrzymujemy się na dłuższą modlitwę w ośmiokątnej krypcie, w której centrum znajdują się relikwie świętego - ampułka z krwią i krzyż pasterski. Potem ruszamy kolejną kładką do domu najbardziej znanej na globie Polki - siostry Faustyny. Jak powiedziała nam zapytana później na ulicy Peruwianka: „Czy byliście w Łagiewnikach ? - Co to Lagiewniki ? Nie, my byliśmy u Faustyny !”

Obok świątyni Miłosierdzia Bożego zwraca uwagę pole tekturowych konfesjonałów. To tutaj, podobnie jak w Parku Jordana i jak w każdym najmniejszym parafialnym kościele, zwycięża nieustannie równie wszechpotężna jak delikatna Moc Boża. Wystarczy otworzyć i ukorzyć swoje serce, a nie ma takiego zła, takiego błota, z którego nie potrafiłaby Ona podnieść człowieka na wyżyny światłości.„Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie! - mówi Pan. Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją ...” (Iz 1,18).

Z Łagiewnik trochę piechotą, trochę tramwajem docieramy na trasę przejazdu ojca świętego, który około 17-tej pojawia się w papamobile. Ulica na długości kilku kilometrów pełna ludzi, zarówno pielgrzymów z całego świata, jak i Krakowian, którzy zostali w mieście, spodziewając się, że jednak będzie się działo coś ciekawego. Kilkadziesiąt minut czekania, kilka sekund spotkania z odległości paru metrów - z oczywistych, fizycznych względów Pan Jezus jest znacznie bardziej dostępny zwykłemu człowiekowi niż Jego namiestnik. Czy jednak ludzie na co dzień korzystają dostatecznie z tej dostępności ?

Wieczorem, choć w nogach kilometry, idziemy jeszcze do pobliskiego parku na muzyczno-taneczny występ Afrykanów. W ciemnościach pogodnego wieczoru przenosimy się na chwilę na kontynent, gdzie młodzi i w ogóle wszyscy ludzie mają naprawdę trudne życie.

We czwartek rano uczestniczymy we Mszy świętej w naszej lokalnej parafii, do południa zajmujemy się sprawami nie związanymi z wydarzeniem. Choć podczas wizyty w Galerii Kazimierz, spotykamy niezwykły obraz życia w przybytku mamony. Pielgrzymi stołują się tutaj, więc znów obserwujemy tą jedyną w swoim rodzaju formację multi-kulti, której nie trzeba się obawiać. Przed 16-tą ruszamy na Błonia, od których dzieli nas ze cztery kilometry. Idąc przez teren AGH i stadionu Wisły wtapiamy się w coraz większą rzeszę ludzi. Jeżeli wczoraj to były strumienie, dzisiaj są już rzeki. Postawna agentka wyławia wzrokiem osoby, które mają poddać się kontroli osobistej w mobilnym stanowisku. Wybrani poddają się temu ze zrozumieniem - każdy zdaje sobie sprawę, jak ważne jest bezpieczeństwo nas wszystkich.

Atmosferę na Błoniach trudno opisać. Rzeki pielgrzymów łączą się w jedno morze setek tysięcy dusz. W niedzielę w Brzegach to morze zamieni się w ocean. Papież przybywa na miejsce tramwajem, który już od następnego dnia będzie dostępny dla zwykłych podróżnych, my zobaczymy go w piątek na Karmelickiej. Jako „wolni strzelcy” zajmujemy dosyć odległy sektor od strony Kopca, jednak bardzo dobrej jakości telebimy i głośniki, oraz wielojęzyczne tłumaczenie radiowe pozwalają w pełni uczestniczyć w wydarzeniu. Widać jeszcze sporo wolnego miejsca w sektorach obok nas. Jest pochmurno, co chwilę pada deszcz.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo