tad9 tad9
5674
BLOG

Nowy Świat albo czwarta klęska reakcji

tad9 tad9 Media Obserwuj temat Obserwuj notkę 71

Wielką prawdę wyraził ten filozof, co orzekł, że historia kołem się toczy. Jeszcze niedawno wydawało się przecież (przynajmniej niektórym), że pewne rzeczy są już nie do powtórzenia, bo ludzie się jednak czegoś nauczyli, a tu – nic z tego. Bo oto porobiło się tak, że wielce pożyteczne znów stało się studiowanie historii przeróżnych ideologicznych szaleństw. Pewnie najlepiej byłoby poczytać coś o chińskiej rewolucji kulturalnej, ale niestety, po polsku wydano na ten temat niewiele, po chińsku mało kto u nas umie, a książki po angielsku są drogie. Tak się jednak składa, że mieliśmy w Polsce własną rewolucję kulturalną, a mam tu na myśli tzw. „stalinizm”. Rewolucja ta zostawiła po sobie masę artefaktów,w tym książek zalegających dziś w antykwariatach czy na internetowych platformach sprzedażowych i szczerze wszystkich namawiam do ich kupowania. No owszem, za co większe rarytasy trzeba wybulić około stówy, ale większość pozycji idzie po kilka, kilkanaście złotych, więc jest to żaden wydatek, a zysk z niego duży. Oczywiście – zysk intelektualny: oto z samego źródła dowiadujemy się skąd wzięły się późniejsze „autorytety moralne” naszej „liberalnej elity”. Dziś są to już co prawda autorytety niemal do szczętu wymarłe, ale ich potomkowie i uczniowie mają się świetnie i dokazują ile wlezie. Sprawdzenie skąd im wyrastają nogi to już wiele, ale to tylko jeden z profitów; poza tym poznajemy chwyty propagandy i mechanizmy ideologicznego sekciarstwa, podobne do tych, które plenią się dziś nagminnie w środowiskach, które lubią się nazywać „liberalnymi”.

I mając za wzór odległe czasy „stalinizmu” pogadamy dziś o tzw. ideologicznych odchyleniach, zaczniemy zaś tak: dawno, dawno temu Roman Werfel, niesłusznie dziś zapomniany, a wielce zasłużony w walce o postęp towarzysz, wydał książkę pt. „Trzy klęski reakcji polskiej” (1951). Klęską pierwszą – według Werfla - było rozbicie powojennego podziemia zbrojnego, klęską drugą rozgromienie Polskiego Stronnictwa Ludowego, zaś klęską trzecią rozprawienie się z odchyleniem „prawicowo-nacjonalistycznym” w szeregach PPR/PZPR. I właśnie tę trzecią próbę kontrrewolucji uznał Werfel za szczególnie perfidną: oto wróg przeniknął do wnętrza obozu postępu… Co prawda nie minęło wiele czasu, a Roman musiał sobie pluć w brodę, że coś takiego napisał, bo oto najpierw umarł Stalin, potem zabito Berię, a następnie do władzy w Polsce doszedł Władysław Gomułka, czyli – jak raz – lider odchylenia „prawicowo-nacjonalistycznego” - wtedy czasy, w których Werfel wydał swoje dzieło nazwano „okresem błędów i wypaczeń”. Jak więc widać – obracając się w towarzystwie wzmożonym ideologicznie człowiek nigdy nie może mieć pewności cy poglądy które dziś są prawilne, jutro nie staną się trefne (i na odwrót). Ale to są uwagi na marginesie, bo - jak wspomniano -nas interesuje tu najbardziej zjawisko tzw. „odchyleń” w ramach którego najwierniejszy nawet towarzysz z dnia na dzień może stać się ideologicznym heretykiem, o ile nie wyczuje tzw. „mądrości etapu”. Reszta towarzyszy rzuca mu się wówczas do gardła i nie ma przebacz…  

Tak się składa, że za „stalinizmu” na na straży świętego ognia ideologii stały często kobiety (zupełnie jak teraz…). Owe ideowe towarzyszki zwano „ciotkami rewolucji”, choć są tacy, co powiadają, że to dowcipne określenie nie pochodzi z epoki, albowiem wykreował je lata później Tadeusz Konwicki w książce „Nowy Świat i okolice” . I tu dajemy dajemy stosowny cytacik:  

„"W latach pięćdziesiątych Polską rządziły ciotki rewolucji. Proszę mnie nie poprawiać. Ja wiem, że w szkołach uczą, iż władzę sprawowali wtedy Bierut, Cyrankiewicz albo Różański. Ale naprawdę wszyscyśmy podlegali bezapelacyjnie ciotkom rewolucji. Były to panie w średnim wieku, ale jeszcze nie stare, choć zdarzały się śród nich i staruchy pamiętające jeszcze Lenina, na ogół niezbyt urodziwe, choć bywały i niebrzydkie, a nawet z pewnymi skromnymi pretensjami męsko-damskimi. Były zazwyczaj czarniawe, przy kości, krótko ostrzyżone, energiczne, zdecydowane w odruchach, rozkochane w marksizmie-leninizmie i fanatycznie oddane władzy ludowej. W większości pochodziły z plutokratycznych domów żydowskich i miały już za sobą pewien staż w przedwojennej partii komunistycznej. Każdy z nas musiał się zetknąć swego czasu z taką działaczką. Siedziały one w gabinetach Komitetu Centralnego, w zakątkach Ministerstwa Bezpieczeństwa, w salkach kolaudacyjnych kinematografii, a także w skromnych pokoikach wydawniczych czy redakcyjnych. Nie wiem, jak inni, ale ja odczuwałem jakiś ożywczy niepokój, kiedy moje drogi skrzyżowały się z drogą takiej towarzyszki dyrektorki czy redaktorki. Wiem, że wielu ludzi uciekało przed nimi jak przed zarazą, ale chyba niesłusznie". 

 Koniec cytatu...

Przechodzimy wreszcie do spraw bieżących i w tym miejscu aż się prosi, by napisać coś o dzisiejszych „ciotach rewolucji”, no ale – po pierwsze – pewnie już ktoś na to wpadł, a - po drugie – nie chcemy być wulgarni, niemniej nawiązanie do Konwickiego nie było od rzeczy, chcemy wam bowiem opowiedzieć o odchyleniu ideologicznym, które zdarzyło się w zespole, czy może raczej – w kolektywie tworzącym od niedawna radio „Nowy Świat”, którego to radia nazwa nawiązuje, jak sądzę, właśnie to książki „Nowy Świat i okolice”. Radio to tworzyli - wydawało się - sami szczerzy „liberalni demokraci” i aż dziw bierze, że właśnie na tym czystym (ideowo) łonie zalągł się czerw reakcyjnego odchylenia. Nazwa owego odchylanie nie została jeszcze ustalona, ale wydaje się, że dość akuratną, choć może nie do końca ścisłą byłaby tu nazwa „odchylenie prawicowo-heteronormatywnego”. Zacznijmy jednak od samego radia „Nowy Świat”.

Jego historia jest na tyle świeża, że nie byłoby potrzeby o niej pisać, ale przecież może być i tak, że ta notka powisi w internecie przez lata i kiedyś trafi na nią ktoś, dla kogo nasze gorące newsy, to już będą zapomniane przez wszystkich pierdoły (poczytajcie stare gazety, a – zaprawdę powiadam wam – zdziwi was, czym podgrzewano kilka-kilkanaście lat temu tzw. „opinię publiczną”). I tych właśnie czytelników z przyszłości informuję, że oficjalna, i jedynie słuszna historia radia „Nowy Świat” dziś wygląda z grubsza tak: kilka tygodni temu (pisane w sierpniu 2020 roku) rządzący w Polsce reakcyjny reżym zamachnął się na wolność dziennikarską i chciał wymóc usunięcie z listy przebojów programu III Polskiego Radia piosenki uderzającej w wizerunek przywódcy reżymu. Ten straszliwy akt cenzury tak wzburzył część ekipy Programu III, że rzucili oni pracę i dołączywszy do towarzyszy, których PiS-owscy siepacze zmusili do odejścia z „Trójki” wcześniej, stworzyli nowe, prawdziwie niezależne radio o nazwie „Nowy Świat”. Nikt nie policzy ile przy tym wznoszono okrzyków o wolności słowa, poszanowaniu wielości poglądów, i tak dalej i tym podobnie. Różnorodność naszą siłą – głosił zespół „Nowego Świata”, ale nie minęło wiele czasu i… Tu oddajmy głoś „Gazecie Wyborczej”: „Piotr Jedliński nie jest już prezesem Radia Nowy Świat. Ekipa zdystansowała się od jego wypowiedzi. W części weekendowych serwisów informacyjnych nadawanych w Radiu Nowy Świat o Margot, niebinarnej aktywistce LGBT+, mówiono z użyciem zaimków męskoosobowych, choć ona sama określa siebie zaimkami niemęskoosobowymi.”.  

A więc, stało się: odchylenie „prawicowo-heteronoramtywne” wyszło na jaw i to w samym jądrze tak postępowego kolektywu! Ale, to że „w części weekendowych serwisów informacyjnych nadawanych w Radiu Nowy Świat o Margot, niebinarnej aktywistce LGBT+, mówiono z użyciem zaimków męskoosobowych”, byłoby jeszcze do odkręcenia. Toć, w to samo odchylenie popadł też (i to na antenie) reporter TVN-24, tyle, że jego, na bieżąco naprostował jakiś obecny na miejscu aktywista i rzecz rozeszła się po kościach. Niestety, w pobliżu p. Jedlińskiego w krytycznym momencie nie znalazła się żadna „ciota rewolucji” (a jednak nie mogę się powstrzymać…), więc biedak brnął dalej, zupełnie jakby naprawdę wierzył w tą „niezależność”, „wolność słowa”, „prawo do głoszenia własnych poglądów” czy też inne hasła, którymi zwykle posługują się różne, aspirujące dopiero do dominacji grupy interesu w celu wciśnięcia publiczności swojej agendy (wierzcie lub nie, ale w parlamencie II RP najgłośniejszymi orędownikami „wolności słowa” byli posłowie komunistyczni – póki ich do tego parlamentu dopuszczano). Aż strach cytować jakich to okropności Jedliński nagadał, było to coś w stylu (znów za |GW”): "Jeśli Margot oraz akolici tak bardzo apelują o poszanowanie wolności, to dlaczego nie szanują wolności mediów oraz mojej, jako osoby? Dlaczego chcą mi na siłę narzucić sposób postrzegania świata, zmuszając, żebym określał kogoś, kogo odbieram jako mężczyznę, zaimkami żeńskimi? (...) Zapraszam opluwających na korepetycje z wolności. Bo to, co robicie, z wolnością nie ma nic wspólnego". Tyle Jedliński - sami teraz rozumiecie, że nic nie mogło go uratować. Co prawda złożył on potem coś w rodzaju samokrytyki, ale nic mu to nie pomogło i teraz szuka pracy. Nie wygląda to dobrze, bo prawica się na Jedlińskiego obraziła za numery z „Trójką”, jeśli zaś chodzi o „liberalną lewicę” to rewolucja kulturalna jest tam na wznoszącej i żadnego Gomułki - póki co – na horyzoncie nie widać. Tak więc czujny kolektyw „Nowego Świata” może sobie gratulować „czwartej klęski polskiej reakcji”, tak jak Roman Werfel gratulował sobie z okazji poprzednich trzech klęsk... Ale – jak powiedział mądry filozof – historia kołem się toczy i kto wie, co kiedyś nazwą następnym „okresem błędów i wypaczeń”…. 

tad9
O mnie tad9

href="http://radiopl.pl">

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura